Agresja po sterydach

Chciałbym dzisiaj pozwolić sobie na drobne odstępstwo od założeń tego bloga. Generalnie promujemy nowoczesną naturalną kulturystykę. Swoje zdanie na temat sterydów prezentowałem już nie raz. Uważam jednak, że uczciwość nakazuje obiektywne spojrzenie na problem. Dlatego dziś o jednym z aspektów poruszanych w mediach. Mimo, że jest on argumentem wykorzystywanym przeciwko stosowaniu anabolików, to jednak pozwolę sobie z nim polemizować. Nie dlatego, bym chciał kogokolwiek namawiać do tzw. koksowania. Po prostu jestem zwolennikiem podawania prawdziwych informacji, a nie przesadnego straszenia. Traktuję moich Czytelników jak ludzi odpowiedzialnych i dorosłych. Nie będę nikogo straszył zmyślonymi lub półprawdziwymi informacjami.
Wielu ekspertów, a przynajmniej ludzi za takich uchodzących, stwierdza autorytatywnie, że podaż sterydów anabolicznych zwiększa poziom agresji. Niby mają rację. Wysoki poziom testosteronu, to wysoki poziom agresji. Jednak w tej hipotezie mamy pewne przekłamanie.

Mężczyzna musi być agresywny

Po pierwsze. Mężczyzna musi być agresywny. Już słyszę glosy oburzenia. No cóż. Agresja wcale nie musi oznaczać tego, że chodzi się po ulicy i wszystkich bije. Nie powinna przekładać się na znęcanie się nad rodziną. Jednak ma być motorem i energią pchającą przez życie. Możecie uznać mnie za jakieś cośtamfoba, ale nie lubię i nie ufam facetom, którzy robią za życiowych niedorajdów. Taki człowiek podaje Ci rękę omdlewającym gestem śpiącej królewny. To ma być facet?

Sportowiec powinien być agresywny

Po drugie. Od sportowców wymaga się agresji. Bez agresji nie ma współzawodnictwa. Przychodzisz na siłownię i zaczynasz ćwiczyć. Jeśli nie rozdmuchasz w sobie agresji, to całe życie będzie dźwigał małe ciężary i do niczego nie dojdziesz. Tu znowu nie chodzi o agresję skierowaną na innych, lecz postawę wobec wyzwania.

Testosteron a agresja

Po trzecie. Nie wszystkie badania potwierdzają bezpośrednie powiązanie poziomu testosteronu z poziomem agresji. W moim odczuciu kluczowym parametrem jest tu psychika. Jeśli po sterydy sięga osoba bardzo niedojrzała psychicznie i zakompleksiona, to na pewno będzie później bardziej agresywna. Może tę agresję różnie wyładowywać. Jako, że zwykle właśnie takie osoby biorą sterydy, nic dziwnego, że w powszechnej świadomości tak się to kojarzy.
Mamy tu do czynienia z podobnym zjawiskiem, jakie występuje przy piciu alkoholu. Człowiek dojrzały psychicznie, nawet jeśli zdarzy mu się wypić więcej pozostanie spokojny. Awantury urządzają zakompleksieni faceci o niskim poziomie własnej wartości.

Podsumowanie

Tak mniej więcej wygląda powiązanie anabolików z agresją. Widziałem ludzi bardzo spokojnych, nawet mimo tego, że sięgali po sterydy oraz takich, których ujmując rzecz kolokwialnie odbijało. Powinno się informować ludzi o szkodliwości tych środków, ale robić to należy uczciwie. Sam fakt niszczenia wątroby i nerek oraz spadek potencji, to wystarczające atuty obrońców naturalnej kulturystyki. Podawanie nieprawdziwych informacji podważa wiarygodność tych prawdziwych, więc czas, by panowie eksperci sobie to uświadomili i zrewidowali swoje stanowisko.

15 odpowiedzi do artykułu “Agresja po sterydach

  1. theredel

    Powiem Wam tak, może się Wam wydawać, że te pięć dych to i tak dużo. Ja lata temu myślałem podobnie, ba, myślałem, że jak już osiągnę te 45 w łapie, to będzie niewyobrażalny wymiar i z kilometra będzie to widać, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na dzień dzisiejszy ludzie, którzy wcale nie uprawiają żadnego sportu mówią mi, że widać, że coś tam dźwigam, ale nie jest to w żaden sposób przerażające, czy niesmaczne.

    Na waszym miejscu nie wypowiadałbym się w imieniu kobiet, że im to nie odpowiada, moje doświadczenia mówią co innego.

    Ktoś tutaj napisał, że koksiarz jak zechce, to i tak sobie dorobi ideologię. Tak jest, podobnie jak ze wszystkim, podobnie jak z podejściem “na pewno nie będę koksował”.

    I jeszcze odnośnie kulturystyki klasycznej – robiłem sobie kurs instruktorski już parę lat temu, jak ta kategoria wchodziła. Jednym z wykładowców był czołowy zawodnik w PL w tej dziedzinie. W przerwach z niektórymi rozmawiał szczerze, między innymi ja podpytałem go o parę spraw i na podstawie tego co powiedział, nie łudziłbym się na zbyt wielkie szanse w klasyku na czysto. Problemem nie jest może zbudowanie na tyle dużej masy, jak na tę kategorię, problemem jest jej utrzymanie przy ostrym reżimie dietetycznym, chociaż pewnie niejeden na masie wsuwa różne cukierki i przybija nie tylko witaminki.

    1. stefan

      Ok, o kortykosteroidy pytałem, bo tak można było Twoją wypowiedź zinterpretować. Zresztą, ja nic nie zarzucam. Wyraziłem swoje zdanie i tyle 🙂
      Odnośnie ambicji, to nie mam tu zamiaru rozwodzić się nad swoją sytuacją, ale powiem tyle – gdybym napisał od ilu centymetrów w ramieniu zaczynałem to i tak nikt by mi nie uwierzył. Nie dopytujcie się, bo i tak wolę to przemilczeć. Miałem znacznie gorszy start niż większość narzekających na genetykę itd. Sam rozważałem za i przeciw takim środkom. Nie piszę więc z punktu widzenia umoralniania kogokolwiek. Po prostu moje poglądy są wynikiem prostego rachunku strat i zysków. Nie jestem przeciw sterydom w sporcie, bo tak wypada.
      Wiedza? Tu znowu moje 3 grosze. 23 lata temu nic nie było na temat. Gdybym się wtedy trzymał swoich pomysłów i nawet nie szukał tej wiedzy, to nie straciłbym tyle czasu, niż przez to, że później naczytałem się „ekspertów” z kolorowych gazet. Dziś też niestety mam wrażenie, że publikacje w necie robią więcej złego niż dobrego. Więc poniekąd w tym punkcie się zgadzamy, ale to i tak nie jest dla mnie argument za sterydami.
      Generalnie możemy sobie tak dyskutować, ale jak powyżej. Kto ma brać i tak brać będzie. Zakładam, że jeśli trenuje się dla zdrowia to stoi to w jawnej sprzeczności. Fakt, że mogą przyjść pokusy, można lekceważyć środki uboczne. Mnie wystarczy przykładowo zjawisku zwane Deca Dick, by mi się odechciało prochów.
      To, że panowie od zawodów biorą mnie też nie interesuje. ich wybór, ich zdrowie, ich dick – że sią tak wyrażę brutalnie. Tu taj promuję akurat taką wizję kulturystyki, niejako wracając do jej źródeł, bo uważam, że to co obecnie się dzieje nie jest normalne, lecz patologiczne. Można się z tym nie zgadzać, można uważać to za naiwność, jednak chyba za dużo w życiu widziałem, by można mnie podejrzewać o naiwność. Częściej słyszę, że jestem cyniczny. Nie dlatego, że biorę i udaję, że nie biorę, ale dlatego. że myślę krytycznie i pokazuję przyjęte powszechnie bzdury. Ludzie tego nie lubią. Wolą pana koksującego jak wściekły, który do kamery będzie mówił, że sport to zdrowie.
      Nie ma się o co kłócić ani dyskutować, bo to i tak jest jałowe. Pozdrawiam.

  2. Reda777

    Hmm, zjazd zjazdem, strata 40kg w dwa tygodnie, rozumiem motywacje prowadzaca do wspomagania, ale… odrabiajac te 40kg normalnym trybem, zajeloby Ci to pewnie wiecej czasu, ale pewnie po drodze zdobylbys wiecej wiedzy, sprawdzil nowe patenty i te 90kg byloby juz zupelnie innym 90kg.
    Gdzie sie tak spieszysz? Ja licze prawie 32 lata (rocznik 1980), zaczalem cwiczyc ponad 10 lat temu (glupio, bo glupio, ale bez dopalaczy i nigdy treningu nie odpuscilem, popelnialem/am bledy, ale wciaz zdobywam nowa wiedze 🙂 )i wreszcie od wrzesnia 2011, (dzieki kontuzji i googlowi, ktory, po wpisaniu frazy “kontuzja rotatorów” znalazl mi Stefana i Jego Blog) zaczynam troche rozumiec o co w tym chodzi i czytac inne teksty.
    Nigdzie sie nie spiesze, zawody pozostawiam innym, a na profesjonalnych amerykanskich zawodowcow patrze jak na aktorow jakiegos filmu, w ktorym ja nie wystepuje. To wszystko nie przeszkadza mi miec celow, ambicji oraz satysfakcji i radochy z postepow i kazdego mądrego treningu. Dlaczego miałbym cokolwiek przyspieszac, jesli radosc daje mi moja konsekwencja a nie jej tempo?
    Piszesz, ze 10 lat temu ciezko bylo znalezc nowe info w sieci. Racja, ale po pierwsze to nie jest nowe info, tylko bardzo stare, a po drugie w roznych kifach itd. do dzis nie widzialem chocby jednego zdania o rotatorach etc i tez moglbym napisac, ze nigdzie info nie bylo i jakos sie usprawiedliwiac, ze nie wiedzialem, bo nie bylo. Podtrzymuje swoje stanowisko – sytuacje kryzysowe testuja nasza konsekwencje, potem, kiedy kryzys jest juz tylko wspomnieniem, okazuje sie, ze bylo to potrzebne, aby stac sie lepszym, madrzejszym, bardziej pokornym itd.
    Pewnie Cie to nie przekonuje, ale u mnie tak to dziala juz prawie 11 lat. Lubię siebie za to, a lubiąc siebie łatwo mi lubić resztę świata. Branie dopalaczy, w przeciwienstwie do Rodzyna, nie byloby dla mnie dyshonorem. To raczej jak z paleniem papierosow, nigdy nie zaczalem i palenie fajek nie jest dla mnie dyshonorem, tylko po prostu czynnoscia nieracjonalna, jak kupno samochodu na kwadratowych kolach albo posiadanie psa rasy York 😉 mozna, ale po co?
    Nie potrzebuje patrzec na niektorych kolegow z rocznika 1990 i widzec ich sylwetki (slaby rdzen, wady postawy itd), zniszczone watroby (alkohol) i brak blysku w oku, aby wiedziec, ze wybralem dobrze. Bardzo dobrze.
    Pozdrawiam!

  3. Marcin

    Ze sterydami jest tak,że jesli ktoś chce je brać to je weźmie. Na nic argumenty na NIE. Jeśli czegoś chcę to tak to sobie wytłymaczę,żeby przynajmniej przed samy sobą czuć się rozgrzeszonym.
    Nie chcę oceniać ludzi stosujących doping. Sam miałem kiedyś poważne dylematy czy brać. U mnie zwyciężuł zdrowy rozsądek i strach przed potencjalnymi skutkami ubocznymi.
    Jeśli osoba pełnoletnia sięga po nie- to sama wie co robi ( przynajmniej teoretycznie). Robi to więc świadomie.
    Bierzesz- nie tłumacz innym pobudek , nie dorabiaj ideologii do tego. Nie bierzesz sterydów- nie piętnuj ludzi biorących i nie “pal ich na stosie”. Trzeba być konsekwentny w swoich wyborach i przede wszystkim trzeba być pogodzonym z tymi wyborami.
    Co do obwodu ramienia- każdy z nas ma inne cele, każdy ma inny ideał/wzór swojej sylwetki. Dla jednego masa i obwody są ważne a dla drugiego ogólne proporcje i estetyka sylwetki. Można mieć więc 50 cm w bicku bez wyraźnej separcji mięśni albo cieszyć się 43-45 cm ramieniem z zajebiaszczo zarysowanymi mięśniami i żyłkami :). Dla innego przekroczenie tych magicznych 40 cm to wynik marzenie. 10-12 lat temu najważniejszy dla mnie był właśnie ten obwód ramienia 🙂 i ile cisnąłem na klatę :). Potem ważne zaczęła być proporcja. Teraz ważne jest zdrowie i dobre samopoczucie oraz zachowanie dobrej formy. Oczywiście w dalszym ciągu osiągnięcia siłowe mają dla mnie znaczenie, ważny jest jednak progres a nie ilość kilkogramów.
    Pozdrawiam

  4. Arek

    Całkowicie się zgadzam. Ja jestem wędkarzem. Łowię drapieżniki. Poluje na nie aby wyciągnać jak największe okazy. Satysfakcje sprawia mi złowienie metrowego szczupaka legalnymi metodami a nie prądem czy siecią albo kuszą. Co z tego, żebym złowił metrówkę prądem, każdy by mi zazdrościł jak tak naprawdę może to zrobić każdy kto posiada agregat ?:)
    Duże mięśnie na koksie ? To nie dla mnie. Nie jestem babą co to sobie cycki powiększa aby faceci jej w dekolt zaglądali.

  5. rodzyn

    kilka slów ode mnie..
    Osobiście kocham wyzwania. Dla mnie wyzwaniem jest osiągnięcie pięknej sylwetki bez sterydów. Ludzie którzy decydują się na zawodowstwo, w pewnym sensie godzą się na branie sterydów. Uważam jednak, że najpierw trzeba byc fair z samym sobą. W moim przypadku nie mógł bym sobie spojrzeć w lustro, byłby to dla mnie dyshonor. Tak ja to traktuję, każdy ma prawo do własnego zdania, każdy ma swoje sumienie. Istnieje teraz kategoria kulturystyki klasycznej, moze to jest jakies wyjscie aby pogodzic swoje marzenia z sterydów. Co do wyglądu, 50, czy tam 55cm. To trwa tylko chwile, spójrzmy na starych mistrzów, jak oni teraz wyglądają. W zasadzie wole aby ktoś mi zazdrościł 50 niż aby wyśmiewać od hulków i papajów kiedy bede mial 55. Któraś kobieta marzy o papaju.. ?

    Pozdrawiam

  6. Arek

    hm ja jestem w stanie zrozumień kulturystę – zawodowca sięgającego po prochy. Wiem co nim może kierować. Jednak większość z nas na tym blogu nie ma ambicji bycia zawodowcem (poza Rodzynem chyba co wspominał o zawodach) Wszyscy jestesmy tu dla siebie, dla przyjemności. Aby czuć się lepiej, aby być zdrowszym, aby lepiej wyglądać, podobać się innym itp. Czy 50 cm w łapie zamiast 55 takie osoby jak my ma popchnąć w kierunku sterydów ? Trudno mi sobie to wyobrazić.

  7. theredel

    Ok., to spróbuję odeprzeć niektóre z waszych zarzutów, dla porządku w p-ktach:

    1. Nie, nie brałem kortykosterydów na odchudzanie, przecież wiadomo, że niszczą one mięśnie i wszystkie kalorie upychają w tłuszcz, także myślę, że kiepska opcja na odchudzenie. Efektem ubocznym kuracji przepisanej przez lekarza na konkretne schorzenie lekką ręką było odchudzenie się z mięśni, którego nie chciałem, dodać trzeba, że efekty zamierzone tej kuracji też miały miejsce. Natomiast bardziej miałem na myśli to, że ktoś wymyślając mi kurację encortonem, bądź metypredem w jednej chwili przekreśla X lat ciężkiej, uczciwej pracy, miałem raz zjazd z 90 kg czystego mięsa na 50 kg w dwa tygodnie, lekarce napomknąłem, że chciałbym jakoś odzyskać te mięśnie, na co zostałem po prostu wyśmiany. Może dla Was to zupełnie nic, dla mnie jednak był to poważny impuls, może na wyrost, ale na kortykosterydach człowiek nie może powiedzieć, że jest 100% racjonalny. W takim momencie łatwo sobie pomyśleć: “co mi tam, będę musiał się znowu męczyć kolejne X lat, więc przyspieszę tę drogę, aż wrócę do stanu wyjściowego, lekarka ma i tak w d**ie, ile się znowu utyram, także ja mam w tym samym miejscu jej i innych zdanie na ten temat”. Możecie mnie tutaj oceniać jak chcecie
    2. Kwestia ambicji i genetycznych możliwości – w to drugie też nie wierzę, jednak jest pewna zgodność, że ponad 50 cm w kablu ciężko będzie legalnymi metodami wypracować. Ja nie musze w tę granicę wierzyć, ja się o niej przekonuję na własnej skórze. Tak więc, co ma zrobić osoba, która ma ambicje na 55 cm w ręce? Znowu – możecie mnie oceniać jak się Wam podoba.
    3. Reda pisze, że są nowe możliwości itp., o różnych rzeczach można przeczytać w necie. Spoko, a 10 lat temu? Neta prawie nie było, o książkach nie ma co nawet pisać, sam Stefan zwracał uwagę, że w PL ciężko coś dostać sensownego. Ja sam mam dostęp do netu od zaledwie paru lat, praktycznie dziennie szukam jakiejś wartościowej wiedzy o treningu, a mimo to na tę stronę trafiłem dopiero dwa tygodnie temu. Kolejny problem z netem jest taki, że duzi gracze jak np. SFD sporo zarabiają na swoich stronach i są po prostu lepiej wypozycjonowani. Wpiszcie w gogle dowolną frazę związaną ze sportami siłowymi i na pewno w pierwszej dziesiątce wyskoczy co najmniej jeden adres z SFD, niestety jakość prezentowanej wiedzy jest co najwyżej skromna.
    4. Jeszcze o genetycznych możliwościach: wyobraźcie sobie sytuację, gdzie przez rok stoicie w miejscu, zmieniacie treningi wg tego, co jest w literaturze, mieszacie częstotliwością, intensywnością, dieta jest, suple są, postępów nie ma. Zaczynacie wymyślać własne sposoby, może mądre, może głupie, ale coś przecież robicie, by nie musieć sięgać po koks. Tak więc bezowocnie mija Wam drugi rok, z własnymi kombinacjami. W takiej sytuacji, nawet nie mając tych 50 cm w łapie, łatwo uwierzyć, że jest się u kresu genetycznych możliwości.
    5. Pisałem już, że najczęściej nowe, skuteczne sposoby poznawałem już PO cyklu, może, gdybym poznał przed, byłoby inaczej. Niestety sama radość z przeprowadzenia dobrego treningu nie zawsze wystarcza, jeśli nie ma innych efektów.
    6. Zgadzam się, że to, co można wyczytać w wielu gazetkach, prowadzi wielu w objęcia koksu. Ale przecież i bez tego, wielu po niego sięgnie, także moim zdaniem tych zdecydowanych lepiej edukować, niż na siłę próbować wybić im to z głowy. Ludzie są przekorni i takie powtarzanie im (tym zdecydowanym na koks) o szkodliwości, nic nie da. Ja nie namawiam nikogo do koksowania, jak już staram się pokazać, że bez koksu tez można (w końcu 95% moich osiągów było na czysto, więc aż takim grzesznikiem chyba nie jestem), ale jeśli ktoś mi oznajmia, że już koksuje, to staram się go naprowadzić tak, by zminimalizować skutki uboczne – chyba przyznacie, że taka edukacja też jest potrzebna.
    7. Piszecie, że w chwilach słabości należy pokazać charakter. Spoko, jednak weźcie najpierw pod uwagę to co jest w p. 1 i 4, ponadto weźcie pod uwagę, że nie wszyscy ludzie są super odporni psychicznie na różne życiowe doły, ja też nie jestem i trudno – zostało mi tylko zaakceptować ten fakt. Stefan ćwiczy chyba długo, koksu nie bierze, więc jestem w stanie uwierzyć mu, że już nie weźmie. Inni koledzy, którzy ćwiczą pięć i mniej lat – sugeruję ostrożność w szafowaniu tak stanowczymi deklaracjami, życie pisze różne scenariusze i nie wiadomo, jak Wy się w nich zachowacie.
    8. Zgadzam się, że koksowanie młodzieży, byle szybciej straszyć pod blokiem jest naganne. Ale już jeśli ktoś jest dorosły, bierze pełną odpowiedzialność za to, co robi i robi to z rozwagą, to ja nie czuję się na siłach go w żaden sposób osądzać. W szczególności nie zamierzam oceniać zawodowców, może żyją z uprawiania kulturystyki (wspomniany Flex Wheeler – któremu nerki padły jednak od diuretyków, a który mając przed sobą wizję nie zapewnienia bytu swoim dzieciom podjął decyzję o dalszych startach, mimo, że wiadomo było, że się to dla niego źle skończy), czynniki szkodliwe działają w różnych miejscach pracy i w zasadzie ze wszystkich znanych mi zawodów kulturystyka, nawet sterydowa nie jest najbardziej niebezpieczna.

  8. Arek

    Jeśli ktoś ćwiczy dla własnej satysfakcji to ja absolutnie nie rozumiem po co brać sterydy. Jeśli dla zdrowia – oczywiste.
    Żeby zaimponować laskom albo wygrać w jakiś zawodach ? Hm, zastanawiające co się dzieje w głowie człowieka sięgającego po takie specyfiki.

    1. stefan

      Może nie stawiałbym tego w kategoriach „co się dzieje w głowie”, bo trzeba uczciwie powiedzieć, że pokusa wydaje się duża. Zwłaszcza w młodym wieku. To o czym już pisałem. W młodości wydaje się, że człowiek jest nie do zdarcia i nic mu nie zaszkodzi. Jak pomyślę jakie głupoty sam robiłem, abstrahując tu od samych sterydów, to teraz sam się sobie dziwię.
      Dopiero, jak się człowiek kilka razy poważnie rozchoruje, jak jest świadkiem kilku śmierci, bliskich czy obcych ludzi, to zaczyna myśleć w innych kategoriach.
      Wydaje mi się, że o to chodzi. Zwykle po sterydy sięgają nastolatkowie. Raczej się nie zetknąłem z sytuacja, by kto zaczął ćwiczyć w wieku lat 30-40 i chciał brać prochy. Wtedy już jest inna motywacja. Pozdrawiam.

  9. Reda777

    “może się przecież zdarzyć, że ktoś ma większe ambicje, a niewiele może zrobić już z obecnymi warunkami koniecznymi do przyrostów, co może sugerować kres genetyczny; ja też byłem kiedyś zaciekłym przeciwnikiem koksów, ale jak piszę – w życiu różnie bywa)”

    Ja jednak nie rozumiem po co korzystac ze sterydow, poza jakimis oczywistymi-ostatecznymi zastosowaniami medycznymi.
    Ambicja, ambicją, ale taka ‘ambicja’ to przeciez tak samo ambitne jak tworzenie mięśni przy pomocy (nie pamiętam teraz jak to się nazywa) wstrzykiwanej pod skóre substancji, która imituje (niezbyt udanie) prawidziwe mięśnie i potem na youtube mozna obejrzec filmy z dziwnymi ludzmi pod tytulem “Super body” itd.

    Piszesz, ze w “zyciu roznie bywa’, jasne, ale czy wlasnie wtedy kiedy “bywa roznie” nie należy dać swiadectwa swojego charakteru?

    Może kiepski ze mnie sportowiec, ale nigdy nie rozumiałem tak postrzeganej “ambicji”.
    Moim celem (“ambicją”) jest zawsze dokładne zrealizowanie planu treningowego i konsekwentne zdobywanie wiedzy na związane z treningiem tematy. Udaje mi się (od września to drugie duzo skuteczniej!). Biorąc pod uwagę progres jakiego doświadczam od września, uważam, że lepsze niz sterydy (nie próbowałem więc to zdanie teoretyczne) jest zmiana treningu i diety na mądrzejsze i skuteczniejsze 😀

    Pozdrawiam!

    1. stefan

      Theredel nie mogę się niestety z Tobą zgodzić. Mnie też życie sporo nauczyło, a najbardziej tego, że zdrowie łatwo sobie zniszczyć, a niekiedy już nie można go przywrócić. Różnie w życiu bywa – tak! Jeden dzień szalejesz na siłowni, na drugi Cię pogotowie wywozi. Tak bywa.
      Ambicja? Wiesz, ja tak myślałem 20 lat temu, albo trochę więcej. Miałem sporo do myślenia, bo moje odziedziczone choroby stawiały z góry na przegranej pozycji. Według lekarzy już dawno powinienem przestać się ruszać, a ja jakoś trenuję i żyję, wiec jak słyszę biadolenie o kresie genetycznym to mnie krew zalewa.
      To co piszesz jest próbą usprawiedliwia czegoś, czego usprawiedliwić się nie da. Jeśli jesteś w miarę zdrowy to wymiar 45-50 cm jest do osiągnięcia metodami naturalnymi, wiec po co koks i po co naciągana ideologia do tego?
      Lepiej podnosić 100kg i cieszyć się dobrym zdrowiem, potencją itd. do późnych lat, niekiedy i do 80 albo więcej, czy lepiej dźwigać 300kg i za kilka lat być wrakiem?
      Lekką ręką bierze się różne świństwa, jak się ma 20 lat, bo wtedy człowiek wydaje się nie do zdarcia. Jak się ma 40 to się zaczyna na to inaczej patrzeć, bo chcesz jeszcze 20-40 kolejnych lat być w dobrej formie. Więc nie – absolutnie się nie zgadzam.
      Nie bardzo też rozumiem argument, że skoro lekarze przepisują kortykosteroidy, to ja mogę brać anaboliki? Na zasadzie „sama sobie krzywdę zrobię”/ Nie rozumiem.
      Nie wiem, bo tez nie do końca to jest jasne – brałeś kortykosteroidy na odchudzanie? Toż to już naprawdę jakaś podświadoma chęć zrobienia sobie krzywdy.
      W tym wszystkim się raczej nie zgodzimy, ale to już wiele razy było przerabiane. takie dyskusje toczy się tu i tam i zapewne nikt nikogo nie przekona. Piszę tutaj między innymi właśnie po to, by taki Heniek czy Zenek po koks nie musieli sięgać.
      Reda, zapewne chodzi Ci o synthol. Jest to olej wstrzykiwany do mięśni. Łapy są większe, ale w mięśniach powstają paskudne zrosty i zbliznowacenia. Jak kiedyś czytałem dokładny opis, jak to działa, to aż mnie dreszcze przechodziły. To już skrajność nad skrajnościami.
      Oto pan, który się tak faszeruje. I tu pytanie, czy ktokolwiek chciałby tak wyglądać? Bo ja nie. Czy taki wygląd będzie atrakcyjny dla kobiet? No właśnie. Więc po jakie licho? U nas jeszcze tego nie ma na taką skalę, ale w USA łepki ładują w siebie nawet nie ćwicząc. Pozdrawiam.

  10. theredel

    Taaaaa, metypred, jedyny o tak intensywnie gorzkim smaku, za resztę zapłacisz kartą Visa hehehe. Powiem tutaj wprost – u mnie stosowanie anaboli wynika z 3 rzeczy:
    1. Szafowanie kortykosterydami lekką ręką, jakby były to cukierki, słabe usprawiedliwienie do brania anabolików, ale zawsze jakieś.
    2. Wqrf po kuracji odchudzającej za pomocą powyższych leków z mięsa ciężko wypracowanego (nawet na anabolikach trzeba się sporo napracować, zresztą nigdy koksem nie zastępowałem uczciwego, intensywnego i przemyślanego treningu, chociaż mam świadomość, że są koksiarze, co są leniwi i progres popychają koksem właśnie).
    3. Często wrażenie, że naturalnie się więcej nie da. Nie dużo w życiu przykoksiłem, do tego dawki śmieszne – powiedziałby niejeden osiedlowy dres. Trzeba tu jasno powiedzieć, że później okazywało się, że jednak były jakieś możliwości, tyle, że już po fakcie.

    Nie do końca zgadzam się z kategorycznym sprzeciwem koksowi zawsze i wszędzie, jednak powinien on
    1) być właśnie na samym końcu, kiedy już na prawdę WSZYSTKO się wypróbowało, a jak dowodzi mój własny przykład, rzadko tak rzeczywiście jest
    2) w dawkach rozsądnych i najlepiej pod jakąś kontrolą lekarza – ja mam znajomego lekarza, którego zawsze informuję o co kaman, badania robię za własne pieniądze, ale potem podchodzę do tego doktorka, niech zerknie, może coś tam zobaczy więcej, niż ja

    Wiem, że jestem jednak wyjątkiem, znam osobiście ludzi, którzy nawet dobrze techniki ćwiczeń nie opanowali, dieta to dla nich pojęcie abstrackyjne, nie wypróbowali żadnych supli, w tym hiciora – kreatyny, ale już zasuwają koks. Po co w ogóle się męczyć, lepiej wsuwać dziennie 50 mg metki (kosmiczna przecież wartość, co przy zj**anej diecie jest totalnym absurdem), na pewno działa nawet jak wszystko inne kuleje. Taki jeden z drugim, jak mu się napomknie o diecie, regularnych badaniach, czy środkach osłonowych (przy oralnych koksach szczególnie ważne), to robi wielkie oczy, jak kot po stosunku.

    Podsumowując: mnie życie nauczyło, że nie należy przekreślać nigdy żadnej opcji, w kulturystyce nawet rozsądnego koksowania(małe dawki, profilaktyka i kontrola stanu zdrowia na maksa, dieta, trening i regeneracja dopięte na 150% – może się przecież zdarzyć, że ktoś ma większe ambicje, a niewiele może zrobić już z obecnymi warunkami koniecznymi do przyrostów, co może sugerować kres genetyczny; ja też byłem kiedyś zaciekłym przeciwnikiem koksów, ale jak piszę – w życiu różnie bywa), jednak częściej koks wynika z tego, że:
    1. nie chce się ćwiczyć jak Bozia przykazała
    2. nie chce się trzymać lepszej diety
    3. po co wydawać setki PLN-ów na suple o niepewnym działaniu, skoro metka za 5 dyszek działa na pewno
    4. Zenek, Heniek, czy inny każe koksować, a on ma przecież całe 42 w kablu, więc należy go słuchać jak małpy grzmotu

  11. theredel

    Porównanie agresji po koksie do agresji po wypiciu bardzo trafne. Natomiast jakoś nigdy w mediach się nie porusza tematu agresji po kortykosterydach, a ta jest daleko większa, niż po anabolikach. I nawet może być osoba z natury spokojna, a przy odpowiedniej dawce kortykosterydów dostaje niemalże świra z agresji – znam parę osób dojrzałych emocjonalnie, które tak właśnie reagowały, siebie też zresztą za takiego uważam.
    Jak już jesteśmy przy temacie uczciwego informowania, to ciekawe jest, że jak się lekarzowi oznajmi, że się wzięło anaboliki (tak, nie jestem świętoszkiem), to od razu człowieka zwymyśla od najgorszych, a jednocześnie ten sam lekarz przy innej okazji lekką ręką przepisuje człowiekowi 200 mg encortonu dziennie, bez żadnych badań dodatkowych, czy kontrolnych – także w trakcie, czy po kuracji. Trzeba tu uczciwie powiedzieć, że wielu koksiarzy w miarę przyzwoicie prowadzi kuracje, mam na myśli okresowe badania (trochę to kosztuje, ale jak ktoś ma tylko 100 pln na metkę i 0,- na profilaktykę, to powinien się stuknąć mocno w głowę), leki osłonowe, których przy kortykosterydach chory też nie uświadczy niejednokrotnie, o diecie na 150% i całej gamie supli nie wspominam nawet. Gwoli uczciwości należy dodać, ze mimo profilaktyki ryzyko nadal istnieje.
    Ja osobiście oceniam natomiast szkodliwość kortykosterydów na daleko większą, niż anabolików i mówię tu nie tylko o wpływie na agresję.

    Jeśli uznasz mój post za zbyt kontrowersyjny, to skasuj proszę.

    1. stefan

      Nie mam zamiaru kasować Twojego wpisu. Ja oczywiście jestem przeciwnikiem brania anabolików poza sytuacjami stricte medycznymi np. przy zanikach mięśni, a i to nie zawsze, ale nie jestem fanatykiem. Wiem, że niekiedy pokusa jest silna. Problemem nie są tyle sterydy, co brak rzetelnej informacji, jak można cokolwiek w kulturystyce osiągnąć bez nich. Tu właśnie próbujemy pokazać, że można 🙂 To chyba lepsza droga niż fanatyczne mieszanie wszystkich z błotem, którzy po nie sięgają.
      Natomiast co do kortykosteroidów, to masz rację. Wprawdzie sam nie zaobserwowałem podwyższonej agresji po nich, ale są dużo bardziej szkodliwe od anabolików, choćby już dlatego, że są to środki kataboliczne. Jednak nie tylko. Nikt tak naprawdę nie wie, jak dokładnie działają. Wprowadzenie do organizmu wielkich dawek hormonu podobnego do kortyzolu rozwala wszystko, niekiedy na długie lata.
      Neurolodzy faszerują tym pacjentów na okrągło. Są ludzie, którzy biorą non stop wspomniany przez Ciebie encorton, czy nowszej generacji metypred. Ponoć mniej szkodliwy. Sam miałem go kiedyś przepisany i do dziś chyba wszystkiego nie wyregulowałem po tym świństwie. W pewnych momentach dochodziło w czasie brania niemal do paraliżu mięśni.
      Powinno się badać mnóstwo odruchów nim się cokolwiek przepisze na problemy neurologiczne, tymczasem zwykle ogranicza się do EMG, odruchu kolanowego i ewentualnie śródstopia. Nie wiem czy lenistwo czy niewiedza, pewnie większość o np. takich odruchach brzusznych wcale nie słyszała. O tym można długo…
      Zespół Cushinga to inny objaw, którym lekarze się nie przejmują. Przepisuje się kortykosteroidy także na wiele innych chorób i jak kiedyś usłyszałem od jednej lekarki, że to jest lek wzmacniający to myślałem, że mnie szlak trafi. Trzeba być kompletnym ignorantem, by twierdzić takie rzeczy. Tymczasem jest to opinia powszechna pośród lekarzy.
      Także wiem o co Ci chodzi, a nawet więcej, poruszyłeś coś co mnie osobiście bardzo wkurza. W 90% przypadków zapisanie kortykosteroidów jest nieuprawnione i jest szkodliwe, a nie daje żadnych korzyści zdrowotnych. Oczywiście nie mówi się o tym w TV, bo nikt na własną rękę tego nie bierze. Wszystko pod kontrolą lekarza. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz też: