Ziemniaki w diecie na masę

Nie wiem, czy zauważyliście, że wśród dietetycznych zawirowań, obok mięsa przesiaduje się niemiłosiernie biednego ziemniaka, zwanego też w niektórych regionach naszego kraju kartoflem (albo pyrą). Niestrudzeni inkwizytorzy dietetycznej poprawności zwalczają go na wszystkich frontach. Odtrąca się biednego ziemniaka w imię odchudzania, zwalcza go w kulturystycznych dietach masowych i wreszcie odsądza od czci i honoru w imię diety Low Carb. Czy ziemniaki w diecie na masę to naprawdę taki kiepski pomysł?

Ziemniaki wyparte przez ryż

Zastanówmy się przez chwilę, czy te obawy są uzasadnione. Broniłem już mięsa, więc pora teraz oddać sprawiedliwość kartoflowi. To przecież dzięki niemu miliony ludzi przeżyły wielkie głody czasów rewolucji rosyjskiej. Tani i sycący. To jednak jeszcze nie jest żaden argument w dietetyce. Wiadomo, że człowiek głodny zje prawie wszystko.

Przez lata polecano w dietach kulturystycznych ryż. Powinien to być oczywiście ryż brązowy. Ma znacznie niższy indeks glikemiczny, a więc nie podbija nam tak bardzo poziomu insuliny po posiłku i nie powoduje otłuszczenia. Tak się sprawy mają w uproszczeniu. Jednak jak zawsze uproszczenia to także półprawdy.

Kwestia węglowodanów

Sam od pewnego czasu przekonuję się, że jadłem niegdyś zbyt dużo węglowodanów. Obecnie staram się je ograniczać, ale nie jestem zwolennikiem radykalnych diet Low Carb. Pewna ilość węglowodanów jest mi jednak potrzebna. To pierwszy fakt. Drugi jest taki, że wbrew pozorom ryż nie każdemu służy i dla niektórych ludzi, a może nawet dla większości, o wiele lepsze będą właśnie ziemniaki, jako źródło węglowodanów.

Nie źródło lecz ilość się liczy

Najważniejsze w tym wszystkim wbrew pozorom nie jest źródło węglowodanów, lecz ich ilość. Przy niskiej podaży tego makroskładnika i dużej aktywności fizycznej, zwłaszcza siłowej, nie bałbym się nadmiernie wysokiego indeksu glikemicznego. Rzecz w tym, by się ziemniakami nie objadać, ale dodawać je w rozsądnych ilościach do swoich posiłków. Niekoniecznie do wszystkich i niekoniecznie każdego dnia. Jednak nie odrzucajmy ich zbyt pochopnie. Są także dobrym źródłem potasu, a tego zwykle też mamy za mało w naszej diecie.

Ziemniaki zamiast ryżu

Jeśli nie lubisz ryżu, to nie ma sensu zmuszać się do jego jedzenia. Należy bardziej słuchać swojego organizmu niż dietetycznych dogmatów. Ryż i pierś z kurczaka może nie są takie złe, ale wcale nie niezastąpione. Zresztą ile razy pod rząd można jeść to samo? Jeśli dieta stanie się dla nas katorgą przestanie spełniać swoją rolę. Z czasem spadnie łaknienie i zwolni się metabolizm, nawet jeśli będziemy jedli sześć posiłków na dobę. Zwolniony metabolizm to spadek poziomu hormonów anabolicznych, a to musi się ostatecznie odbić na wynikach treningu. Może więc nie ma sensu odtrącać starego dobrego przyjaciela – kartofla?

6 odpowiedzi do artykułu “Ziemniaki w diecie na masę

  1. Wiktor

    Dzięki, to powinno przekonać także moją dziewczynę, która stara się (moim zdaniem nadmiernie, w końcu kochanego ciała nigdy za dużo) ograniczać węglowodany, a o ziemniakach w ogóle nie chce słyszeć

    1. stefan

      Przyznam, że też nie jestem zwolennikiem dużych ilości węglowodanów w diecie. Z drugiej strony nie można ograniczyć ich do zera. Tarczyca przestaje właściwie działać, mózg dostaje za mało glukozy. Stąd ospałość u wielu osób będących na dietach Low Carb czy CKD. Z CKD jeszcze pół biedy, bo tam występują dni ładowania węglowodanowego. Z Low Carb jest gorzej. Generalnie nie powinno być węglowodanów za dużo, ale wszystko zależy od aktywności życiowej i metabolizmu. Najlepszym wyznacznikiem zawsze pozostaje umiar. Nigdy nie schodziłbym poniżej 30 gram na dobę, a i to w niezbyt długim przedziale czasowym. Mamy jeszcze carbcycling Thibaudeau i inne mutacje, ale to już dość rozległa tematyka. Może kiedyś na jakiś artykuł.

    1. stefan

      W sumie to chyba jest zbliżone do mojej opcji pieczonych kartofli. Jeśli piecze się na smalcu lub maśle to w zasadzie nie widzę problemu. Wprawdzie ciągle lansuje się poglądy, że to niezdrowe, ale w moim odczuciu problematyczne jest tylko pieczenie na oleju. Wiem, że tym stwierdzeniem narażę się wielu dietetykom i zwolennikom ścisłej diety, ale ostatecznie dieta to niekoniecznie ciągłe umartwianie się, a fanatyzm w każdej dziedzinie bywa niezdrowy. także w dietetyce. Z niczym nie można przesadzać. Psychika jest w tym wypadku równie ważna, jak fizjologia. Pozdrawiam.

    1. stefan

      Witam. Osobiście lubię ziemniaki i dla mnie są najlepszym źródłem węglowodanów. Oczywiście nie jest to jakiś dogmat, a tylko kwestia indywidualnych preferencji i gustów. Z frytkami jest ten kłopot, iż zwykle są smażone w głębokim oleju. Oleje niestety należy spożywać na zimno. Smażone szybko się utleniają i wbrew opiniom obrońców mitycznych „dobrych tłuszczów” stają się dość szkodliwe. Jeśli ktoś je frytki raz na jakiś czas, to nie ma problemu. Gorzej, gdy spożywa się je często. Pod takim wariantem bym się nie podpisał. Już o wiele zdrowsze będą ziemniaki smażone na smalcu, ale to już nie zawsze miłośnikom frytek odpowiada.
      Zawsze pozostają jeszcze kluski w umiarkowanych ilościach, choć większość dietetyków zakrzyczy mnie i stwierdzi, że niezdrowe i tuczące. Do pewnego stopnia tak, ale jeśli nie będziemy z nimi przesadzać, to na pewno są zdrowsze od frytek. Najważniejszy we wszystkim jest umiar i zdrowy rozsadek. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też: