Wpływ kortyzolu (hormonu stresu) na tycie

Powoli akcent na naszej stronie przechyla się w stronę redukcji. Taki czas i taka pora. Było sporo o budowaniu masy czy siły. Było trochę, choć pewnie i tak za mało o rehabilitacji. Pisałem również o ćwiczeniu tudzież niećwiczeniu mięśni brzucha. Teraz podejmuję powoli temat redukcji, bo zainteresowanie wzrasta.

Pora na redukcję


Nie wiem, czy uda mi się pewne luźne refleksje wystarczająco uporządkować i usystematyzować. Pewnie nie. Ważniejsza może się okazać dyskusja pod artykułem. W dzisiejszych czasach, gdy nadużywa się badań naukowych, autorytetu różnych trenerów, za którym tak naprawdę stoi marketing, prywatne obserwacje i wnioski mogą okazać się bardzo cennym źródłem, o ile zachowamy zdrowy rozsądek.

Co wiemy lub co nam się wydaje, że wiemy

Na początek podywaguję nieco na temat kortyzolu i tłuszczu na brzuchu. Oto kilka wstępnych informacji.
Ćwiczenie mięśni brzucha nie ma nic wspólnego ze spalaniem tłuszczu na brzuchu – to jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów. Pełno jest programów zalecających setki brzuszków czy spięć. Amatorzy takich programów liczą na to, że nagle spalą tłuszcz w tym miejscu i będzie im widać słynny sześciopak, który de facto sześciopakiem nie jest!
„Przecież jak ćwiczę mięśnie w tym miejscu to one pobierają tłuszcz z brzucha” – autor takiego stwierdzenia uważa się zapewne za wybitnego biochemika. Wprawdzie tłuszcz z tkanki tłuszczowej może być przetwarzany na energię, ale nigdy nie jest przekazywany bezpośrednio do mięśnia. Musi dojść do lipolizy i szeregu przemian metabolicznych w całym ciele. Na marginesie dodam, że aby wyłoniły się spod tłuszczu mięśnie brzucha, muszą być odpowiednio silne i rozwinięte. Więc budujemy je krótkimi ciężkimi seriami, ale to już inny problem i inny temat.
Z tych szczątkowych informacji, jakie udostępnił Poliquin w internecie na temat biosygnatury, wiadomo także, że tłuszcz na brzuchu jest związany z kortyzolem, a dokładniej z jego nadmiarem. Jednak w praktyce rzecz nie jest taka prosta, co jeszcze wyjdzie w trakcie.
Wiemy również, że spalanie tłuszczu odbywa się na całym ciele, choć zwykle najtrudniej pozbyć się go właśnie z brzucha. Przy czym mężczyźni mają z tym większy problem niż kobiety. Panie zazwyczaj koncentrują swoje wysiłki na udach i biodrach, gdyż tam u nich gromadzi się więcej tłuszczu. Jest to wynik nadmiaru estrogenów i zwykle zbyt małej ilości progesteronu.
Poniekąd więc miejsca, w jakich gromadzi się tłuszcz są zależne od płci, co wprost oznacza, że związane są właściwą dla danej płci gospodarką hormonalną i paradoksalnie z właściwymi dla danej płci zaburzeniami tejże gospodarki. Jednak i kobiety niekiedy walczą z otłuszczeniem brzucha.
Wydaje się, że miejsce zbierania się nadmiaru tłuszczu jest uwarunkowane ewolucyjnie i do pewnego stopnia skorelowane u obu płci ze środkiem ciężkości. Kobieta mająca szersze biodra, a delikatniejszą budowę góry ciała ma ten środek położony niżej, a więc i tłuszcz odkłada się niżej niż u mężczyzny. To sprawia, że aktywność kortyzolu nie wszystko tu wyjaśnia.
Wreszcie wiemy, że trening aerobowy tak szeroko zalecany w sieci i na wielu siłowniach nie jest najlepszym sposobem na spalanie tłuszczu. Zwykły trening siłowy da lepsze efekty nawet jeśli nie będzie bezpośrednio ukierunkowany na redukcję. Przynajmniej do pewnego momentu. Żeby naprawdę zacząć palić tłuszcz trzeba ćwiczyć ciężko i szybko. To cala filozofia treningu redukcyjnego. Haczyk tkwi w tym, że gdy trening będzie zbyt intensywny dla danej jednostki, nadnercza zareagują silnym wyrzutem kortyzolu. Do tego też jeszcze wrócimy.
Pozostała nam dieta. Każdy będzie twierdził, że bez diety nie ma redukcji. To prawda, choć różnie tę dietę się rozumie. Przejście na dietę low carb u większości powinno skutkować spadkiem BF. Jednak tylko do pewnego punktu. Na początek wystarczy. Jednak, gdy chcemy zejść bardzo nisko potrzebne będą dodatkowe zabiegi. Trzeba również pamiętać, że nawet low carb, gdy będzie związana ze zbyt dużą podażą białka i tłuszczu może prowadzić do otyłości.
Tyle tytułem wstępu. Czas zgłębić temat.

Trochę o podziałach na typy

Padło już pytanie w jednym komentarzu, dlaczego jednym przychodzi łatwo przybieranie na wadze, a innym nie. Dlaczego jedni nie mają problemu ze zbijaniem fatu, a innych sprawia to sporo trudności. No właśnie. Dlaczego? Wielu osobom wystarczy zmiana na low carb, by BF zmniejszał się niemal w oczach. Jednak nie wszystkim i nie zawsze. Byłoby znacznym uproszczeniem twierdzić, że nic już więcej nie trzeba robić.
Te różnice od zawsze zastanawiały. Tak naukowców, jak trenerów czy samych ćwiczących. Ostatnio również całe rzesze amatorów odchudzania. Nieudolną próbą ogarnięcia problemu był tak modny w kręgach kulturystycznych podział na hardgainerów i resztę bandy. Nieudolny, bo budowanie teorii w oparciu o trzy typy jest nie tylko uproszczeniem zaczerpniętym z przedpotopowej psychologii (pierwsza polowa ubiegłego stulecia), ale wprost zabiegiem marketingowym. Przecież w tym nigdy nie chodziło o nic innego, jak zwiększenie sprzedaży gainerów. Jakoś dziwnym trafem 80% ludzi dowiadywało się, że jest hardgainerami (sic!).
Natykałem się też na inne podobne podziały. Dieta w oparciu o grupy krwi, czy jakieś cuda w stylu Wojownik, Łowca, Pasterz i coś tam jeszcze. Wspominałem już kiedyś, że gdybym miał wspierać się na tego typu teoriach, to już wybrałbym rozbudowaną charakterologię LaSenne’a. Przyporządkowuje ona pewne cechy morfologiczne typom temperamentów. Typów podstawowych mamy 8, a potem dochodzi 16 typów mieszanych, bowiem podstawowe też nigdy nie występują w natrze w postaci czystej.
Przełożenie tej teorii na realia sportowe mogłoby dać ciekawe wyniki, ale obawiam się, że jest to tak ogromna praca, że nigdy nie zostanie wykonana. Lepiej więc dać tego rodzaju podziałom spokój, chyba, że ktoś chce poznać swój temperament i indywidualnie dopasować do niego metodę treningową. Jest to poniekąd możliwe.

Uproszczony przegląd różnic

Więc co nas właściwie różni od siebie? Procesy biochemiczne przebiegają tak samo. Potrzebujemy tych samych składników pożywienia itd. Jednak na efekt końcowy składa się mnóstwo czynników. Przytoczę tylko część: wydajność układu nerwowego, aktywność hormonalna, aktywność enzymatyczna, przewaga określonych włókien mięśniowych, wady postawy i wreszcie przeróżne choroby, które mogą nas nękać. To tylko bardzo uproszczony obrazek, ale i tak pokazuje jak bardzo skomplikowana jest sytuacja.
Część tych cech mamy już na starcie, czyli są wrodzone. Niektóre są wynikiem prowadzenia określonego trybu życia. Jeśli coś robimy przez dziesięć lat, to skutki tego mogą być trudne do odwrócenia. Zwłaszcza, gdy dzieje się to w okresie rozwojowym. Zaś pakiet, z którym się rodzimy jest nie tylko wynikiem puli genów. Znaczenie ma także to jak żywiła się matka podczas ciąży, czy podlegała silnym stresom itd. O chorobach dziedzicznych nie ma nawet co wspominać.

Dochodzimy do kortyzolu

Podam tu jeszcze przykład banalny i odwołam się do potencji. Jak wiadomo jeden może dziennie, inny raz na tydzień, a niektórzy i pięć razy na dzień. Rozbieżność wielka i bynajmniej nie uzależniona tylko od wieku, ale dla medycyny wszystkie te „możności” mieszczą się w normie. Skoro taka różnica zachodzi w wymiarze seksualnym, który też nie tylko jest zależy od testosteronu, ale od szeregu czynników, to podobnie będzie w innych sprawach. By trochę rozgrzać atmosferę dodam, że w niektórych wypadkach także kortyzol stymuluje potencję. O tym jednak nie przeczytacie w necie, ani w kolorowych gazetach.

No właśnie kortyzol. Tak naprawdę posługujemy się tutaj kolejnym uproszczeniem. Bardziej precyzyjnie należałoby mówić o aktywności nadnerczy. Większej czy mniejszej. Nadnercza wydzielają trzy grupy hormonów: glikokortykoidy, mineralokortykoidy i androgeny. Kortyzol jest tylko jednym z hormonów pierwszej grupy. Ważnym hormonem wydzielanym przez rdzeń nadnerczy jest także adrenalina i noradrenalina.

Z kortyzolu zrobiono w kulturystyce czarny charakter i demona numer jeden. Ciągle pisze się o potrzebie jego blokowania tak, że wielu ludziom wydaje się, że najlepiej byłoby całkowicie zahamować wydzielanie tego hormonu. Tymczasem wcale tak nie jest. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Bez kortyzolu nie pociągnęlibyśmy zbyt długo…

Jeszcze o brukowej psychologii

Kwestia stresu doczekała się ogromnej masy literatury. Większość z tego to publikacje ludzi, którzy może i aspirują do miana domorosłych psychologów, ale w rzeczywistości jedynie kopiują typowe stereotypowe powiedzonka od swoich poprzedników. Tak samo, jak istnieje mnóstwo bzdur napisanych na temat treningu i diety w kulturystyce, również w brukowej psychologii wielu używa sobie jak może. Przy czym stres jest tematem najpopularniejszym.
Chcę być dobrze zrozumianym. Nie ma nic przeciwko psychologii, jako rzetelnej nauce. Jednak z racji, że jest to nauka dość trudna w weryfikacji, 90% tego co trafia do księgarń oraz można znaleźć w internecie jest stekiem kompletnych bzdur. Powtarzam tu to co napisałem niedawno w odpowiedzi na jeden z komentarzy. Chcecie pogłębić wiedzę z psychologii sięgajcie po poważne podręczniki akademickie. Akurat w tej dziedzinie Amerykanie mają całkiem dobre wyniki i trochę z tego przetłumaczono na język polski. Warto również pójść dalej i poczytać prace z neuropsychologii czy neuropsychiatrii. Natomiast wszelkie popularne psychologiczne how-to radzę omijać z daleka.
Dodam jeszcze, że nawet wobec tzw. poważnych badań naukowych należy zachować sporą ostrożność. Światło na ten problem może rzucić książka Tomasza Witkowskiego „Zakazana psychologia”. Autor opisuje szereg nadużyć, czy wręcz oszustw w świecie naukowym psychologów. Zachęcam do lektury.

Unikać stresu?

Co z tym stresem? Ileż to razy radzi się nam unikać stresu. Przyjrzyjmy się temu co naprawdę kryje się za tą poradą. Zgodnie z definicją stres pojawia się zawsze wówczas, gdy organizm staje przed wyzwaniem adaptacyjnym. Co to oznacza? Idziesz na siłownię i podnosisz ciężary. Dążysz do wywołania procesu adaptacji, więc musi pojawić się stres.
Idźmy dalej. W pracy dostajesz do wykonania nowe zadanie. Pojawia się stres. Można rozszerzyć ten przykład na wszystkie okoliczności, w których musimy się nauczyć czegoś nowego. Niezależnie czy w zakresie naszej motoryki, czy też intelektu.
Problemy osobiste i lęki z nimi związane również często oznaczają stres. Boimy się o bezpieczeństwo drogich nam osób. Czasem popadamy z nimi w konflikty, co z kolei rodzi obawę, że nie jesteśmy wystarczająco akceptowani lub możemy zostać porzuceni. Myślę, że temat znany z życia i nie ma sensu teraz się nad nim rozwodzić.
Przykłady można mnożyć. Nie w tym rzecz. Ograniczyć stres tak naprawdę oznacza ograniczyć to wszystko o czym była mowa powyżej. Czyli aktywność fizyczną, aktywność intelektualną i relacje międzyludzkie. Wręcz ich unikać? Paradoksalnie całkowita izolacja wcale nie zmniejszy napięcia, lecz je pogłębi. Jesteśmy stworzeni jako istoty społeczne i nie możemy zamknąć się w czterech ścianach bez wywołania poważnych konsekwencji zdrowotnych.

Fundament strategii radzenia sobie ze stresem

Problemem nie jest więc sam stres, lecz to jak sobie z nim radzimy. Oznacza to wypracowanie właściwej strategii. Przy czym jednym przychodzi to łatwiej, a innym trudniej. Jest po części związane z typami temperamentów, o których wspomniałem wcześniej. Innym czynnikiem będzie wychowanie i atmosfera w domu rodzinnym. Ani zbyt ochronna postawa rodziców wobec dziecka (bezstresowe wychowanie), ani też rodzina patologiczna nie są dobrymi środowiskami dającymi fundament do wypracowania sobie takiej strategii. Rzecz jasna to dwa przykłady skrajne. Zwykle balansuje się gdzieś pomiędzy nimi.
Musimy także pamiętać o tym, że zbyt duża dawka przeciwności – tak psychicznych, jak i nadmiar silnych bodźców fizycznych, mogą sprawić, że nawet najbardziej poukładana i silna jednostka przestanie sobie z tym radzić. W praktyce oznacza to, że bodźce treningowe nie mogą przekroczyć pewnego progu, po którym organizm nie będzie w stanie nadążyć z adaptacją.
W życiu zaś może dojść do szeregu nieszczęść lub jednego, ale bardzo poważnego, z którym na krótko lub na dłużej nie będziemy w stanie sobie poradzić. Jeśli tego typu wydarzeń będzie w życiu zbyt wiele, to z czasem może dojść do nerwicy. Wtedy nawet najmniejsze niepowodzenie będzie wywoływało niewspółmierny oddźwięk w psychice i w organizmie.
Gdy już dojdzie do czegoś takiego wszystkie dobre rady, w stylu: nie przejmuj się, jakoś to będzie, głowa do góry – należą do najtańszego towaru, jaki serwują ludzie kryjący niewrażliwość pod maską przyjacielskiej troski. Niekiedy trzeba samemu porządnie od życia oberwać, by zrozumieć jak głupie są takie odzywki. Pomagają nie pocieszanemu, ale pocieszającemu!

Treningi generujące nadmiar stresu

Mimo niesprzyjających okoliczności trzeba spróbować zmierzyć się z kolejną częścią tego cyklu. W przeciwnym razie tak Czytelnicy, jak i sam autor stracą z oczu główny wątek i zapomną o co chodziło. Obawiam się nawet, że już tak się stało.
W wielu wypowiedziach na temat treningów kulturystycznych, o czym już nieraz wspominałem, pojawiają się zachęty do coraz cięższego treningu wsparte mnóstwem wulgaryzmów. Te ostatnie mają na celu pokazanie jakim to twardzielem jest piszący i jakimi jeszcze mięczakami są czytający. Stara amerykańska szkoła. Zmieszaj ludzi z błotem, to będą uważali Cię za mądrzejszego, silniejszego i ogólnie lepszego. Skutek jest taki, że większość trenuje za dużo, a efekty ma mizerne. Bo zapomniano im napisać, że wszystko to pięknie… na sterydach.
Podobnie jest z redukcją. Tu także specjaliści dość często fundują nam więcej stresu niż jest to konieczne. Po pierwsze, by podjąć trening redukcyjny, trzeba wcześniej budować tak masę mięśniową, jak i odpowiednią kondycję siłową. W przeciwnym wypadku będziemy tylko produkować nadmiar kortyzolu i koniec końców efekt redukcyjny żaden.

Diety IF i trening na czczo

Chciałbym się w tym miejscu zatrzymać na tak ostatnio popularnych dietach IF, a nieco szerzej choć w tym samym kontekście, na treningach na czczo. Swego czasu doszło już na stronie do sporu o taki model diety. Niedawno na naszym FB pojawił się odnośnik do wypowiedzi Wodyna o tej diecie.
Z mojej strony dodam kilka ważnych uwag. Być może czasami nasi przodkowie musieli funkcjonować na tego typu modelu, czy jednak jest on optymalny? Nie sądzę. Głód zawsze jest związany ze stresem. Zwłaszcza, gdy połączymy głód z wysiłkiem o wysokiej intensywności. Łatwo też wówczas o hipoglikemię. W moim odczuciu diety typu IF powstały tylko po to, by promować suplementy. Nie masz nic jeść przez większość dnia, a tylko np. aminokwasy. Potem wielkie żarcie kilka godzien. To daje nam kolejny minus. Niepotrzebne przeciążanie i nadmierne rozpychanie żołądka.
Tym razem jednak chcę podkreślić inny aspekt sprawy. Otóż trening na czczo wzmaga aktywność nadnerczy. Wydziela się adrenalina i noradrenalina, co przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Ten argument serwują nam zwolennicy tego rozwiązania. Fajnie? Niekoniecznie.
Bowiem nadnercza nie ograniczają się tylko do produkcji tych hormonów, wraz z nimi wydzielają w tej sytuacji więcej kortykosteroidów. Czyli upraszczając – kortyzolu. To sprawia, że więcej tłuszczu spalamy, jak i więcej odkładamy. Robota głupiego. Nie wspominając już o stratach białek mięśniowych. Do kompletu mamy jeszcze fakt, iż dochodzi do podniesienia poziomu glukozy we krwi. To zaś prowadzi do prostego wniosku, że dłuższe stosowanie IF, czy ogólnie treningu na czczo nawet bez przejadania się może prowadzić do cukrzycy, gdyż podwyższa odporność insulinową. Nadal tak fajnie?

Dodatkowe wspomaganie

Należy również pamiętać, że wyniki reklamujące ociągnięcia podopiecznych poszczególnych trenerów w redukcji, są związane ze sięganiem po nielegalne lub legalne środki odchudzające o czym być może jeszcze uda mi się napisać więcej w odpowiednim czasie. Ich działanie również jest często związane z pobudzeniem nadnerczy. To zaś oznacza, że tak jak można budować zdrowo lub niezdrowo masę mięśniową, tak również można zdrowo lub niezdrowo się redukować.

15 odpowiedzi do artykułu “Wpływ kortyzolu (hormonu stresu) na tycie

  1. Reda77

    A! Stefan,
    mam jeszcze pytanie odnośnie kortyzolu. Spotkałem się z zaleceniami Wodyna, aby bezpośrednio po treningu łykać 20g glutaminy, odrobinę glicyny (jakieś bardzo małe ilości o ile pamiętam) i magnez, bo to nadaję dynamikę obniżaniu kortyzolu.
    Co o tym myślisz? No i Wodyn, najpewniej za Poliquinem, nie poleca kawy po treningu. Ja piję jedną po śniadaniu, przed treningiem i potem kilka godzin później następną przed jakimś wymagającym “odpowiedniego formatu” sytuacji/zadaniu.
    Czy to znaczy, że powinienem po trenigu kawy juz nie tykać?
    Może potreningowo przejść na yerbę?

    1. stefan

      Są różne strategie obniżania poziomu kortyzolu. Jeszcze się nad ten temat rozpiszę w kolejnych częściach. To co proponują może być, choć nie brałbym w tym momencie magnezu, chyba, że trening jest wieczorem. Jeśli wcześniej to magnez sensowniej zostawić sobie na noc.
      Z tą kawą po treningu chodzi o czas bezpośrednio po, a nie resztę dnia. Ja też piję rano jedną przed treningiem, a drugą późnym popołudniem, czyli przynajmniej ze 4-5 godzin po.
      Za yerbę się nie biorę. Mnie ona zupełnie nie podchodzi 🙂

  2. Reda77

    ja od kiedy odstawiłem twaróg (nie brakuje mi) to jem głownie podroby, jajka i boczek, orzechy i każdego dnia przed każdym posiłkiem ślinię się tak samo 😀 mniam mniam mniam! 😀

  3. krzychu

    Nie wiem jak z tym zatruciem pokarmowym, ale ja juz kilka tygodni glownie na watrobce drobiowej bazuje do tego jajka i twarog tlusty no i smalec. Z tych 3 skladnikow sklada sie moja dieta. Jedyne co zmieniam to kolejnosc posilkow, raz jem na kolacje watrobke, raz twarog raz na sniadanie watrobke raz twarog, jajka itd. jem ja praktycznie codziennie, co jakis czas tylko robie sobie przerwe od niej na 2-3 dni i zamieniam na cos innego, mysle ze nie grozi mi cos takiego, i zadnych efektow ubocznych nie zauwazylem. sadze ze 3 zrodla bialka w zupelnosci wystarcza zeby czegos takiego sie nie nabawic. U mnie po czesci jest to z wygody bo “sasiadka” zamawia mi ją i parktycznie nie musze do sklepu latac tylko odbieram pod nosem

    1. stefan

      Sprawa indywidualna, ale zawsze trzeba uważać. Wodyn je po 40 surowych jaj dziennie i ma się dobrze, ale to nie znaczy, że każdy tak może. Ja jak zjadłem 70 surowych jaj w kilka dni, to potem musiałem się z nimi pożegnać na długie miesiące. Po prostu trzeba podchodzić do tego ze zdrowym rozsądkiem i obserwować swój organizm.

  4. Ma_rek

    Zdjęcie zalanego białkiem chciałem zobaczyć, ale już wiem o co chodzi 🙂

    Mam takie pytanie, mianowicie obecnie pracuję 10-12 h dziennie i do tego siłownia. W pracy mam zamiar jeść jako źródło białka serek wiejski, chcę jeść go 1kg dziennie(da mi to 120g białka dostarczanego w pracy). Będę je jeść w dwóch partiach po 500g. Czy widzisz ku temu jakieś przeciwskazania?

    1. stefan

      Oczywiście, że widzę. Nie jedz dzień w dzień tego samego i to w takiej ilości. Po tygodniu będziesz miał uczulenie pokarmowe. Już tu był jeden taki, co jadł kilo sera dziennie i nie słuchał dobrych rad. Teraz płacze. Zasada zawsze ta sama. Im więcej jesz tym bardziej musisz to jedzenie różnicować. Pozdrawiam.

  5. Ma_rek

    Redukcja na low carb (tak tu promowanego)zabrzmiała trochę dziwnie dla mnie bo stosuję się do tej diety od pół roku i nie wiem jak możnaby z niej cokolwiek redukować (ale wiem,że mam ogromną przemianę materii i u mnie ciężko coś odłożyć). Jednak fakt faktem są osoby które mogą przesadzić z białkiem i tłuszczem, a mając ku temu predyspozycje, mogą się “spaść”.

    Ja po długim okresie spadku wagi, wreszcie odrabiam (stosunkowo szybko, caly czas na low carbie), może to się wiązać ze zmniejszeniem intensywności treningów *chociaż nie do końca, musiałem zmienić płatną siłownię na “piwnicę” i tylko niektóre ćwiczenia się zmieniły* Nie widzę jednak, żeby gdziekolwiek coś mi się odkładało, caly czas idzie ku lepszemu!

    Miałem wątpliwości gdy waga stała, ale nie poddałem się i jest tego efekt.

    Brzucha według zaleceń Stefana nie trenowałem, bo nie miałem dużego stażu na siłowni (< roku), myślę żeby zacząć go powoli budować, właśnie na nim zostały mi resztki tłuszczu/węglowodanów, co z czasem i tak się "spali". Przyrost masy jest mniejszy, ale przynajmniej jest to prawdziwa masa mięśniowa.

    Od siebie mogę dodać, że zmiana diety przyniosła niespodziewane pozytywne efekty uboczne. Dawniej miewałem czasem zawroty głowy gdy zbyt szybko wstałem z łóżka, to znikło. Mam dużo więcej ochoty na ruch, gram poza siłownią w koszykówkę, często wolę gdzieś pobiec niż pójść. Ogółem czuję się zdrowszy.

    I już tak na koniec, nie potrafię sobie wyobrazić człowieka "zalanego" białkiem, wiadomo, węgle "pompują" ciało, tłuszcz "oblewa" i zwisa, a białko? Stefanie może jakieś przykładowe zdjęcie? Strasznie mnie to ciekawi.

    1. stefan

      Zdjęcie kogo czego? 🙂
      Prosta sprawa i częściowo odpowiedziałeś sobie sam na początku. Dla niektórych… Zresztą dla większość zejście poniżej 10% BF wcale nie będzie takie proste nawet na low carb. Wpływ ma na to wiele czynników. Stopniowo będę się to starał wyjaśniać w kolejnych częściach.
      I tłuszcz wcale nie „oblewa”. Zaś duże ilości białka poprzez proces przemiany w glukozę mogą zalewać.

  6. SirValeq

    Tak się zastanawiam: jak to jest, że jedni tyją lub chudną praktycznie z dnia na dzień, a u innych idzie to wolniej w obie strony? Od czego to zależy?

    1. stefan

      Od mnóstwa czynników. Właśnie mam zamiar w kolejnej części trochę więcej o tym napisać, tylko jakoś ciągle nie mogę się wyrobić.

  7. Tomek221

    Bardzo ciekawy wstęp. Czekam na dalsze części i dyskusję, może uda się nieco wyjaśnić jak można zejść albo zbliżyć się do poziomów bf% bliskiego kulturystom na zawodach, i czy jest to wogóle możliwe poświęcając na to tylko kilka/kilkanaście godzin tygodniowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też: