Psychologia sportu w kulturystyce

Skoro jak dotąd od strony naukowej metodologia treningu czy odżywiania, ujmując rzecz kolokwialnie, leży i kwiczy, trudno oczekiwać czegoś więcej od tzw. psychologii sportu. Mimo tego sprawa wydaje się trochę dziwna. Profesjonalne zespoły zatrudniają psychologów, którzy mają pomóc w osiąganiu lepszych wyników sportowcom. Na Zachodzie kilku specjalistów pracuje na ostateczny sukces jednego zawodnika. U nas jest odwrotnie.

Psychologia dopingująca do wyczynu

Jednak trudno znaleźć cokolwiek co mogłoby nam realnie pomóc na siłowni. Być może nikt z psychologów sportu nie pisze żadnych artykułów, a może problemem jest właśnie owo nastawienie na wyczyn. To ono może sprawiać, że skacząca wokół zawodnika grupa specjalistów motywuje go do większego wysiłku, ale i przy okazji do tego, by nie zwracał uwagi na swoje zdrowie. Każdy sport wyczynowy stawia na sukces. Nikogo nie interesuje, że za 5-10 lat dzisiejszy medalista będzie inwalidą sprzedającym odżywki w podrzędnym sklepiku. Motywuje się zawodnika, by szybciej kończył rehabilitacje po kontuzji i wracał do treningów. Wiadomo, krótsza rehabilitacja i mikrourazy się nawarstwiają. To zaś prowadzi do coraz poważniejszych kontuzji. Jeśli taką pomoc mieliby nam oferować psychologowie sportowi, to my kulturyści naturalni grzecznie im podziękujemy.

Cele nadrzędne i podrzędne

Chcę to mocno podkreślić. Kulturystyka naturalna nie jest sportem wyczynowym. Kto tego nie rozumie powinien zmienić dyscyplinę sportu. Niech tylko nie mówi, że jest kulturystą naturalnym. Zycie ukształtowało we mnie inne spojrzenie niż to, jakie widuje się na większości siłowni. Nie ma nic złego w dążeniu do tego, by mieć więcej masy mięśniowej lub aby więcej podnosić. Zło zaczyna się wtedy, gdy robimy to kosztem zdrowia.
Na pierwszym miejscu stoi nasze zdrowie. Taki jest cel nadrzędny. Oznacza to rehabilitację i usuwanie wad postawy. Dopracowanie własnej zdrowej diety, poprawę wydolności, funkcji motorycznych i libido. Tak, tak wyznacznikiem dobrych treningów i dobrej diety jest poprawa potencji. Jeśli dzieje się odwrotnie, czyli potencja spada, coś robisz źle – bardzo źle. To najlepszy wskaźnik!
Dopiero za tym wszystkim idzie masa mięśniowa i siła. To znaczy powinna iść równo z tamtymi, ale nie ich kosztem! Co mi z tego, że będę miał na sterydach wielką klatę i wszystkie kobiety będą się za mną oglądały, gdy za 5 lat będę impotentem? Czy fakt, że dźwignę 10 kg więcej jest warty uszkodzenia sobie kręgosłupa?
Miało być o psychologii. Jednak warto sobie poukładać cele treningowe. Już sam ten fakt będzie warunkował nasze podejście do treningów i do diety. Będziemy też bardziej krytyczni wobec metod oferujących 3 cm w łapie w ciągu miesiąca.

Praca mózgu, koncentracja, muzyka i inne pułapki psychiczne

Zwykle pisze się tylko i wyłącznie o motywacji. Jak poprawić swoją motywację do treningów? To dość błędne podejście. Kolejny dziwaczny mit. Ludzie szukają jakiegoś powera niczym ćpun kolejnej działki. Reakcja psychika-ciało nie jest taka prosta.
Spróbujmy to przeanalizować trochę poważniej niż robią to typowi autorzy i dres-spece. Każde ćwiczenie jest zdaniem złożonym. Podchodząc do serii nie tylko angażujesz mnóstwo mięśni i jednostek motorycznych. Angażujesz też olbrzymią ilość połączeń nerwowych pomiędzy mózgiem, a mięśniami. Nawet, gdy machasz bezmyślnie sztangą Twój umysł musi dokonać wielu podświadomych wyliczeń toru ruchu oraz szacowania własnych sił.
Gdy zaś chcesz wykonać tę samą serię w pełni poprawnie technicznie, praca układu nerwowego wzrasta. Więcej pacy umysłowej musisz wykonać świadomie. Dajmy już spokój stereotypom o bezmyślnych mięśniakach. Zbudowany został przez koksiarzy. Praca na siłowni wymaga zarówno zaangażowania mięśni, jak i intelektu. I przy układaniu planu i przy jego realizacji. Zwiększasz ciężar co serię, w Twoim mózgu dokonuje się szybkie przeliczanie, gdy tylko zaczniesz serię i okaże się, że ciężar jest większy. Wylicza się wtedy bardziej optymalny tor ruchu i rozłożenie sił. Kolejno odpalane są poszczególne jednostki motoryczne. Rusza wielka magistrala sygnałowa.
Na razie poprzestańmy na tym. Co nam to konkretnie daje? Jeśli sięgniemy do badań psychologów nad wydajnością pracy, dowiemy się, że lekkie pobudzenie emocjonalne sprzyja wydajności, duże pobudzenie zaburza koncentracje i zmniejsza wydajność. Jeśli więc przychodzisz na siłownię nabuzowany psychicznie nie zrobisz dobrego treningu.
Tymczasem wszyscy sugerują, że tak właśnie najlepiej ćwiczyć. Głośna muzyka. Gironda twierdził już dawno, że przeszkadza. Ja dziś po wielu eksperymentach mogę stwierdzić to samo. Muzyka na siłowni to pomyłka. To wyraz niedojrzałości i snobizmu. Jasne, rozbudza. Tyle, że rozbudza za bardzo. Powoduje dekoncentrację. Bez koncentracji nie ma dobrego treningu. Machać sztangą każdy potrafi, ćwiczyć niewielu.
Wiele razy przekonałem się, jak mylące mogą być takie odczucia. Nieraz wchodziłem na siłownię z poczuciem, że dziś wszystko pójdzie bardzo dobrze. Pełnia sił, pobudzenie psychiczne i… Ledwo robiłem to co zrobić miałem. Innym razem przychodzę przytłoczony i zastanawiam się, czy gryf ruszę z miejsca. Dziwna sprawa. Po pierwszych lekkich seriach niesamowicie wzrastała aktywacja nerwów i mięśni, a potem już szło bardzo dobrze. To trening poprawiał odczucia psychiczne, a nie odwrotnie. Nie dajcie się zwieść. Nie tylko kolorowym gazetkom, ale i własnej psychice.

Czym jest, a czym nie jest prawdziwa motywacja

Nim pójdziemy dalej zastanówmy się chwilę na sprawą motywacji. Motywacja nie ma nic wspólnego z emocjonalnymi uniesieniami. Jest jasno sprecyzowanym stanem woli. Pisałem już, że sztuczne wywoływanie u siebie takich uniesień jest wyrazem niedojrzałości. Teraz jeszcze raz to podkreślam. Huśtawki emocjonalne są właściwe dla dzieci lub osób niezrównoważonych psychicznie. Człowiek w miarę dojrzały im nie podlega. Nie znaczy to, że nie przeżywa różnych stanów emocjonalnych. Każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze dni. Czasem wystarczy zła pogoda, by nie miało się ochoty ruszać z łóżka.
Osoba dojrzała wie jednak, że świat nie kręci się wokół jej subiektywnych odczuć. Do pracy trzeba iść dziennie. To nie podlega chceniu albo niechceniu. Podobnie jak wszystkie inne obowiązki. Bywa, że trudno je wykonywać, ale zrobić swoje trzeba.
Nie inaczej jest z treningiem. Tu nie ma sensu tworzenie jakichś wydumanych teorii, czy odurzenie się muzyką. Jeśli chcesz mieć lepszą sylwetkę, więcej masy mięśniowej, to nawet, gdy cały świat wydaje Ci się paskudny, życie okropne, a Ty sam nic nie wart, będziesz potrafił się pozbierać i poczłapać na trening. Daję słowo, że po treningu poczujesz się znacznie lepiej.
Motywacja wynika z dalekosiężnego wykalkulowanego celu, a nie z chwilowych uniesień emocjonalnych. Prawdziwego faceta cechują nie tyle wielkie bicepsy, co zdolność do systematycznego i wytrwałego dążenia do celu. By było jasne – prawdziwą kobietę też!

O koncentracji

Teraz możemy zająć się problemem koncentracji. Niby rzecz prosta, a dla wielu niemal nieosiągalna. Gironda twierdził, że właśnie to odróżnia mistrzów od całej reszty. Im lepiej opanujesz tę zdolność, tym możesz liczyć na większe postępy.
Dobra koncentracja oznacza całkowite zgranie intelektu, psychiki i ciała. Specyficzny stan, którego w zasadzie nie da się opisać. Kto go doświadczył będzie wiedział o co chodzi. Kto nie miał tyle szczęścia i tak z opisu żadnych korzyści nie wyniesie. W tym stanie przestaje się liczyć ciężar i niejako staje się on częścią nas lub my jego częścią. Idealnie skoordynowana maszyna i bardzo płynne ruchy. Tylko nieliczni od razu łapią o co chodzi większość musi się tego długo uczyć, choć po prawdzie większość nigdy się nie uczy.
Byłbym hipokrytą, gdybym zapewniał Was, że każda moja seria jest wykonywana z maksymalną koncentracją. Tak nie jest. Chciałbym, by tak było, ale nie zawsze się to udaje. Natomiast stan najwyższego skupienia to już niemal rzadkość. Jednak to co zauważyłem to fakt, że w takim stanie można podnieść znacznie więcej niż normalnie.

Koncentracja nie zawsze wygląda tak samo. Wizualizacja

Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że koncentracja nie zawsze znaczy dokładnie to samo. Jej rodzaj zależy od ćwiczenia i od naszej konstrukcji psychicznej. Bardzo często znajdziecie u Girondy polecenia związane z wizualizacją w czasie robienia serii. To on rozpropagował tę technikę, choć dziś większość kojarzy ją z Arnoldem.
Jeśli źle to zalecenie zrozumiemy może zrobić sobie poważną krzywdę. Wizualizacją zawsze dotyczy konkretnego mięśnia, który docelowo atakujemy w danym ćwiczeniu. To zaś oznacza, że można ją stosować tylko w ćwiczeniach izolowanych. Nie w dużych złożonych ruchach. Tam, gdzie angażujemy większość mięśni szkieletowych, a więc w przysiadach, ciągach, dipsach podciąganiach i innych, nie wolno skupiać się na jednym mięśniu. Faworyzowanie jakiegokolwiek pojedynczego mięśnia grozi kontuzją. Koncentrujemy się więc na ogólnej pracy całego ciała, a nie na poszczególnych partiach.
Wiemy już kiedy można robić wizualizację. Angażuje się w nią wyobraźnie i stara maksymalnie obrazować sobie w głowie, jak pracuje dany mięsień i jak rośnie. Jednak nie uważam, by każdemu służyła wizualizacja. Niektórym może wręcz przeszkadzać. Jeśli takie wyobrażenia nie przychodzą nam łatwo, lepiej po prostu wczuć się w pracę atakowanego mięśnia bez dodatkowego obrazowania.
Niektórzy trenerzy zalecają naklejanie tasiemek przed ćwiczeniem na wybrane miejsca, by lepiej wczuwać się w ich pracę i poprawić tzw. mind-muscle, czyli połączenie mózg-mięsień. Z doświadczenia wiem, że większość osób ma z tym poważne problemy, więc warto skorzystać z tej metody. Oczywiście też tylko w ćwiczeniach izolowanych.

Stres a przyrosty masy mięśniowej

Co jeszcze wiemy o psychologii sportu? Wiemy, że stan naszej psychiki bardzo rzutuje na aktywność hormonalną, a także na pracę poszczególnych narządów wewnętrznych. Ujmując rzecz bardzo dosadnie, gdy jesteś z siebie zadowolony będziesz trawił ostatni posiłek lepiej niż wtedy, gdy jesteś w depresji. Lepsze trawienie – więcej masy mięśniowej.
Mimo licznych badań na ten temat i nawet wzmianek w często tu krytykowanych gazetach dla kulturystów, nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo stres ogranicza nam przyrosty masy mięśniowej. Trudno o rozwój, gdy chodzisz cały czas przygnębiony, albo gdy prowadzisz tak modne dziś „zabiegane życie”. Nie chodzi tylko o znalezienie czasu na treningi. Trzeba jeszcze znaleźć czas dla siebie. Możesz w przerwie między zajęciami wyskoczyć na siłownię i nawet obserwować jakieś tam przyrosty. Jednak nie oszukujmy się. Jeśli jesteś na okrągło zaganiany, to w końcu zbuntuje się albo Twoja psychika albo ciało. Najczęściej oba. Dla ogólnego stanu zdrowia konieczny jest wypoczynek i oderwanie się od obowiązków. Stan nieustannego pobudzenia zawsze się mści.
Są też bardziej doraźne formy stresu. Jednorazowe wypadki mogą wydawać się nam pomocne. Pokłóciłeś się z szefem i idziesz na siłownie podminowany. Tam wyładowujesz się na ciężarach. Poniekąd lepsze to niż pobicie kogoś na ulicy, ale na dłuższą metę Twoim treningom się nie przysłuży.
Zwiększasz poziom adrenaliny, ale zmniejszasz wydzielanie testosteronu. Tym samym chwilowy przypływ większych sił przypłacisz ostatecznie nadwyżką kortyzolu i silnym katabolizmem. Nie najlepszy interes. Nie mówiąc już o tym, że sporo ludzi w stresie traci apetyt. Do adrenaliny jeszcze powrócę.
Kłopoty sercowe to kolejny ogranicznik. W sytuacji, gdy coś się sypie w związku lub ukochana osoba jest poza zasięgiem, dla niejednego kończy się przygoda z siłownią lub następuje w niej długa przerwa. To nie miejsce na porady sercowe, trudno jednak zaprzeczać występowaniu tego istotnego czynnika ograniczającego przyrosty masy mięśniowej.
Niełatwo radzić sobie ze stresem. Jedno jest pewne. Brak czasu na wypoczynek, na normalne życie towarzyskie, też odbija się na naszych postępach. Rzecz jasna, życie towarzyskie nie oznacza w żadnym wypadku wypijania morza piwa i innych napojów wyskokowych.

Skoki testosteronu o podłożu psychicznym

Wróćmy do naszego zadowolenia z siebie. Udowodniono, że u przeciętnego mężczyzny stan radości może podwyższyć poziom testosteronu nawet o 20%. Rozumiecie implikacje? Bez strzykawki, bez specjalnych suplementów czy ziółek! Wystarczy się porządnie z czegoś ucieszyć i testosteron skacze w górę. 20% to niemało.
Niestety działa to także w drugą stronę. Negatywne emocje mogą spowodować spadek testosteronu o jakieś 20%. Odnieśmy to od razu do treningów. Sam fakt, że podniosłeś więcej niż ostatnio – co powinno Cię ucieszyć – podbija Twój testosteron. Jeśli siła spadła – testosteron też idzie w dół. To samo dotyczy obserwacji postępów w przyrostach masy mięśniowej. Widzisz, że urosłeś, odczuwasz satysfakcję i testosteron idzie w górę – masa rośnie jeszcze bardziej. Ha! „Tym, którzy mają zostanie dodane…”
Gdy stajesz przed lustrem i widzisz spadki, albo informuje Cię o nich metr krawiecki, Twój nastrój zapewne się pogarsza. No i jednocześnie testosteron idzie w dół. Wiem! Życie nie jest sprawiedliwe.
Tak czy inaczej musimy dbać o swoje samopoczucie. Ktoś kto cały czas przyjmuje postawę ofiary, człowieka przegranego – nigdy nic nie osiągnie w kulturystyce ani żadnym innym sporcie.

Wypadkowa naszych lęków

Mało kto zajmuje się interpretacją swoich stanów wewnętrznych. Przesada w tej dziedzinie nie jest wskazana, ale całkowite zaniedbanie też nie jest dobre. Pisałem jakiś czas temu o lękach przed ciężarem. Nie będę chyba daleki od prawy, jeśli stwierdzę, że wszelkie nasze poczynania na siłowni dość często są wypadkową różnych leków. Najczęściej boimy się, że nie urośniemy a jednocześnie lękamy się być wielcy i silni. Paradoksalne połączenie. Na tyle dziwne, że większość od razu mu zaprzeczy.
Układamy nasze plany treningowe pod wpływem tych znoszących się wzajemnie lęków. Właściwie to nie układamy. Boimy się układać i dlatego wybieramy gotowe plany tzw. mistrzów. Gdy na takim planie nie ma przyrostów nikt z nas nie pomyśli, że plan jest zły lub po prostu nie dla nas. O nie! To ze mną jest coś nie tak. Brak wiary we własne możliwości i własne siły. Także we własny zdrowy rozsądek. To występuje najczęściej. Robimy sporo rzeczy wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo przecież wielki X tak powiedział. Nie zwracamy uwagi na to, że wielkiemu X sporo zapłacono za taką a nie inną wypowiedź. Czas to stwierdzić otwarcie. Niejeden skoksowany zawodowiec wie mniej o treningu kulturystycznym niż krytycznie myślący amator w pocie czoła podnoszący swoją sztangę i konsumujący następną porcję mięska z warzywami.
Tak bardzo się boimy, że nie stać nas na porzucenie planów treningowych, które nic nie dają. Choć wiemy, że większość rad z prasy kulturystycznej nie jest nic warta, lękamy się odstąpić od nich na krok. Boimy się zmieniać zakresy powtórzeń, wprowadzać nowe ćwiczenia, bo czekamy na cud. Nic się nie dzieje tygodniami, miesiącami, ale my nadal liczymy, że nagle coś się zmieni i zaczną się wielkie przyrosty masy mięśniowej. Wiem, bo sam tak długo postępowałem. O wiele za długo.
Czas zrozumieć, że albo masa i siła zaczną rosnąć od dziś albo wcale. Każdy plan musi dawać stały progres. Jeśli nie daje, to go zmień. Od razu!
No tak, ale rosnąć też się boimy. Ten lęk jest bardziej ukryty i dlatego bardziej podstępny. Pozornie każdy kto wyrusza na siłownię jest nastawiony na uzyskanie przyrostów. Pomijam tu dziwaczne krzyki nastolatek spacyfikowanych przez telewizję: „Ja nie chcę mieć mięśni”. To już nie psychologia, tu potrzebny jest psychiatra.
Jednak w każdym z nas tkwi zalążek strachu przed byciem dużym i silnym. Wiemy, że wielu ryzykuje zdrowie, by mimo wszystko takimi się stać. Sterydy. Czy na pewno chodzi tylko o czas? O drogę na skróty? Może chodzi też o lęk przed ciężką pracą, przed mozolnym zdobywaniem wiedzy. Jasne, że na koksie też trzeba ciężko harować. Temu nie zaprzeczam. Jednak w łatwy sposób oddala się od siebie wszystkie lęki. Przeskakuje nie tylko całe etapy nabywania wiedzy i doświadczenia, ale też psychicznego zmagania z sobą. Tu znowu napotykamy na staromodne stwierdzenie, że treningi kształtują charakter. Tak! Bo musisz zmierzyć się nie tylko z ciężarem, ale i z samym sobą. Z tym, że się nie chce. Z tym, że inni będą uważali Cię za dziwaka.
Wszystko to może wydać się zagmatwane. Możecie uznać, że za bardzo teoretyzuję i gmatwam sprawy. Może i tak. Rzecz w tym, że z czasem musimy nauczyć się wymagać na treningach od samych siebie coraz więcej. Tego nikt za nas nie zrobi i jeśli nawet my sami – nasza psyche – będzie występowała przeciw nam, to nic z tego nie wyjdzie.
Dam Wam prosty przykład. Partner treningowy. Fajna sprawa. Czasem wręcz zaleca się asystę. Po wielu doświadczeniach pożegnałem się ostatecznie z ideą partnera treningowego. Dlaczego? Bo jestem wredny i nietowarzyski? Możliwe. Jednak z mojego punktu widzenia chodzi o coś innego. Muszę mieć absolutną pewność, że mój trening odbędzie się dokładnie według planu. Większość ludzi nie jest na tyle słowna i zdyscyplinowana, by było to możliwe. Mam się denerwować, bo parter się spóźnia lub wcale nie przychodzi? Dziś mu się nie chce, a jutro ma imprezę…
W przeciągu długich lat nie znalazłem nikogo, kto potrafiłby dłużej ze mną regularnie trenować. Świat jest pełen sezonowców. Wystarczy mi, że muszę się zmagać ze sobą. Więcej mi niepotrzebne. Skoro ktoś nie potrafi dotrzymać słowa, że przyjdzie na trening to jak mam mu zaufać, że nie puści mi sztangi na głowę? Wiecie co? Dobry rack jest o wiele pewniejszy i bardziej „słowny”!

Wpływ celu na psychikę

Wyznaczanie sobie jasnych celów ma nie tylko znaczenie w układaniu planów treningowych. Jest bardzo istotne od strony psychologii. Jak masz cokolwiek osiągnąć, gdy nie wiesz jasno czego chcesz?
Być może ciągle nie wierzycie w to co napisałem w poprzedniej części o tym lęku przed byciem wielkim. W takim razie, czemu tak wielu tłumaczy braki postępów genetyką? Powiem szczerze. Nie wierzę w taką genetykę, nie wierzę w limity genetyczne. Póki co nikt nie jest w stanie ich określić.
Mnie samego ogranicza wiele problemów zdrowotnych. Na tyle poważnych, że wszyscy „eksperci” nie daliby za moje postępy 5 groszy. Wbrew ich mądrości, wbrew prognozom lekarzy, rosnę i dalej zamierzam rosnąć. Mam pod tym względem dalekosiężne plany. To nie ważne, że nikt w to nie wierzy. Ja wierzę. Długo myślałem, że już nic nie można zrobić. Zmiana spojrzenia, nowe źródła wiedzy, eksperymenty i niemożliwe stało się możliwe. Tak na marginesie. taki jest cel tego bloga. Pokazać, że każdy może zrobić postępy w rozwoju masy mięśniowej i siły. Nie sztuka się napakować, gdy zdrowie mamy na 100%. To dziecinnie proste. Sztuką jest to zrobić, gdy inni twierdzą, że się nie da.
Kluczowe pytanie o cel brzmi tak: Czy chcesz mieć 50 cm w łapie, czy raczej trochę poprawić sylwetkę? Dostaniesz dokładnie tyle ile chcesz. Nie wiem, czy te 50 cm, ale wiem na pewno, że kto chce dużo dostanie dużo. Kto chce trochę, będzie miał trochę czyli prawie nic!

Zabawy z adrenaliną

Kolejną ciekawą sprawą związaną z tematem jest adrenalina. Znany jest sztandarowy przykład kobiety ważącej 50kg, która w celu ratowania dziecka dźwiga samochód. W sytuacjach zagrożenia życia – naszego lub bliskich osób – wydziela się adrenalina. Skok siły i szybkości jest wtedy ogromny. To rzecz jasna musiało zaostrzyć apetyty wielu sportowców. O zastrzykach adrenaliny nie będę tu pisał.
Istotne jest coś innego. Czy da się taki stan uzyskać na treningu i co ważniejsze, czy byłoby to pożądane? Musimy tu rozróżnić dwie rzeczy. Gdy chodzi o pobicie jakiegoś rekordu, faktycznie adrenalina mogłaby pomóc. Na pewno na zawodach sportowych organizm wydziela jej więcej niż normalnie. Jednak nie tyle ile we wspomnianych sytuacjach zagrożenia życia.
Załóżmy teoretycznie, że jednak stan taki dało się uzyskać. Padają wszelkie rekordy. Ludzie dźwigają niesamowite ciężary. Ok, ale taki jednorazowy wysiłek pochłania wszelkie rezerwy energii. Wypalają się do dna. To prawda, że wytrenowany zawodnik potrafi zmusić swoje ciało do korzystania z tych rezerw, ale nigdy nie w takim stopniu. Tu znowu marginalne dopowiedzenie. Im bardziej zaawansowany zawodnik, tym większe straty energii, uszkodzenia mięśni, a więc potrzeba większych ilości składników pokarmowych.
Jednak katabolizm wywołany nagłym silnym wyrzutem adrenaliny jest całkowicie innym zjawiskiem. Po nim następuje bardzo silny stan kataboliczny, a odbudowa organizmu trwa bardzo długo. Wyobraźcie sobie upadek mięśniowy razy 1000! Z tego przyrostów masy nie będzie. Skoro tak, to próby zwiększenia poziomu adrenaliny na treningach kulturystycznych są całkowitą pomyłką. Można wprawdzie dywagować jak należałoby to zrobić – może przez sztuczne wywołanie stanu zagrożenia – ale nie ma to najmniejszego sensu. Będzie tylko bezproduktywnym igraniem z losem i własnym bezpieczeństwem.

Nie tylko mięśnie

Chodziło mi w tym cyklu o to, byśmy nie skupiali się tylko na mięśniach czy hormonach, ale zauważyli też inne aspekty treningu. Wiadomo, że siłę generuje układ nerwowy. Jego dyspozycyjność i gotowość do podjęcia pracy jest mocno związana ze stanem naszej psychiki. Skoro tak, to temat wcale nie jest aż tak błahy i niepotrzebny.
Kształt i wielkość mięśni decyduje o tym jak wyglądamy. Ukształtowanie i siła naszej psychiki denudują o tym, czy uda nam się uzyskać duże i dobrze ukształtowane mięśnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz też: