Niewesołe myśli o zdrowiu i kulturystyce

Męczące myśli

Męczą mnie ostatnio pewne myśli i ostatecznie uznałem, że najlepszym sposobem będzie podzielić się nimi publicznie. Nie mam pojęcie, czy wyjdzie z tego składny artykuł, ale uważam, że sprawa jest warta opisania. Może nawet kilka rzeczy powtórzę po raz kolejny, ale i tak trzeba to zrobić.

Pod innym kątem

Jak się tak przyjrzeć treningowi na siłowni, to jest on ciągle traktowany przez wielu ludzi, jako swoiste wynaturzenie lub przynajmniej trochę dziwne hobby. Nic w tym dziwnego. Jeśli patrzy się na kulturystykę pod kątem skoksowanych zawodowców, albo ich młodszych kolegów w dresach, zjawisko nie wydaje się pozytywne. Bardzo daleko odeszliśmy od kulturystyki opisywanej u nas przed laty przez Zakrzewskiego, a na Zachodzie przez Girondę. Spójrzmy jednak na sprawę z całkiem innej perspektywy.
Co my właściwie robimy? Czy ważny jest obwód ramienia? Jasne, nie ma co temu zaprzeczać. Czy istotna jest duża masa mięśniowa i siła? Oczywiście, tego chcemy. Takie były moje motywy na początku, wiele lat temu. Dziś są również ważne, ale w międzyczasie odkryłem sporo faktów, które całkiem zmieniają optykę.
Pisałem już sporo o wadach postawy i o rehabilitacji. Dla starych mistrzów były to problemy abstrakcyjne. Im wystarczyły te cele, które podałem wyżej. Dochodziła jeszcze ewentualnie symetria. Z nami wszystko jest inaczej. Ostatnio co rozmowa, to słyszę o bólu kręgosłupa, o dokuczających kolanach itd. By było jasne, nie rozmawiam tylko z ludźmi w podeszłym wieku. Co ciekawsze nie są to osoby trenujące na siłowni. I tu dochodzimy do sedna. Ileż to kotów powieszono na przysiadach, że takie szkodliwe dla kolan, a martwy ciąg dla kręgosłupa… No jasne, jeśli są robione źle, jeśli ciężar determinuje technikę, wszystko może się skończyć katastrofalnie.
Wróćmy jednak do tych niećwiczących. Sugeruję im zwykle, by spróbowali zrobić poprawny przysiad. Oczywiście bez obciążenia. Co się okazuje? Nikt nie jest w stanie. Bardzo często po zejściu poniżej 45 stopni w udach już następuje załamanie sylwetki. Gdy zaś ludzie się schylają widać wielkiego drapieżnego kota na plecach.
To wszystko nie jest bynajmniej tylko związane z siłą nóg, choć często oznacza słaby rdzeń. Przez trzy miesiące uczyłem pewną osobę przysiadu nim wyglądało to składnie. Była to osoba z dobrą kondycją, która wykańczała wszystkich znajomych w górach. Ciężary na suwnicy też nie były takie małe. Może nie mam wielkiego doświadczenia w pracy z ludźmi, ale i tak sporo podobnych przykładów mógłbym mnożyć.
Do czego zmierzam. Tu w pierwszym rzędzie nie chodzi o jakieś fanaberie. By na przykład być wielkim pakerem. Tu chodzi o zabezpieczenie swojego zdrowia. Jeszcze jeden przykład. Człowiek pracujący fizycznie zaczął odczuwać ból w kręgosłupie. W pracy musiał przenosić czasem po kilkanaście czasem kilkadziesiąt kilo. Nie trenował, ale na zdrowie wcześniej nie narzekał. Ból stał się dokuczliwy, więc ruszył do lekarza. Ten przepisał Ketonal. I tak się ciągnęło. Po kilku latach kręgosłup był zrujnowany i już niewiele dało się zrobić. Potem przyplątała się przepuklina.
Gdy ma się dwadzieścia lat lub mniej na pierwszym miejscu stoi wielka masa mięśniowa i imponujący wygląd. Bierzemy pasy i robimy przysiady, by dźwignąć jak najwięcej. Potem przychodzą problemy. Teraz mając lat dużo więcej patrzę na to inaczej. Są rzeczy, o których się nie myśli mając lat dwadzieścia, ale przekraczając trzydziestkę lub czterdziestkę nagle zaczynamy rozumieć, jak łatwo zdrowie stracić. Człowiek chciałby się cieszyć sprawnością, dobrym apetytem, dobrym seksem jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Jeśli wcześniej narobił zbyt dużo głupstw to może to być trudne lub wręcz niemożliwe.
Widzę, jak piękna młoda dziewczyna przykuca w szpilkach, by coś podnieść. Nie przysiada lecz kuca. Tak się nauczyła, być może na lekcjach wychowania fizycznego. Strach pomyśleć co będzie z jej kolanami za dziesięć lat. Piękno przemija, zdrowie przemija, ale od nas zależy czy przeminie szybko. Najgorsze jest to, że nawet gdy pojawiają się pierwsze symptomy, nikt nic z tym nie robi.
W wolnym czasie zobaczcie sobie jakiś film antropologiczny o życiu Indian z Amazonii lub innych ludów pierwotnych. To co mnie uderza, to praca w przysiadzie. Goleń jest prosty, korpus prosty, a pośladki przy ziemi. Nie siedzą, lecz znajdują się w w dolnej fazie przysiadu. Potrafią tak wytrzymać wiele godzin dłubiąc sobie coś czy rozmawiając. Dla europejczyka to niemożliwość, a tymczasem tam nawet staruszkowie nie narzekają na kolana czy kręgosłup. Zresztą oni w życiu też podnoszą całkiem niezłe ciężary z przysiadu.

Leczenie i rehabilitacja

Bardzo cenię doświadczenie i wiedzę Pumy. Na dzień dobry wyrzuca większość do lekarza i do rehabilitanta. W teorii ma sporo racji. Jednak moje bogate doświadczenie pokazuje mi, że naprawdę trudno znaleźć dobrych fachowców. Tyle się ciągle pisze i mówi o chorej służbie zdrowia, o braku pieniędzy. Nikt nie zauważa, że chora przede wszystkim jest mentalność samych lekarzy. Ich wywyższanie się, ich niechęć do słuchania pacjenta, który wszak zna swoje ciało najlepiej, wreszcie nierzadko brak kultury osobistej. Przykładów z życia swojego i znajomych mógłbym podawać wiele. Lepiej jednak nie.
Tak bardzo lekarze lubią podkreślać swoją wiedzę, gdy tymczasem nieraz przyłapywałem ich na poważnych lukach lub wręcz błędnych przekonaniach. Zresztą wiedza to jeszcze nie kompetencja. Kompetencja to dopasowanie wiedzy i działań do konkretnych potrzeb pacjenta, a nie dopasowanie „przypadku chorobowego” do definicji z książki.
Rehabilitacja jest potrzebna, ale widziałem też nieraz jak źle prowadzoną rehabilitacją zniszczono komuś stawy. Nie zamierzam zniechęcać Was do korzystania z usług lekarzy czy rehabilitantów. Trzeba tej pomocy szukać, a nieraz wręcz ją wymuszać. Pytanie jak ustrzec się przed niekompetencją? Przyznam, że nie wiem. Być może należałoby założyć bazę dobrych ortopedów i rehabilitantów? Problem jest złożony. Tu tylko go sygnalizuję.

Po co to wszystko?

Jaki sens ma to całe moje marudzenie na blogu o kulturystyce? Ma i to duże. To co zrobimy ze swoim ciałem, sposób w jaki będziemy nad nim pracować może sprawić, że w wieku lat sześćdziesięciu będzie się wyglądało jak młody bóg lub też po trzydziestce oczekiwać będziemy na wózek inwalidzki. Gdy strzeli kręgosłup nikt nie będzie już pytał ile wyciskałeś.
W takim ujęciu trening kulturystyczny to już nie fanaberia czy estetyka. To narzędzie umożliwiające poprawę swojego życia i przedłużenie go. U mnie samego sporo się zmieniło. Kiedyś czytałem przede wszystkim o treningach kulturystycznych, dziś skupiam się na traumatologii i rehabilitacji, choć metody kulturystyczne nadal są ważne.

I jeszcze raz ta nieszczęsna dieta

Wszyscy dziś piszą o diecie. Koncepcji jest mnóstwo. Napiszę teraz coś niepopularnego. Ponad dwadzieścia lat temu dieta nie była aż tak potrzebna. Jadło się naturalne rzeczy. Solidny obiad w domu napędzał masę mięśniową. Micha kartofli, kawał mięcha i surówka. To była norma. Potem się zaczął napływ świństw do sklepów. Coraz większe cuda, coraz mniej przypominające jedzenie. Wszystko odtłuszczone, przetworzone…. No i pojawiła się banda dietetyków mądrali. Jedz jogurcik – taki dobry plastikowy. O ile dobrze pamiętam to przykładowo smak truskawki uzyskuje się z wiórów drewnianych. Soja pchana jest do wszystkiego i jeszcze ośmiela się nam wmawiać, że jest zdrowa. Na czym się dziś tuczy zwierzęta i czym spryskuje warzywa, strach myśleć.
Więc teraz na skutek braku ruchu mamy wady postawy, a dzięki takiej diecie rozwalony profil hormonalny, mnóstwo alergii i innych chorób. I znowu, dieta kulturystyczna to już nie fanaberia, to wymóg zdrowotny. To jedyna szansa na to, że za pięć lat nie będzie się impotentem. Oczywiście rozsądna dieta, a nie bzdury z kolorowej prasy dla kulturystów.
Dziś każdy towar trzeba 10 razy obejrzeć i 5 razy powąchać a i tak nie mamy żadnych gwarancji. Zaburzenia hormonalne, jakie wywołuje takie jedzenie to także częsta przyczyna problemów z przyrostem masy.

Tak na koniec

Nie chcę twierdzić, że kulturystyka naturalna to jedyny sposób na ratowanie i zachowanie zdrowia. Pewnie, że nie. Jednak być może najsensowniejszy. Gdy Twoi rodzice lub partnerka marudzą, że chodzisz na siłownię i wybrzydzasz z jedzeniem, daj im na dobry początek do przeczytania ten artykuł.
Tak więc myślę sobie, że nie jest najważniejsze by dźwigać dużo. Najważniejsze to dźwigać zdrowo i długo.

4 odpowiedzi do artykułu “Niewesołe myśli o zdrowiu i kulturystyce

  1. Mateusz

    Podobają mi się Stefan tematy, problemy i zagadnienia dotyczące tak naprawdę nie tylko kulturystów amatorów, ale również i obejmumjące całe społeczeństwo. Masz rację – wiele ludzi nie jest w stanie zrobić poprawnego ruchu w Przysiadzie, czy podczas schylania. Na dzisiejszym w-fie mamy kucnięcia, nie przysiady co prowadzi do poważnych schorzeń w kolanach u młodych osób. Schylamy się na codzień kompletnie nie prawidłowo – robiąc koci grzbiet i wykonując ruch kolanami a nie biodrami. Wygląda to wszystko katastrofalnie! Dlatego też firmy farmaceutyczne tak dobrze prosperują i jest to nie wątpliwie najsilniejszy rynek w tym momencie pod względem napędzanych obrotów. Mało któremu z lekarzy przychodzi do głowy, że problem bólu w odcinku krzyżowym, bądź lędźwiowym kręgosłupa jest spowodowany nieprawidłową postawą na codzień, brakiem ruchu, przykurczem itd. Łatwiej i szybciej przecież wypisać Naproxen czy Ketonal. Tak kilka słów ode mnie. Pozdrawiam i świetnie poczytać ludzi piszących prosto, nie owijając w bawełnę. Kolejny świetny artykuł Stefan.

    1. stefan

      Wiesz, mnie najbardziej szokuje postawa nauczycieli WF-u. zastanawiam się, czy problem leży w programie AWF, czy tylko w samych absolwentach tej instytucji. Czytałem kilka artykułów, których autorzy podpisywali się „mgr WF” i treść była szokująca. Oni naprawdę nie rozróżniają przysiadu i kucania. Zresztą moje doświadczenia pokazują coś podobnego, choć do szkoły chodziłem dawno więc nie wiem. Może coś się zmieniło na lepsze? Chyba jednak nie.
      Znałem tylko jednego dobrego nauczyciela WF. Co ciekawe w okresie naszej znajomości to właśnie on nakłaniał mnie do treningów na siłowni, sugerując korzyści zdrowotne! Sam wtedy wielką chęcią do tego nie pałałem, ale gdy po 2 latach wreszcie zacząłem ćwiczyć dał mi 5 na koniec roku, nie za wybitne osiągnięcia itp., ale właśnie za to, że zdecydowałem się zadbać w ten sposób o swoje zdrowie. Tylko ilu takich nauczycieli można znaleźć?
      O kwalifikacjach trenerów fitness tym bardziej nie ma się co rozwodzić. I tak ludzie, którzy powinni przeciwdziałać tej społecznej pladze jeszcze sami ją pogłębiają. Pozdrawiam.