Kulturysta na spacerze

Od czasu do czasu, albo niemal zawsze, podejmuję się pisać tutaj o rzeczach mało popularnych w kręgach kulturystycznych, choć z kulturystyką szeroko rozumianą mających wiele wspólnego. Tak jest i teraz. Zatrzymajmy się chwilę na czymś tak pozornie banalnym jak spacery.

Kolejny nudny temat!

Wiadomo, większość szuka planów na poprawę siły i zwiększenie masy mięśniowej. Ktoś tam chce mieć większą klatę, a inny masywne bicepsy. Czy spacery mogą nam dać więcej siły? Może sprawią, że nasze ramiona się rozrosną? Niestety nie! Czy więc warto zawracać sobie nimi głowę? No właśnie, spróbujmy przyjrzeć się sprawie nieco bliżej.

Historia kulturystyki i spacerów podana na jednym talerzu

W czasach, gdy nie było jeszcze sterydów syntetycznych ani nikt nie uważał, że w celu budowania mięśni trzeba jeść tony ryżu, trenujący kulturystykę skupiali się po prostu na planach siłowych. Niemniej zalecało się już wtedy jakiś dodatkowy lekki ruch na łonie natury. Mimo wszystko nie trzeba było przywiązywać do tego takiej wielkie wagi. Nasi dziadkowie i tak chodzili sporo. Mniej było samochodów i przejście dziennie przynajmniej kilkunastu kilometrów było pewnym minimum. Nic dziwnego, że większość z nich żyła stosunkowo długo i cieszyła się dobrą kondycją do późnych lat. Zupełnie inaczej rzecz wygląda ze zdrowiem większości współczesnych emerytów. Już na ich przykładzie widać, jak zmiany w żywieniu i stylu życia odbijają się na zdrowiu. Im młodsze pokolenia, tym będzie gorzej.
Potem nadszedł przełom związany w dużej mierze ze zmianą opcji żywieniowych w społeczeństwie. Nagle zaczęto piętnować tłuszcze jako zagrożenie dla zdrowia. Na skutek tej zmiany kulturyści ograniczyli tłuszcz do minimum, a zamiast niego zjadali coraz więcej węglowodanów. W zapomnienie poszły też stare zasady przyjmowania białka. Nagle jego ilość gwałtownie zmalała tak w żywieniu ogółu, jak i sportowców.
Wtedy też pojawiły się tzw. diety masowe, problemy hardgainera i inne bzdety. Zaczęto budować masę mięśniową równolegle z tłuszczową. Później trzeba było jakoś ten tłuszcz spalić. Rozwiązaniem miały być aeroby. Coraz dłuższe sesje na rowerku treningowym stały się kolejnym „lekarstwem na całe zło”. Taki Lou Ferigno zasuwał na rowerku po 2 godziny dziennie!
Tak powstał podział na budowanie masy, gdy należało całkowicie wyeliminować aktywność poza siłownią oraz tzw. robienie rzeźby, gdy katowano się niemiłosiernie długimi aerobami w nadziei, że tkanka tłuszczowa jakoś zniknie. Zwykle znikła, a przy okazji znikało też sporo wypracowanych wcześniej mięśni.
Wreszcie uznano, że nie tędy droga i zamiast długich sesji aerobowych pojawiły się treningi interwałowe. Obecnie są one najczęściej polecane, jako sposób na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Są też modne z powodu ciągłego poszukiwania coraz bardziej intensywnych metod treningowych.

HIIT w kulturystyce

Sprawy diety było ostatnio dość obszernie omawiane, więc możemy je pozostawić teraz na boku. Wystarczy wspomnieć, że każdy kto ograniczył podaż węglowodanów sam się przekonywał, że nie trzeba nic więcej, by tkanka tłuszczowa zaczęła stopniowo znikać.
Nie mam też zamiaru podważać zasadności HIITu, jako sposobu na utratę zbędnych kilogramów. Jednak polecałbym taki trening raczej osobom, które nie trenują na siłowni. Myślę, że w większości wypadków dla ćwiczących kulturystykę HIIT będzie niepotrzebny. Tylko utrudni regenerację.
Wiadomo, że po ciężkiej sesji treningowej człowiek nie ma ochoty zbytnio się angażować fizycznie poza siłownią. Poza pewnymi wyjątkami obdarzonymi z natury nadmiarem energii. Dodawanie sobie interwałów jest w tym wypadku niepotrzebnym przemęczaniem organizmu. Powstaje jednak pytanie, czy mamy się kierować starą maksymą związaną z budowanie masy mięśniowej – „Jeśli nie musisz biec, to idź. Jeśli nie musisz iść to stój. Jeśli nie musisz stać to siedź. Jeśli nie musisz siedzieć, to leż, a najlepiej jest spać!”
Bynajmniej nie uważam, by maksyma ta była słuszna. Odpowiednia dawka lekkiego wysiłku fizycznego może nam pomóc w regeneracji, a przy okazji poprawi krążenie i zapewni zdrowie na długie lata. Pamiętajmy, że z punktu widzenia ewolucyjnego jesteśmy bardziej przystosowani do przemieszczania się na duże odległości (na nogach, a nie w samochodzie!) niż do ciągłego podnoszenia maksymalnych ciężarów.
Tak oto dochodzimy do sedna sprawy. Do spacerów, które wydają się tematem bardziej właściwym na blog o romantycznej miłości niż o podnoszeniu żelaza. Jednak postaram się pokazać Wam, że warto w nie zainwestować trochę wolnego czasu.

Spacer wpisany w fizjoterapię

Problematykę HITu i jego łączenia tudzież nie łączenia z treningiem siłowym proponuję zostawić na inną okazję. To odrębny temat. Jak widać może nawet wzbudzać pewne kontrowersje. Rzecz najważniejsza to pamiętać, że intensywność treningów musi być dopasowana do aktualnych możliwości organizmu. Nie można nieustannie eksplorować go ponad miarę.
Spacer, jako zabieg czy jako dopełnienie treningu kulturystycznego, sytuuje się gdzie indziej. Tutaj nie chodzi o to, by dociążyć organizm dodatkową aktywnością, lecz raczej go odciążyć. Pozornie wydaje się to paradoksalne. Po solidnym treningu nóg nawet spacerek może wydać się niemałym wyczynem. I właśnie dlatego nie powinniśmy zaniedbywać takiej bardzo lekkiej aktywności.
Ma ona walory regeneracyjne i należy ją zaliczyć właśnie do metod regeneracji – najtańszej formy fizjoterapii powysiłkowej – niż do metod treningowych. Gdy przegląda się różne artykuły na temat zabiegów wspomagających regenerację, można tam znaleźć sporo wszelkich porad związanych z masażem, prysznicami itd. Są też bardziej zaawansowane metody, związane z pewnymi kosztami. Spacer nic nie kosztuje. Nawet nie wymaga zaangażowania drugiej osoby, jak to ma miejsce przy masażu, choć zaangażować można. Do tego jeszcze za chwilę powrócę.

Spacer jako zabieg regeneracyjny

W czasie spaceru mięśnie pracują, choć daleko im do takiej pracy, do jakiej zmuszamy je na siłowni. Łatwo się przekonać, że lekki ruch powoduje, iż regeneracja przebiega znacznie szybciej niż, gdy po treningu cały dzień przesiedzimy w fotelu stosując się do wspomnianej w poprzednim cyklu maksymy kulturystycznej. Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź jest prosta. Wymuszamy lepszą cyrkulację krwi. To powoduje, że substancje odżywcze szybciej i w większych ilościach dostają się uszkodzonych komórek mięśniowych. Szybciej też odprowadzane są metaboliczne odpady. Tak więc proces regeneracji postępuje dużo sprawniej. Nie bez znaczenia będzie dodatkowa porcja tlenu, choć to już jest zależne od tego gdzie mieszkamy i gdzie mamy możliwość spacerowania.
Kluczem do sukcesu jest dobranie właściwego czasu i tempa takiego spaceru. To nie ma być wyczyn. Ma to być wysiłek dużo poniżej poziomu naszych możliwości kondycyjnych. W żadnym wypadku nie chodzi o dodatkowe zmęczenie się. Rozsądne minimum oznacza 20-30 minut przynajmniej ze 3 razy w tygodniu. Co nie znaczy, że nie może być więcej. Najlepiej dawkowanie zwiększać stopniowo.

Wpleść w swoje życie

Ideę spaceru musimy realistycznie wpleść w nasze życie. Powiedzmy sobie, że ktoś kto i tak dużo chodzi np. do pracy, czy w jakimś innym celu, nie musi specjalnie wytyczać sobie czasu na dodatkowe spacery. Natomiast osoba prowadząca siedzący tryb życia i dojeżdżająca niemal wszędzie samochodem jest bezwzględnie do tego zobowiązana. Nawet jeśli nie trenuje kulturystyki, albo wręcz tym bardziej jeśli nie trenuje i nie uprawa żadnego sportu. Problemy zdrowotne szybko się pojawią.
Kiedyś w jakimś wywiadzie prof. Lew Starowicz powiedział, że 20 minut spaceru dziennie jest absolutnym wymogiem dla każdego, komu zależy na dobrej potencji. Oczywiście mowa była o ludziach nieaktywnych.
Dodatkową korzyść możemy odnieść, gdy na spacery będziemy zabierać swoją partnerkę. Panie zwykle bardziej od nas lubią romantyczne przechadzki, czego nie potrafię do końca wyjaśnić, ale jest to fakt potwierdzony. Więc pewnie partnerka ucieszy się z regularnych spacerów we dwoje.
Nie możemy jednak zapominać o pogodzie. Spacer przy temperaturze minus 30 stopni niekoniecznie będzie należał do przyjemności. Dlatego też można zamienić go w czasie złej pogody np. na jazdę na rowerku treningowym. Z tym zastrzeżeniem, że tak samo jak w przypadku spaceru ma to być bardzo lekki wysiłek. Do rowerka można się uciec także wtedy, gdy okolica, w której mieszkamy odstrasza od spacerów.

By nie popadać w skrajności

Przesłanie tego artykułu jest proste. Nie ograniczajmy naszej aktywności tylko do siłowni, a z drugiej strony nie posuwajmy intensywności treningów do takiej skrajności, by później nie być już w stanie wyjść z domu na pół godziny. Skrajności zawsze są niebezpiecznie i zazwyczaj niezdrowe.

18 odpowiedzi do artykułu “Kulturysta na spacerze

  1. Marek

    Ja odpowiem podobnym absurdem, który kiedyś próbował mi wmówić pewien amator krav magi, który jakiś czas ćwiczył w moim klubie. Twierdził mianowicie, że nie należy ćwiczyć technicznych lowkicków, ponieważ w walce bardziej liczy się szybkość, a na technikę nie ma czasu. Tydzień później po sparingu z moim kolegą, który technikę ćwiczył, ów pan bardzo kulał na lewą nogę. Krótko mówiąc słabo się robi, słuchając podobnych bzdur. Nawet zanim zacząłem się na poważnie edukować popukałbym się po takim stwierdzeniu po głowie.

    1. stefan

      Niczego innego nie można się było spodziewać 🙂 Pomijam już wpadki w stylu „białko ryb zawiera kwasy omega 3”, bo ja głupi zawsze myślałem, że to tłuszcz z ryb. Ok, ryby byłyby zdrowe, ale mięso normalnie hodowanych zwierząt tez mogłoby mieć sporo omega 3. Natomiast dostępne u nas ryby to najgorszy syf z farm hodowlanych – skutek jest taki, że ich skład jest groszy niż zwykłej wieprzowiny ze sklepu. Dodatkowo są nasycone – metalami ciężkimi.
      Przykład Japończyków też jest nieadekwatny. Oni jedzą dużo ryb rzecznych a nie morskich. Rzeki w Japonii są krótkie i nie tak zanieczyszczony. Bajek o cholesterolu i pozostałych nawet nie będę komentował. Mimo to wypowiedź nie dziwi. Tak myśli dziś większość. Pozdrawiam.

      1. stefan

        To tak jeszcze w ramach małej prowokacji z mojej strony. Co powiecie na stwierdzenie:
        „…przysiadów nie robi do pełnego przysiadu. “Po co schodzić niżej, skoro podczas meczu wyskakuje się z lekko tylko ugiętych kolan?” – pyta retorycznie….” Cytat pochodzi z TEJ strony.

  2. hwd

    “Natomiast post hwd odczułem jako stwierdzenie typu “siłownia to nie miejsce gdzie przychodzimy się zmęczyć i spocić”, i z takimi pogladami nigdy się nie zgodzę.”

    To zle odczułes 🙂 Spocic sie mozna. Natomiast przy typowym treningu kulturystycznym gdzie organizm nie jest w zaden sposob przyzwyczajony do takiego wysiłku jak przy interwałach – robienie ich ze zrywu, nagle jest moim zdaniem bezsensowne.
    Jezeli ktos chce byc wydolny i nie interesuja go az tak bardzo mięsnie to prosze. Ale to trzeba stopniowo wdrażac w zycie. Wiele osob przeczyta o jakims hitcie w necie i nagle zaczyna go stosowac. To jest głupota moim zdaniem. Zresztą zwykle osoby robiące ten hit chcą schudnąc a nie byc wydolne. Więc tym bardziej proponuje sie skupic na zmniejszeniu węglowodanow niz mordowaniu serca.

    Wlasciwie powtorzylem to co juz pisałem wczesniej. Takze prosze nie dorabiac nowych teorii do moich postów.

  3. Marek

    Muay thai od paru lat już nie trenuję ze względu na kontuzję kolana. Miałem naderwane więzadło krzyżowe i po artroskopii lekarz zakazał mi robić wszelkich gwałtownych ruchów skrętnych tą nogą. W praktyce oznacza to, że nie mogę grać w piłkę ani kopać w muay thai. Mogę za to biegać, skakać, przysiadać i praktycznie wszystko byleby regularnie nie kręcić tym kolanem. 🙂 Mógłbym się niby pokusić o rekonstrukcję, ale kosztuje to kupę kasy, a po drugie oznaczałoby półroczną rehabilitację.
    Jeśli chodzi o mój organizm to czuję się tak jakby “na granicy”. To jest chyba ten moment, że ćwiczę jeszcze trochę za mało. Mógłbym coś niby jeszcze dodać, ale gdybym przesadził skończyłoby się to pewnie przetrenowaniem.
    A co do Słowińskiego, to jeśli ktoś się interesuje sportami walki, to prawie nie da się o nim nie usłyszeć. To polak, który mieszka w Australii i jest bodajże siedmiokrotnym mistrzem świata w wadze ciężkiej boksu tajskiego. Odnosił też spore sukcesy w K1. Pamiętam, że jak nam raz zaserwował swój trening na nogi, to przez trzy dni miałem problemy z wstawaniem z łóżka. 🙂

    1. stefan

      To dość częsta przyczyna urazów. Pełne przysiady ATG powinny trochę pomóc. Wzmocnić wiązadła itd. Co do samych ćwiczeń, to proponuję jeszcze trochę poczekać, a za jakiś czas nieco podniesiemy intensywność treningów i będzie akurat. Pozdrawiam.

  4. Marek

    Aha, małe sprostowani do Słowińskiego. Napisałem, że coś pewnie brał, ale to czyste spekulacje i raczej chciałem to odnieść do ogółu zawodowców, a nie konkretnie do niego. Zwłaszcza, że bardzo go cenię jako sportowca. Facet najzwyczajniej się urodził po to, żeby kopać ludziom tyłki na ringu. 🙂

    1. stefan

      Witam, panowie. Odpowiem trochę hurtowo na te sprawy związane z HIITem, bo wiele rzeczy na siebie nachodzi. Metody Girondy to jednak nie interwały. W interwałach przeplata się wysiłek lekki z ciężkim, natomiast przy 8×8 pomiędzy seriami są przerwy nawet jeśli tylko 10 sekundowe. Oczywiście Gironda miał też inne narzędzia w zanadrzu. Idea interwału opiera się na przeciwstawnemu zastosowaniu metabolizmu tlenowego i beztlenowego. Natomiast w 8×8 czy innych treningach kondycyjno-sitowych mimo wszystko mamy do czynienia tylko z wysiłkiem beztlenowym.
      Nie chodzi też o to, by na siłę przeciwstawiać sobie pewne metody treningu. Ogólnie twierdzenie, że jak ćwiczysz siłowo to HIITu nie powinieneś robić nie będzie do końca prawdziwe, ale mimo wszystko w większości wypadków tak. Tzn. sporo ludzi ćwiczy na raz za dużo i zbyt intensywnie. Czytając różne artykuły można dojść do wniosku, że wszyscy prześcigają się w tym, by trening był coraz bardziej intensywny. Tymczasem natura ma swoje prawa. Jeśli się przesadzi to w najlepszym wypadku zahamuje się postępy, a w najgorszym można skończyć w szpitalu.
      Po co trenować bardziej intensywnie, jeśli wszystko dobrze idzie przy mniejszej intensywności? Kiedyś gdzieś Wodyn napisał, że wiele osób zamiast ćwiczyć gwałci swój układ nerwowy. Ja się pod tym stwierdzeniem podpisuję oboma łapami :). Co więcej, jeśli zacznie się zbyt ostro, to i szybko się człowiekowi wyczerpie motywacja. Co jest lepsze – ćwiczyć całe życie i odnotowywać postępy, czy mieć nieco lepsze efekty, ale po kilu miesiącach czy latach się zniechęcić? Czemu ciągle tyle jest kontuzji? Czemu dla wielu lekarzy kulturystyka to coś złego? Bo ludzie wykańczają się na własne życzenie.
      Trzeba naprawdę realnie oceniać swoje możliwości i przyznam się, że to nie jest łatwe. Po wielu wielu latach sam ciągle mam z tym problemy. Wydaje mi się, że mogę jeszcze więcej i jeszcze więcej i w końcu wpadam w ślepą uliczkę. Od czasu do czasu też robię taki błąd. Wiem, że to co teraz napiszę będzie niepopularne, ale lepiej ćwiczyć trochę za mało niż trochę za dużo!
      Czy na siłownie przychodzimy się zmęczyć i spocić to też rzecz względna. Nieraz można spotkać tzw. trenerów, którzy dostają w swoje ręce nowicjusza i od razu chcą na nim wypróbować cały arsenał środków. Skutek wiadomy. Mam jeszcze sporo metod i ćwiczeń do dyspozycji, ale póki co przerabiamy tu i tak podstawy – wstęp do wstępu do spisu treści 🙂 Mógłbym się popisywać i układać takie plany, tylko chyba nie w tym rzecz. Im człowiek bardziej zaawansowany tym może się też bardziej zmęczyć na siłowni, tylko trzeba pamiętać, że musimy mieć siłę na całą resztę obowiązków życiowych. Musi zostać pewien zapas sił. Dla mnie już skrajną patologią są te wszystkie pytania, czy można uprawiać seks jak się robi masę. „Kochanie teraz przez trzy miesiące nie, bo buduje masę”. Rozsądna kobieta w takiej sytuacji pójdzie sobie poszukać innego faceta…
      Tu dochodzimy do pytania Marka. Musisz realnie ocenić swój aktualny potencjał, czyli ile możesz wymagać od organizmu bez całkowitego zajechania go w ciągu kilku miesięcy. Lepiej stopniowo dokładać obciążenia, nie tylko na siłowni, ale dotyczy to wszelkiej aktywności, niż od razu robić wszystko i źle skończyć.
      Da się to połączyć, ale z rozsądkiem. Pytanie, czy teraz regularnie trenujesz dalej maay-thai, czy aktualnie nie. Jeśli trenujesz to wszystko razem może być za dużo. Jeśli teraz jest tylko siłownia i sprinty, to nie powinno być problemu.
      O wspomnianym zawodniku nie słyszałem i oczywiście nie możemy nikomu nic zarzucać dopóki nie zostanie złapany, ale też wszyscy wiemy jak ogólnie wygląda sytuacja w sporcie. Niestety 🙁
      I tak same sterydy bez diety i treningu nic nie dadzą. Pozdrawiam.

  5. Marek

    Widzę, że rozmowa zeszła na ciekawy temat, przynajmniej z punktu widzenia mojego treningu. Jak myślisz Stefan, czy te moje sprinty będą mnie bardzo ograniczały w robieniu masy? Już kiedyś napisałeś, że da się to połączyć, ale czy to mnie nie przyblokuje na dłuższą metę? Najbardziej chciałbym jakoś połączyć jedno z drugim, ale nie ukrywam, że chcę być większy (docelowo co najmniej o te 18kg do setki). Jakoś to się musi dać połączyć, bo trenując muay thai wiele razy widziałem zawodników o dużej masie i biegających sporo interwałów. Najlepszym przykładem jest chyba Słowiński, który wygląda jak niedźwiedź, a na obozie potrafił zajechać kondycyjnie 40 naprawdę wysportowanych facetów. Może to nie najlepszy przykład ze względu na to, że Słowiński to jednak zawodowiec i coś tam pewnie brał po cichu. Ale nie zmienia to faktu, że takich ludzi spotkałem dużo więcej i co do większości mam pewność, że niczego sobie nie wstrzykiwali.
    Pozdrawiam

  6. Tomek221

    8×8 Girondy to nie w ścisłym znaczeniu HITT ale można to podciągnać pod ten temat w tym sensie żę jest to grupa treningów w której ćwiczymy dłużej niż odpoczywamy, w którym się pocimy i dyszymy 100% czasu. W przeciwstawieniu do grupy treningów gdzie znacznie dłużej odpoczywamy niż ćwiczymy i nie doświadczamy ciągłego (sub)max zapotrzebowania na tlen.

    Ciebie zrozumiałem dobrze, wiem że uznajesz przydatność HITT i intensywnego treningu do osiągania niektórych celów w kulturystyce. Natomiast post hwd odczułem jako stwierdzenie typu “siłownia to nie miejsce gdzie przychodzimy się zmęczyć i spocić”, i z takimi pogladami nigdy się nie zgodzę.

  7. Tomek221

    Jako fan HITT’a nie mogę się z wami zgodzić:)
    Taki trening jest przydatny w budowaniu zarówno kondycji jak i siły. Jeżeli chodzi o budowanie kondycji to jest wiele badań na ten temat np na exrx.net. Jeżeli chodzi o siłe to już pewnie zależy jakie interwały. Mi napewno nie zaszkodziły, a biegam 40-40sek x8 lub 15-3-4min x8. Te drugie (15sek) są przydatne w budowaniu eksplozywności, przenoszczenia siły z nóg na gorne partie itp.. jednym słowem powiedziałbym że korzyści są typu treningu podnoszenia cięzarów w stylu olimpijskim tyle że mniejsze. A mało kto ma dostęp do siłowni na której można by tak trenować. Ja sam mimo że mieszkam w Warszawie znalazłem jedynie 2 siłownie z pomostami, niestety bardzo drogie 170+zl/mies.

    “Człowiek cały drży, chce sie wymiotować, serce wali i ogolnie mamy stan bliski omdlenia. Po co to komu. ”

    No cóż taki jest HITT, tak naprawdę walczy się w swojej głowie o to by kontynuować trening. Nie jest łatwo, trzeba w to stopniowo wchodzić, i ZAWSZE konczyc trening w całości, inaczej mamy w głowie na kolejnym treningu świadomość że nie jesteśmy w stanie przetrwać do końca( myśl Girondy,prosta, ale bardzo prawdziwa jak się przekonałem). Jak mówiłem jestem fanem takiego treningu, trenuje tylko tak od roku zarówno na siłowni jak i w lesie biegając. Da się tak zdobywać i siłę i mięśnie. Nie zapominajmy że tak trenował Gironda(jego 8×8), szybkie równe tempo przez cały trening.

    Możecie krytykować takie metody, ale tak to już jest że skutecznych treningów jest dziesiątki, natomiast dieta tylko jedna:) i co do niej chyba wszyscy się zgadzają na tym blogu 🙂

    1. stefan

      Tomek221 – trochę niewłaściwie mnie zrozumiałeś. Odpowiedziałem na komentarz hwd dość lapidarnie, bo wolę dokończyć pewne myśli w artykule. Nie krytykuję HIITu, ale uważam, że faktycznie łączenie go z treningiem siłowym nie ma większego sensu i jest niepotrzebnym forsowanie organizmu. Albo – albo. Powołujesz się na Girondę, a to właśnie on krytykował przesadę w treningach. Jego 8×8 to nie HIIT. Na pewno jest bardziej przydatne dla kulturysty niż interwały. Inny sposób to kompleksy sztangowe. Oczywiście metod jest wiele, ale nie da się robić wszystkiego na raz i trzeba wybrać jakiś kierunek rozwoju.
      Problem w tym, że ta dyskusja poszło nie w takim kierunku o jaki mi chodziło. Wspomniałem o HIITcie tylko z tym zaznaczeniem, że przy odpowiedniej diecie nie jest koniecznym dodatkiem potrzebnym do spalania nadmiaru tłuszczu. Natomiast w artykule chodzi mi o coś zupełnie innego, o pewien dodatek do samego treningu w postaci lekkiej pracy aerobowej – bardzo lekkiej, która nie przełoży się na jakieś super wyniki, ale będzie ważnym dopełnieniem, gdy chodzi o kompleksowe dbanie o nasze zdrowie.
      Panowie, jeszcze jedno, skoro już zeszło na interwały. Jeśli ktoś ma takie objawy, jak podał hwd to znak, że przesadza z intensywności. To też trzeba umieć dawkować i nie można nagle od nic nie robienia przejść do jakieś masakrycznej intensywności. Poza innymi problemami wystarczy już wspomnieć tylko o tym, że napędza się kortyzol i zamiast spalać tłuszcz osiąga coś całkiem odwrotnego. Pozdrawiam.

  8. hwd

    No coz ja osobiscie uwazam ze ludzie trenujący na siłowni raczej nie potrzebują zadnych interwałow gdzie tetno dochodzi do powiedzmy 90% max. To nie ta dyscyplina. Kiedys trenowałem dlugo zapasy i tam to jest normalne. Teraz na silowni wysiłek jest zupełnie innego typu no i cel jest zupełnie inny. Organizm nieprzyzwyczajony do interwałow na silowni nagle je dostaje i co? Człowiek cały drży, chce sie wymiotować, serce wali i ogolnie mamy stan bliski omdlenia. Po co to komu. Chcesz byc wydolny to zacznij od biegania, treningow wytrzymałosciowych-stacyjnych na silowni powoli zwiekszając tempo. Ale zdaje sie ze za duzo miesni to na tym nie zrobisz. Chcesz sie pozbyc tłuszczu? Ogranicz weglowodany jak juz zostało napisane a nie zaczynaj robic “redukcje” od dupy strony.
    Kiedys leciał fajny program na jakims discovery o sprinterach. Oni biegaja co prawda jakies dluzsze dystanse ale z zegarkami na reku mierzacymi tetno i nie przekraczają tam jakiegos progu zeby w wysiłku nie pojawiło sie zbyt duzo metabolizmu beztlenowego. Wszyscy wiemy jak wyglądaja sprinterzy i ile trwa ich wysiłek na zawodach.
    Jeszcze jeden przykład bo sie nie moge powstrzymac to pudzianowski. Kazdy oglada jego walki. Ten czlowiek nigdy nie bedzie miał wydolnosci na wiecej niz 1 runde. Narobił miesni ktorych sie nie pozbędzie a ktorych serce i tak nigdy nie dotleni tak jak powinno. A oszukiwanie siebie ze “latami dochodziłem do 400kg w martwym ciagu to teraz latami musze dochodzic do kondycji w mma” jest załosne.
    Reasumując, nie twierdze ze jakis tam HIT jest nieskuteczny. twierdze ze na siłowni jest niepotrzebny a o wiele lepszym pomyslem jest umiarkowane bieganie/jazda na rowerze/pływanie itp.

  9. Mateusz

    Czekam, co ciekawego dalej napiszesz 🙂 Jeszcze nie chcę wypowiadać swojej opinii, co do przydatności aerobów i HIIT do zwiększenia spalania tkanki tłuszczowej obok treningu siłowego stanowiącego podstawę. Zrobię to chętnie za jakiś czas 😀

  10. Reda

    Spacer jest super! Zdarza mi sie spacerowac czytajac (co pewien czas patrze przed siebie i okreslam zagrozenie na drodze 🙂 ) oraz spacer z audiobookiem, sluchowiskiem lub innym podcastem. Dobry wkret. Chociaz juz spacerowanie w centrum miasta juz mnie tak nie kreci. Wole ogarnac sprawy szybko na rowerze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też: