Czy na pewno prawda o kawie? cz. 3

Dalszy ciąg rozważania o parzeniu kawy

Pozwolę sobie jeszcze przez chwilę kontynuować rozważania o parzeniu kawy. Nie będę oczywiście zanudzał Was szczegółami. Istnieje kilka metod na tyle egzotycznych, że w tym miejscu nie ma sensu zawracać sobie nimi głowy, a nawet dla mnie są one opcją czysto teoretyczną.
Skupię się na dwóch metodach, które wydają się optymalne zarówno w wymiarze estetyczno-smakowym, jak i zdrowotnym. Chodzi mianowicie o parzenie w ekspresie ciśnieniowym oraz w moce (nie mylić z moccą). To pierwsze wiąże się z większym wydatkiem, bo niestety nie ma sensu kupowanie taniego ekspresu, który nie wytwarza odpowiedniego ciśnienia. Natomiast dobra moca to obecnie wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych, a służy na długie lata. Swoją mam już chyba lat 15.
Zaletą tych sposobów jest to, że zyskujemy jednocześnie mocną kawę, a z drugiej strony kontakt samej kawy z wodą jest bardzo krotki. Wspomniane wcześniej toksyny nie zdążą się uwolnić. Tu od razu dodam ważną uwagę. Mocny smak kawy wcale nie świadczy o wysokiej zawartości kofeiny. Zwykle wręcz przeciwnie. Jest to najczęściej wynikiem silniejszego palenia, co przekłada się przy okazji na mniejszą zawartość kofeiny.
Zaś sam smak tak parzonej kawy jest bez porównania w stosunku do ciągle jeszcze popularnej plujki.

Kulturysta naturalny z filiżanką kawy?

No dobrze. Wystarczy tych estetycznych rozważań. Powróćmy do tego co jest kwintesencją tego bloga, a więc kulturystyki naturalnej. Nieraz padało tu przypomnienie, że kulturysta naturalny, w odróżnieniu od swojego kolegi sterydowego, dba przede wszystkim o zdrowie. Nie interesują go postępy kosztem zdrowia. Wręcz odwrotnie. Za postęp uważa poprawę tegoż.
Z tego punktu widzenia musimy spojrzeć na picie kawy. Czy jest szkodliwa? Jak dotąd nie udało się jednoznacznie dowieść, że jest. Nie za bardzo można także udowodnić, że poprawia zdrowie. Zarówno za jednym, jak i za drugim przemawiają pewne fakty, czy nawet badania.

Wpływ diety

Musimy więc przyjąć nieco inny punkt widzenia. Zarzucałem przywołanym na początku badaniom, że nie biorą pod uwagę diety. No właśnie. Połączenie kawy z węglowodanami jest dość niezdrowe. Ten aspekt badań wydaje mi się ważny i trzeba się z nim liczyć. Jednak co z dietami typu low carb? Wszak przy wysokiej podaży białka i tłuszczu, a jednocześnie niskiej węglowodanów, organizm reaguje zupełnie inaczej. To akurat wiem sam po sobie.
Przy większej przewadze tłuszczów (głównie kwasów nasyconych i jednonienasyconych) nad węglowodanami, kortyzol jest mniej groźny, bo organizm wydziela więcej testosteronu. Również traci się mniej minerałów i witamin. To zaś oznacza, że straty w wapniu i magnezie, o które często oskarża się kawę, nie są aż tak groźnie. Oczywiście i tak musimy zadbać o podaż tych minerałów, bo większość z nas ma w diecie za mało magnezu, ale to już inny temat. Mimo to, sama dieta wysokowęglowodanowa jest pod tym względem dużo bardziej niebezpieczna niż nieszczęsna filiżanka kawy.
Natomiast kawa jako taka nasila lipolizę, a więc poprawia metabolizm tłuszczów. To jest jeden z ważniejszych argumentów za tym, by czasem po nią sięgnąć na diecie low carb.

Wytyczne do picia kawy

Spróbujmy wyciągnąć jakieś wnioski z tych sprzecznych informacji. Podstawowy jest prosty. Nie dajmy się zwariować. Największe niebezpieczeństwo polega na popadnięciu w dietetyczny fanatyzm. Ludzi ogarnięci tym stanem bywają męczący dla samych siebie i dla otoczenia. Dbanie o zdrowie nie może przerodzić się w obsesję.
Jeśli ktoś silnie reaguje na kawę, to zgodnie z tym co napisałem wcześniej, powinien jej unikać. To znak, że poważnie zaburza równowagę swojego organizmu. Natomiast dla całej reszty kawa nie stanowi takiego problemu. Dobra kawa i dobrze zaparzona. Dla tych wszystkich, którzy lubią i traktują to jako formę relaksu. Jeśli ktoś nie pije i nie lubi, nie ma powodu, by teraz zmieniał swoje przyzwyczajenia. To bynajmniej nie jest tekst propagandowy na rzecz kawy.
Ilość też powinna być rozsądna. Dla mnie są to zwykle 2-3 filiżanki na dobę. Nie wyobrażam sobie picia więcej. To już przestaje mieć sens. Jeśli ktoś pije więcej, to znaczy, że jednak coś jest nie tak. Znowu, podobnie jak w przypadku alkoholu, kluczem jest umiar.
Umiar oznacza też, że faszerowanie się silnymi dawkami kofeiny w napojach energetycznych czy podobnych wyrobach, nie jest wskazane. Na pewno do zdrowych nie należy. Efekty w postaci tzw. kopa są bardzo wątpliwe. Zaś redukowanie się za pomocą ton kofeiny jest dość niebezpiecznym zabiegiem. Wtedy faktycznie może dojść do nadprodukcji kortyzolu, co bardziej przełoży się na utratę mięśni niż tkanki tłuszczowej.
Jeszcze jedna ważna uwaga z tym związana. Można wypić kawę po śniadaniu, ale kawa nie może śniadania zastąpić! Ani żadnego innego posiłku.
Tak wygląda moje podejście do zagadnienia picia kawy przez kulturystów. Można się ze mną nie zgadzać, ale ja już od dawna nabrałem dystansu do wszelkich zbyt radykalnych opinii. Także tych o kawie.

11 odpowiedzi do artykułu “Czy na pewno prawda o kawie? cz. 3

  1. Tomek221

    w amerykańskim men’s health pisali o badaniu wg którego kofeina dobrze wpływa na jakość treningu ALE nie ta z kawy czy herbaty lecz z kapsułek z kofeiną.

    Nie wiem na ile to jest prawda ale dużo czytam ten magazyn i nie ma tam generalnie rekomendacji żeby używać suplementów także nie podejrzewałbym ich o próbę reklamy kofeiny w kapsułkach. Druga sprawa to to jak wyglądało badanie…. podano tylko wynik (jako zwykłą wzmiankę jako że nie był to artyuł o kofeinie) bez szczegółów.

    z własnych doświadczeń jeżeli naprawdę potrzebuje trochę przebudzenia przed treningiem to wole wziąść kapsułkę. kawa ( z ekspresu ciśnieniowego w moim przypadku) zawsze troche mi ‚ciąży’ na żołądku (pije bez cukru, z odrobiną mleka, a bez mleka jest to samo i tak..)dlatego jeżeli kawa to dla przyjemności smaku:)

    1. stefan

      Witam. Co do MH to ogólnie jestem sceptyczny. To jest pismo pisane pod yupies. Wszystkie artykuły, na jakie się natknąłem, a pochodzące od nich, raczej nie zawierały nic mądrego. Wręcz przeciwnie. Artykułami o treningach wręcz się ośmieszają.
      Zaś co do badań. To niestety. Dziś modne jest przerzucanie się wynikami badań, gdy tymczasem nikt dokładnie nie przygląda się ich metodologii i nie dziwi, że wyniki są tak sprzeczne. Sam mimo wszystko stawiałbym na to, naturalna kawa zawsze będzie zdrowsza niż kofeina w kapsułkach. Pozdrawiam.

  2. SPAW

    „Przy większej przewadze tłuszczów (głównie kwasów nasyconych i jednonienasyconych) nad węglowodanami, kortyzol jest mniej groźny, bo organizm wydziela więcej testosteronu. Również traci się mniej minerałów i witamin. To zaś oznacza, że straty w wapniu i magnezie, o które często oskarża się kawę, nie są aż tak groźnie. Oczywiście i tak musimy zadbać o podaż tych minerałów, bo większość z nas ma w diecie za mało magnezu, ale to już inny temat. Mimo to, sama dieta wysokowęglowodanowa jest pod tym względem dużo bardziej niebezpieczna niż nieszczęsna filiżanka kawy.”

    Nie zgadzam się z tym że dieta wysokowęglowodanowa jest niezdrowa i że powoduje obniżenie poziomu testosteronu. Jeśli chodzi o kortyzol, to akurat węglowodany świetnie go tłumią. Nie rozumiem w jaki sposób dieta wysokowęglowodanowa powodować by miała większe straty minerałów ni kawa. Ograniczając węglowodany ograniczamy także magnez, gdyż jest on często w produktach węglowodanowych.
    Będąc naturalnym kulturystą, po kilkunastu latach doświadczeń z dietą jestem zwolennikiem diety z umiarkowanym spożyciem białka i tłuszczu oraz z dużą lub umiarkowaną podażą węglowodanów.
    Przy okazji pozdrawiam autora tej strony. Sporo ciekawych można się tu dowiedzieć.

    Żebym nie był anonimowy: http://www.sfd.pl/aPAWEL__zero_koksu-t421703-s110.html

  3. rodzyn

    w bardzo prosty sposób, analogicznie przedstawię to na przykładzie jabłka. Mimo, iż dostarcza kalorii to organizm potrzebuje ich więcej na jego strawienie co daje nam ujemny bilans. Jako doświadczony kulturysta powinien wiedzieć o takich sprawach, albowiem podobnie ma sie rzecz z białkiem.

    Teraz jak to wygląda z minerałami i witaminami:

    „Produktami anty-odżywczymi nazywamy żywność, która zamiast dostarczać składników odżywczych wymaga od naszego organizmu dodatkowego wysiłku i powoduje straty cennych substancji. Zatem spożywanie dużych ilości pokarmów anty-odżywczych, takich jak biały ryż czy cukier, może z czasem wywoływać niedobory witamin i minerałów w organizmie. Z kolei braki te prowadzą do wystąpienia takich schorzeń jak szkorbut, choroba beri-beri czy pelagra.”

  4. SPAW

    Cukru, białego ryżu, itp nie jem.

    „w bardzo prosty sposób, analogicznie przedstawię to na przykładzie jabłka. Mimo, iż dostarcza kalorii to organizm potrzebuje ich więcej na jego strawienie co daje nam ujemny bilans. Jako doświadczony kulturysta powinien wiedzieć o takich sprawach, albowiem podobnie ma sie rzecz z białkiem.”

    Wydaje mi się że podobnie jest ze zbożem nieoczyszczonym, jak np ryż brązowy.

  5. rodzyn

    tak, co nie zmienia faktu, iż czym więcej węglowodanów tym więcej witamin i minerałów organizm potrzebuje. Omawiamy natomiast teraz najmniej ważna kwestię, ponieważ na tym blogu dyskredytujemy węglowodany ze względu na podnoszenie insulinoodporności, która w bezpośredni sposób prowadzi do cukrzycy (stąd cukrzycy urasta niemal do epidemii w USA – ma to związek z fast foodami i zawartymi w nich cukrami). Kluczem jest wykorzystać anaboliczne działanie insuliny. Należy dążyć do stanu wysokiej insulinowrażliwości (taki stan jest np. po treningu – stąd niektórym pomagają węglowodany spożywane po treningu w celu budowy mięśni, choć należy pamiętać, iż jest to kwestia indywidualna). Insulinowrażliwość, a tym samym pożądane działanie insuliny mogą też stymulować specjalne substancję, za przykład niech posłuży l-tauryna (stymuluje trzustkę do wydzielania insuliny).
    Mam nadzieję, iż wyjaśniłem wszystko zrozumiale.
    Musisz pamiętać, iż Twoja droga, którą przeszedłeś do „dorobienia się” imponującej sylwetki nie musi się sprawdzać dla wszystkich.
    Wytyczne dietetyczne, które podałeś u innych osób będą miały całkiem odmienne skutki. Wiem, ponieważ kiedyś sam się tak odżywiałem i nie wspominam tego lekko mówiąc dobrze, stąd musze represjonować podobne wypowiedzi abyś nie zmylił innych.

    łącze pozdrowienia!

  6. SPAW

    Chodzi o to, że produkty węglowodanowe, podobnie jak białkowe i tłuszczowe zresztą, powinny być mało przetworzone.
    Jeśli chodzi o podnoszenie insulinooporności, to wydaje mi się że połączenie węgli z białkiem w jednym posiłku nasila ten proces bardziej niż jedzenie węgli osobno, dlatego nie powinno się łączyć w jednym posiłku węglowodanów i białek, może z wyjątkiem posiłku po treningu.

    1. stefan

      Witam SPAW. Dzięki za opinię, nawet jeśli jest krytyczna 🙂 Zajrzałem do Twojego linka. rzeczywiście widać sporo włożonej pracy i w zasadzie jeszcze duży potencjał. Gratuluję wyników.
      Zaś co do istoty sporu, to obawiam się, że i tak go nie rozstrzygnięmy. Zarówno w kręgach sportowych, jak i poza sprawy związane z dietami wzbudzają wiele kontrowersji. Przypuszczam, że tak będzie jeszcze długo. Sam przez wiele lat byłem dość sceptyczny wobec tzw. diet tłuszczowych. Sama nazwa też jest myląca. Podobnie, jak to opisał rodzyn, tym co głównie rosło był brzuch. Od 2-3 lat zacząłem systematycznie zmieniać dietę, stopniowo zastępując większość węglowodanów tłuszczami i przekonałem się, że to się sprawdza o wiele lepiej. Masz rację, że każdy rodzaj żywności powinien być jak najmniej przetworzony. Mimo to uważam, że węglowodany jako jeden z trzech makrosskładników nie powinny dominować w żywieniu. To ile kto czego potrzebuje dokładnie to już sprawa bardziej indywidualna. Tu generalnie dochodzi także masa szczegółów odnośnie źródeł poszczególnych składników ich rodzajów itd.
      Z moich obserwacji wynika, że większość ludzi je za mało białka. Kulturystów to też dotyczy. Prowadzona od lat kampania demonizowania tłuszczów pochodzenia zwierzęcego też najlepiej nie wpływa na zdrowie. Temat jest rozległy, więc tylko pewne sprawy sygnalizuje. O niektórych szerzej piszę w artykułach.
      Jedzenie samych węglowodanów to najprostszy sposób na podwyższenie insulinoodporności, więc zdecydowanie węglowodany tylko z białkiem, a nie odwrotnie.
      Podobne podejście do diety lansował Gioronda, a obecnie Poliquin czy Kreamer. Do tego dochodzi cały nurt paleo z dr Ellisem czy dr Eadsami. Sporo ciekawych rzeczy można przeczytać na nowej debacie, z której rodzyn przytaczał wyżej kilka argumentów.
      Cóż, jak znam życie, to i tak przypuszczam, że każdy pozostanie przy swoim 🙂

  7. SPAW

    Podzielam Twoje zdanie odnośnie tłuszczów nasyconych – są potrzebne i ważne, natomiast nie zgadzam się z tym że potrzebujemy aż tak znowu dużo białka.
    Wydaje mi się że w zapobieganiu insulinooporności ważne są regularny wysiłek, ograniczanie stresu i mało przetworzony pokarm, a ograniczanie węglowodanów nie jest aż tak istotne.
    Co spowoduje większy wrzut insuliny, 50g węgli z brązowego ryżu plus 20g białka z piersi kurczaka czy 70g węgli z brązowego ryżu?

    Podoba mi się że na tej stronie jest dyskusja na poziomie, nie jakieś „Jakie masz wyniki i wymiary że się tak mądrzysz?”.

    1. stefan

      Wyniki i wymiary nie są dla mnie argumentem. Wiem po sobie i niektórych innych osobach, którym trochę doradzałem, że na wyniki ma też wpływ punkt startu i ograniczenia zdrowotne. Czasem nawet finansowe. Dlatego nie zawsze wygląd jest jednoznacznym wyznacznikiem wiedzy czy włożonej pracy.
      Wymienione przez Ciebie czynniki ograniczające insulinoodporność, są jak najbardziej prawdziwe. Choć z tym ograniczaniem stresu zwykle w życiu bywa najgorzej i jest to najtrudniejszy punkt programu.
      Pytanie jest ciekawe i odpowiedź na pewno nie jest prosta. Biorąc sprawę tak po prostu na zasadzie 2+2=4 i wiedząc, że białko też pobudza wyrzut insuliny, to odpowiedź wydaje się oczywista. Tyle tylko, że to jednak nie to samo i nie prosta suma. Ogólnie cały proces metaboliczny przebiega wówczas inaczej. Nieprzypadkowo cukrzyca jako problem społeczny pojawiła się wraz z nadmiarem węglowodanów w diecie. Oczywiście są to głównie węglowodany przetworzone, ale sam wiem po sobie, że dodany do posiłku owoc powoduje, że szybciej jestem znowu głodny.
      Ogólnie przyjął się stereotyp, że każdy ćwiczący powinien jeść 2 gramy białka na kilogram masy ciała. Poliquin pisze o 3-5 co już nawet dla mnie jest przesadą. Nie sądzę, by ta górna granica była do przyjęcia. W tym wypadku chodzi albo o sterydy, albo faktycznie o jakieś genetyczne monstrum.
      Osobiście zauważyłem, że jednak spożycie w okolicach 3 gram w przypadku ciężkich treningów jest konieczne. Tu chodzi zarówno o budowę mięśni, jak i zdrowie kośćca oraz ogólnie poprawę odporności i zdolności regeneracyjnych.
      Zdarzają się osoby, jak Ty, które są w stanie trenować i rosnąć na 1 gramie, ale to raczej zdecydowana mniejszość. Tym niemniej proponowana przeze mnie ilość jest pewnym punktem wyjściowym. Potem liczy się obserwacja swojego organizmu. Jeśli mi 10 największych autorytetów napisze, że jest tak a tak, a u mnie się to nie sprawdzi, to będę robił po swojemu. Co nie znaczy, że oni nie będą mieli racji w odniesieniu do większości.
      Z racji bałaganu panującego we wszelkich badaniach naukowych i swoistych modach panujących w nauce, staram się wszystko powoli sprawdzać i optymalizować pod siebie. Przejrzałem kilka Twoich wypowiedzi na sfd i widzę, że podchodzisz do tego na zasadzie krytycznego myślenia i wyciągania niezależnych wniosków. Myślę, że to jest w tym najważniejsze. To też próbuję tu promować, żeby ludzie nie trzymali się na siłę gotowych diet czy planów treningowych, ale starali się szukać optimum dla siebie.