Rzecz o dipsach cz. 4

Testy siły i nasze możliwości

Opisany w poprzedniej części problem na pewno występuje znacznie częściej, niż ten, o którym będzie mowa dzisiaj. Przyczyna jest prosta. Znacznie więcej procentowo w społeczeństwie jest ludzi mających dużo mniej siły niż powinni aniżeli tych, którzy mają tej siły w nadmiarze. Co właściwie miałoby znaczyć, że ma się siły w nadmiarze? Jaka powinna być ta przeciętna siła? Jeśli przeciętna osoba z ulicy ma problem ze zrobieniem poprawnego przysiadu, podciągnięciem się czy dipsem. Powstało wiele różnych testów o mniejszej lub większej wiarygodności. Nie możemy zapominać, że różne proporcje kostne będą takie testy zafałszowywały. Ze względu na budowę jedne ćwiczenia mogą wychodzić nam lepiej, a inne trochę gorzej.
Kiedyś w dzieciństwie więcej się biegało czy wspinało na drzewa, co kształtowało określone zdolności motoryczne. Dziś robi się to, ale tylko na monitorze. Dlatego większość musi na siłowni zaczynać ze znacznie niższego pułapu niż wcześniejsze pokolenia.
Jeśli dobrze pamiętam, to według Poliquin atleta mogący uważać się za silnego powinien podwieszać w dipsach dwukrotny ciężar swojego ciała. To oznacza, że należałoby unieść w tym ruchu trzykrotną wagę swojego ciała. Dla pań jest nieco bardziej łaskawy w tej kwestii. Brzmi pięknie, ale…

Kłopoty z obciążeniem

Pierwsza wątpliwość, jaka się nasuwa będzie związana z tym prostym wyznacznikiem – czy można realnie porównywać wyniki zawodowców z amatorami? Czy można trenując amatorsko dojść do takich wyników? Różnic chyba nie muszę nikomu wyjaśniać!
Na takie pytania nie ma łatwej odpowiedzi. Mogę stwierdzić, że wprawdzie jest to możliwe, ale jednak nie dla każdego. To oznacza, że nie każdy z nas dojdzie do wyników na tyle imponujących. Przy czym to co można osiągnąć naturalnie będzie i tak na tyle dobre, że nie warto próbować forsować granic fizycznej wydolności za pomocą farmakologii.
Kłopot jednak nie polega na tym, czy dojdziemy do takiego wyniku czy nie. Jak dojdziemy to potem będziemy się martwić co dalej. W zasadzie nasuwa się tutaj anegdota z zupełnie innej dziedziny, a mianowicie z życia kontemplacyjnego. Otóż ksiądz spowiednik zapytany przez zakonnicę, co ma dalej robić, gdy już weszła na siódmy poziom kontemplacji, odpowiada: „To po coś tam wlazła, jak nie wiesz?”. No właśnie!
Wraz ze wzrostem możliwości siłowych powinna też wzrastać nasz wiedza o anatomii, jak i pomysłowość. Na czym najczęściej polega problem amatora przy większych obciążeniach? Ano na braku sprzętu czy odpowiedniego obciążenia. Nie każdy ma dostęp do racka czy do partnera treningowego, a najlepiej dwóch. Takich, którzy zawsze będę, gdy są potrzebni.
Już z tej racji trudno nam rywalizować z zawodowcami. No bo wyobraźcie sobie prostą sytuację. Ważysz 90kg. Masz sobie teraz sam podwiesić 180kg, doturlać się do poręczy, wpakować do góry i robić dipsy. Już sam fakt podwieszania takiego ciężaru może okazać się w praktyce niemal nierealny. Póki doczepiamy kilka czy kilkanaście kilogramów, nie ma większego problemu. Przy kilkudziesięciu już nie jest tak dobrze. Zaś mając miedzy nogami powyżej 100kg… Hm, niezależnie od skojarzeń, jakie się Wam teraz nasuną – sprawa jest skomplikowana.

Trzeba sobie jakoś radzić!

Zapewne dla większości Czytelników opisywane problemy wydawać się mogą czymś bardzo odległym i na razie nierealnym. Przyznaję uczciwe, że dla mnie również. Biorąc pod uwagę własne ograniczenia zdrowotne, pewnie takie już zostaną. jednak część z Was prędzej czy później dojdzie do tego (czego wszystkim życzę), że kłopot stanie się jak najbardziej realny.
Ćwiczysz w domu? Gdy już nawet uda Ci się podpiąć tyle ile ważysz, to kto Ci w razie czego pomoże? Żona czy dziewczyna? Może teściowa? Wszystko jak wiadomo będzie zależało od tego jakim ciężarem dysponujemy. W każdym razie na pewnym etapie trzeba podejść do tego inaczej.
Na początku proste rozwiązanie to wersja Girondy ukierunkowana na klatkę. Tu już szybko okaże się, że znowu będziemy musieli zaczynać bez obciążenia. Zresztą w tej wersji dość trudno jest cokolwiek dowieszać. To już bardziej ćwiczenie techniczne niż siłowe.
Prosta logika nakazuje nam również, by w podobnych sytuacjach uciec się do wstępnego zmęczenia mięśni jakimś wyciskaniem. Już na pewnym etapie zaawansowania, zwłaszcza, gdy brak nam dobrej asekuracji, będzie normalne, że w większości ćwiczeń zmieni się kolejność. Będziemy najpierw robić jakieś ćwiczenie dla zmęczenia mięśni, a dopiero potem ćwiczenie złote już z mniejszym obciążeniem. Dotyczy to rzecz jasna stricte kulturystyki, a nie trójboju czy innych dyscyplin.
Na tym etapie nie musi nam już tak bardzo zależeć na budowaniu siły, więc pomoże także prosty zabieg polegający na skracaniu przerw między seriami. Skoro siła już jest, teraz można skupić się na wytrzymałości siłowej, jak również na poprawie detalu sylwetki. To oznacza, że wykraczmy na tory wytyczone przez Vince’a Girondę. To akurat nie powinno nikogo dziwić.
Pozostają jeszcze wszelkie możliwe kombinacje, jak budowanie serii łączonych, spowalnianie fazy negatywnej i wiele innych, które na tym etapie powinna nam podpowiadać nasz kreatywność wsparta wiedzą i doświadczeniem.

Rozrastający się pomysł

Miałem napisać artykuł tylko na temat podstaw wykonywania pompek na poręczach. Później uznałem, że trzeba napisać też o pewnych wskazówkach dla osób, które nie potrafią zrobić ani jednej takiej pompki. Zaś to podsunęło myśl, że warto też wspomnieć o tych, którzy są już na takim etapie zaawansowania, że zaczynają mieć problemy z nadmiernym ciężarem, jaki trzeba dowieszać. I tak powstał nieco rozbudowany cykl.
Mimo tego nie opisałem dokładnie poszczególnych odmian zaawansowanych dipsów. Tym zajmę się przy innej okazji, a na razie chyba wystarczy…

49 odpowiedzi do artykułu “Rzecz o dipsach cz. 4

  1. Marek

    Dwukrotny ciężar ciała? Dawno nikt mnie tak nie zdołował, biorąc pod uwagę moje skromne 19kg 🙂
    Cóż, mam nadzieję, że niedługo sam zacznę mieć takie problemy. 🙂

    1. stefan

      Spokojnie. Wyniki podopiecznych Poliquina to już najwyższa półka możliwości. Nie ma się co dołować. Masz szansę za czas jakiś dojść do dowieszania ciężaru swojego ciała, a to już i tak będzie wynik bardzo dobry. 19kg? To rozejrzyj się wokół siebie. Ilu ludzi zdoła z tym Twoim obciążeniem zrobić dipsy? Pozdrawiam.

  2. Marek

    Hmm, w sumie racja. Zwłaszcza, że te 19kg to nie wynik maksymalny, tylko ostatnia seria rampy. Tak czy siak, zmotywowałeś mnie tym artykułem do ćwiczenia.
    Pozdrawiam

    1. stefan

      Kiedyś mnie to wszystko dołowało. Zwłaszcza, że mam jeszcze bardziej pod górkę. Ostatecznie to się liczy, że dziś podniosłem więcej niż tydzień temu i prawdopodobnie za tydzień podniosę znowu trochę więcej. Choćby zrobię o to jedno powtórzenie więcej. Małe kroki, a można daleko zajść. Potem inni się dziwią. Mało kto rozumie ile naprawdę pracy trzeba w to włożyć i co jeszcze ważniejsze ile mieć cierpliwości dla samego siebie. Motywacja zawsze się przyda 🙂

  3. Reda777

    Ze Stefanowych pism:
    „Motywacja nie ma nic wspólnego z emocjonalnymi uniesieniami.
    Jest jasno sprecyzowanym stanem woli.”
    I to chyba jest esencja treningu siłowego. Dwukrotny, trzykrotny ciężar ciała? Fajnie, czemu nie, jednakże konsekwencja w myśi – zawsze 100% (czasami 99% 😉 ) realizacja planu treningu z pełnym zaangażowaniem, z koncentracją na byciu tu i teraz (a nie, że dzsiaj to lightowo, ale za rok to będe cisnął, że hoho), świadomość techniki i sprzężenie chęci z realizacją tu i teraz, w tym momencie- to jest (wg mnie) najważniejsze. A jeśli kiedyś bedę w dipsach cisnął dwa czy trzy tiry 😉 to miło, ale na treningu zawsze jestem tu i teraz i czasami (zależy, jak wiemy, od 100 spraw to przecież) wyciśnięcie tyle ile tydzień temu będzie wyczynem a czasami pobicie (jednorazowe) rekordu lub jego wyrównanie znaczyć będzie nie tak wiele. Dla mnie najważniejsza jest umieiętność permanentnej, nieobalalnej motywacji (jeśli trzeba wstać o 5 rano żeby zrobić treningu aby później nie zamulać wymówkami, że się nie dało) do realizacji planu treningu. Osobiście nigdy nie odpuściłem treningu (nawet wtedy gdy trenowałem jak głupek, za dużo, wiedząc naprawdę mało). Ta konsekwencja (czyli umiejętność dawania z siebie wszystkiego co najlepsze -‚best effort’ w zaplanowanym na to momencie) DO KOŃCA ŻYCIA jest dla mnie ważniejsza nić policzalny ciężar dopinany do pasa. 😀
    Pozdrawiam!

    1. stefan

      Właśnie o to chodzi. Konsekwencja i cierpliwość. Te wszystkie diety na dwa tygodnie, sposoby jak w miesiąc mieć kaloryfer na brzuchu i inne takie, to są marketingowe bzdury dla ludzi, którzy tak naprawdę nigdy nic nie osiągnął. Ile lat trzeba poświęcić, by być dobrym fachowcem w jakiekolwiek dziedzinie? Tego się nie robi w miesiąc, czy nawet rok.
      Starzy mistrzowie w wieku lat siedemdziesięciu bili niekiedy swoje życiowe rekordy. Wyglądali na czterdzieści, a formę mieli lepszą niż dwudziestolatek. Dziś zawodowcy po sterydach, ci co szybko i dużo – w wieku lat trzydziestu wygadają na sześćdziesiąt a zdrowie mają zrujnowane, jak osiemdziesięciolatek po Auschwitz. To mają być wzorce do naśladowania?
      Też na początku trenowałem bardzo głupio, nieraz ćwiczyłem według błędnych zaleceń, ale najwięcej straciłem przez te kilka lat, w których się zniechęciłem, bo wydawało mi się, że to już nie ma sensu, że nic nie osiągnę. Szkoda mi tego czasu. Bardzo szkoda!
      Teraz wiem, że nie ma cudów. Moje ograniczenia sprawiają, że tylko małymi krokami, ale z drugiej strony, jak będę miał te siedemdziesiąt to moi rówieśnicy będą ledwo zipieć, a być może ja wtedy będę u szczytu formy 🙂

  4. Reda777

    Wg mnie czasu nie ma co żałować. Jest misja zapisana gdzieś w gwiazdach (m.in Aleister Crowley wiedział o tym dobrze) i wszystko dzieje się wtedy kiedy dziać się ma. Nie ma przeszłośći i przyszłości, wszystko skupia sie i równocześnie wynika z TEGO TERAŻNIEJSZEGO MOMENTU. Dlatego wydaje mi się, że mówienie o ‚czasie utraconym’ jest tylko ‚nieco egotycznym’ 😉 wyrazem świadomości naszej teraźniejszej egzystencji. Tych planów/światów jest dużo więcej, i dlatego np. moja kontuzja rotatora i treningu które do niej doprowadziły, miała sens, nie były końcem [choc pojawiały się i takie myśli], ale początkiem, który sprowadził mnie tutaj. I co ciekawe – stało się to w najwłaściwszym momencie.
    Osobiście nie czuję, abym w życiu zmarnował chociaż sekundę. Nie mam jakichś wielkich misji do realizacji, ani osiągnięć, ale jestem spokojny, że to co ‚trzeba’ zrobić, uda się pięknie kiedy ja-świat-logos- będę tego potrzebował a potem polecę (DMT wydzielane przez szysznkę w momencie śmierci to najwyższe BOOM dla świadomości!) -tak jak egipscy faraonowie- na Syriusza i dostane kolejną perspektywę i misję. Akceptuję to i nigdzie się nie spieszę.
    A teraz powoli zmierzam do wanny 😀 Chlup! Pozdrawiam!

    1. stefan

      Jak na mój gust za dużo ezoteryki 🙂
      Aleister Crowley – ciekawe masz inspiracje 🙂 Byle nam przez to nie zamknęli bloga 🙂
      Mimo wszystko wiem, że mogłem w życiu czas wykorzystać lepiej. Pewnie, że nie warto się nad tym teraz rozczulać, ale fakt pozostaje faktem. Świadomość popełnionych błędów też jest ważna, bo daje szansę, że nie będzie się ich powielało. Tylko wtedy będzie się robiło nowe 🙂
      Pisze o czasie, bo rzecz w tym, że jak się ma 20 lat to wydaje się, że czasu jest dużo. Potem nagle okazuje się, że o wiele mniej niż nam się zdawało. No i to najważniejsze. Żeby mieć tego czasu dużo trzeba o zdrowie i formę zadbać jak najwcześniej. Pozdrawiam.

  5. Reda777

    Wg mnie czasu jest dokładnie tyle lie go trzeba 😀
    Błąd = Szansa. To tylko (aż!) kwestia leksykologii.
    Oczywiście powyższe zdanie nie dotyczy techniki w treningu siłowym! 😉
    Crowley to fascynująca postać i nie niesie ze sobą zagrożenia. Elity władające światem działają zgodnie z jego myślą więc, w tym wypadku, są raczej po naszej stronie. 😀

  6. Tomek221

    troche nie na temat,

    ale właśnie kończą się mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów. Oglądając kategorie do 77kg czy do 85kg odnosi się wrażenie że Ci ludzie to urodzeni naturalni kulturyści. Idealne niemal sylwetki, minimalny bf, a przy tym niesamowita siła. Może warto by spróbować ćwiczeń tego pokroju? Co o tym sądzisz Stefan? Może nie od razu rwania i podrzutu ale można by rozbić te boje na bardziej podstawowe ruchy. Kiedyś pisałeś o high pull’u, A co sądzisz o innych ćwiczeniach wykonwanych w wersji dynamicznej np: deadlift+shrug, czy power clean, czy push press ale jeszcze z zejsciem na ugięte nogi(push jerk)? po obejrzeniu takich zawodów osobiście nie moge przejsć ogojętny wobec ich sposobów treningów:)

    1. stefan

      Tak od końca. Jerk to zupełnie inne ćwiczenie, bo robisz nożyce i wyskok, natomiast w push pressie też ugina się nogi, ale pracują homolateralnie.
      Natomiast przechodząc do istoty problemu. Oczywiście, że można w ten sposób ćwiczyć. Albo cały czas, albo przeplatając poszczególne mezocykle. Tyle tylko, że to nie jest metoda dla każdego i nie każdemu bym takie ćwiczenia polecił. Staram się operować na dużym spectrum i pokazywać różne podejścia w zależności od potrzeb, celów, ale też możliwości.
      Im większe wady postawy, im mniej pobudliwy układ nerwowy, tym miej będą wskazane takie ćwiczenia.
      Bierz też pod uwagę, że tacy zawodnicy „na sucho” nie jadą i ich wygląd to nie tylko rezultat treningów. Pamiętasz, jak to było na ostatniej olimpiadzie? Tam to co prezentowali Chińczycy można wyjaśnić już tylko w jeden sposób – doping genetyczny. To już jest fakt. Pozdrawiam.

  7. hwd

    Kurcze przez to ze nie ogladam tv jakos mi umknęły takie zawody a lubie popatrzec. Co do ich sylwetki – sterydy to jedno a geny to drugie. Zauwazcie ze są tez tacy co nie wyglądaja nawet za specjalnie jakby cokolwiek trenowali.

    A ode mnie jeszcze jedno nie na temat. Najprostsze rzeczy człowiekowi najpozniej do głowy przychodzą. Od dluzszego czasu nie moglem poprawic nawet o kilogram siły w przedramieniu i stalem tym samym z martwym. Dzisiaj przyszła magnezja i na treningu konczylem serie 20kg wiecej niz normalnie… Ciesze sie bo problem z mocą uscisku narazie całkowicie zniknął dzieki tej magnezji i moge skupic sie na katowaniu pleców/nog. Szkoda tylko, ze wpadlem na tak banalny pomysł po kilku (kilkunastu?) dlugich miesiacach.

    1. stefan

      Lepiej późno niż wcale 🙂 Powiem Ci, że ja czasem po latach wpadam na jakieś banalne rozwiązanie i się dziwie, że wcześniej mi to do głowy nie przyszło. Podobno im coś prostsze tym trudniej to wymyślić 🙂
      Geny genami. tylko ostatnio nadużywa się strasznie tego stwierdzenia. Jak coś komuś nie wychodzi to zwala na geny. Jasne. Jak masz te miliony chińskich dzieci, robisz selekcję – to jest z czego wybierać. Potem katujesz te tysiące wybranych i część wysiada, zostają setki. Kolejny poziom trudności, zostają dziesiątki. Tym się wypycha mega dawki koksu, albo inne cuda. Nie zapominajmy, że w tej chwili w Chinach medycyna rozwija się gwałtownie, komórki macierzyste itd.
      Ostatecznie tą drogą zawsze wyłoni się medalistów. To, że przy okazji zrujnowało się tysiakom zdrowie i dzieciństwo? Kto się z tym liczy, gdy można pokazać, że jest się polityczną potęgą? Ten sam schemat obowiązywał z ZSRR, a dziś na Zachodzie wszyscy się zachwycają dorobkiem Bloku Wschodniego. O pływaczkach z NRD już nawet nie warto wspominać. Niejedna dziś nie wiem, z tych co jeszcze żyją, czy jest facetem czy kobietą. Pozdrawiam.

  8. zielony

    Stefan, jak jest z ta pobudliwoscia ukladu nerwowego? Jak ktos ma malo pobudliwy uklad nerwowy, to jak to wyglada? jak cwiczy i jakie sa efekty tego, w porownaniu do osoby z duza pobudliwoscia ukladu nerwowego.

    1. stefan

      Zielony – popatrz na dziennik Rodzyna, widać, że układ nerwowy jest w stanie wygenerować w krótkim czasie duże napięcie. To pozwala robić znaczne postępy siłowe. Trening na 2-3 powtórzenia w serii i siła idzie w górę. Natomiast, gdy ktoś ma raczej słabsze przewodzenie to taki trening jedynie go wykończy a nic mu nie da. Im gorsze przewodzenie tym potrzebny jest większy zakres i z czasem też objętość, bo taki OUN rozkręca się wolniej.
      Im też słabsze przewodzenie tym z czasem potrzeba więcej ćwiczeń izolowanych dodać i perfekcyjnie pracować nad mind-muscle.
      Dziwne wskazówki. Trzeba posprawdzać, jakie wyniki dają treningi na niskich i na wysokich zakresach. Po drugie zwykle przedramię jest dobrym wyznacznikiem. Jeśli bez problemu i bez dodatkowy ćwiczeń jest duże i szybko rośnie, to jesteś osobą z wydajnym OUN, jak jest raczej małe i nie nadąża za dużymi grupami mięśni, prawdopodobnie masz gorsze przewodzenie. Pozdrawiam.

  9. Marek

    Ja się spotkałem ostatnio z taką teorią, że wyznacznikiem w tym względzie jest reakcja organizmu zaraz po ciężkim ćwiczeniu. Chodziło konkretnie o ćwiczenia złożone takie jak przysiady czy MC. Autor pisał, że jeżeli po wykonaniu takiego ćwiczenia, czuje się przypływ energii (określił to jako „uczucie mocy”), to znaczy, że nastąpiła dobra reakcja hormonalna organizmu i że to ćwiczenie w tej formie jest dla nas odpowiednie.
    Ja zauważyłem, że często właśnie po przysiadach i MC, mam takie przyjemne uczucie, jakbym mógł podnieść wszystko. Na ogół łączy się to z silną pompą i trwa stosunkowo długo. Tzn. pompa w porywach parę godzin, ale to uczucie nieraz cały dzień. Co o tym sądzisz?
    pozdrawiam

    1. stefan

      Wprawdzie poszczególne „elementy” są w organizmie połączone, ale mimo wszystko – hormony hormonami, a przewodnictwo nerwowe przewodnictwem nerwowym. Od kiedy zaczęto w kulturystyce interesować się hormonami, powstała masa różnych podwórkowych teorii. Wg niektórych najlepiej jak po treningu wymiotujesz, bo to świadczy o wysokim poziomie testosteronu. W rzeczywistości świadczy o nadmiernym przemęczeniu organizmu. Wielu powołuje się przy tym na Arnolda i wiaderko, które miał pod ręką na siłowni. Arnold miaił niesamowite predyspozycje, ale jego metodyka treningowa… Szlify jego sylwetce nadał nie kto inny, jak Gironda.
      Od razu też widać, że te dwie teorie stoją ze sobą w sprzeczności. Nie mają nic wspólnego z realiami, a jeszcze mniej z OUN czy CUN. Pierwsze, jak i drugie może uzyskać każdy i niezależnie od wydolności układu nerwowego. Wystarczy albo poćwiczyć z pewnym zapasem energii, albo też zajechać się prawie na śmierć.
      Pompa zaś zależy od dwóch czynników, od wywoływania silnego ukrwienia lokalnego oraz od żywienia. Jak mięsień jest przegłodzony to będziesz miał wielką pompę, która szybko spadnie. Jeśli jest w miarę dobrze odżywiony to pompa będzie mniejsza, ale utrzyma się dłużej. Pozdrawiam.

  10. Reda

    ‚Od kiedy zaczęto w kulturystyce interesować się hormonami, powstała masa różnych podwórkowych teorii. Wg niektórych najlepiej jak po treningu wymiotujesz, bo to świadczy o wysokim poziomie testosteronu. W rzeczywistości świadczy o nadmiernym przemęczeniu organizmu. Wielu powołuje się przy tym na Arnolda i wiaderko, które miał pod ręką na siłowni. ‚

    Ciekawa metoda 😀
    A przy okazji naszego Gubernatora, republikanina, masona (bo nie da się, chyba nigdzie, takiej kariery politycznej zrobić bez akceptacji cyrklowców) co Stefan myślisz o lekkim używaniu thc w celu hmm… wyluzowania CUN oraz towarzysko-rekreacyjnym? Pytam, bo w „Pumping Iron’ jest tam taki klasyczny obrazek Arniego z talerzykiem z dwoma udkami kurczaczymi w jednej dłoni i wesołym jamajskim zawodnikiem w drugiej. Domyślam się, że to miało mu pomóc w wywołaniu łaknienia (a potem chlup do wiaderka 😉

    1. stefan

      Co jakiś czas wraca dyskusja na temat tzw. miękkich narkotyków. Niby mają być nieszkodliwe itd. Niestety tak nie jest. Substancje toksyczne pozostają w organizmie nawet na kilkanaście lat. Pojawiają się problemy z pamięcią. W Wikipedii napisano, ze długotrwałe stosowanie THC może takie problemy wywoływać. Łagodnie powiedziane. W okresie szalonej młodości miałem mały epizod z trawą. Po kilku jointach (wypalonych w okresie kilku dni) wszedłem do ubikacji i nagle pustka w głowie. Zapomniałem po co tu przyszedłem. Takie są realia.
      Można trenować i czasami wypić coś mocniejszego. Ćwiczenie i stosowanie miękkich narkotyków nawet tylko okazjonalnie mija się z celem. Wcale nie trzeba używać tego długo czy dużo.
      Poprawia apetyt? Tylko na początku. Wtedy zwykle można pożreć przysłowiowego konia z kopytami. Potem zwykle całkiem przestaje się jeść. Poprawia nastrój? To samo. Tylko na początku. Później mogą się pojawić stany depresyjne. Więc marny efekt. Pozdrawiam.

  11. Andrz.

    Witam, czy mógłbyś podać z jakiego artykułu Poliquina pochodzi ta informacja o doczepianiu 2krotności wagi ciała w dipsach? Osobiscie wydaje mi się to absurdalne i nie możliwe nawet dla zawodowców na najwyższym poziomie.
    Próbowałem odnaleźć i trafiłem na coś takiego „[…]Use 185 percent of bodyweight for 6 reps – what this means is your bodyweight plus 85 percent tied to it[…]” na stronie CP. To już brzmi realistycznie, widywałem filmiki gdzie ok 100kg zawodnicy robili dipsy z ciężarem 80-90kg na kilka powt. Wiadomo, że na „jedynkę” podniesie się wiecej ale co by nie było to i tak nie wyjdzie dwukrotność.

    Poza tym bardzo się cieszę, że prowadzisz tego bloga, naprawdę ścisły top odwiedzanych przeze mnie stron o tej tematyce. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy 🙂

    1. stefan

      No właśnie też nie jestem pewny tej informacji i dlatego użyłem trybu przypuszczającego. Tak jest, gdy się coś czyta a po wielu miesiącach próbuje to znaleźć. Być może faktycznie przesadziłem i chodziło o niższą wartość. Zastanawiałem się czy nie miała to być dwukrotna wartość w sensie ciężar ciała plus raz tyle dowieszone. Być może tak.
      Jako, że pojawiły się już komentarze na ten temat, to nie będę poprawiał tekstu. Nie zostanie, a to tu taj potraktujmy jako sprostowanie 🙂 Pozdrawiam.

  12. Marek

    Jeśli chodzi o narkotyki, to polecam lekturę blogu Jurka Vetulaniego, a także jego dwóch ostatnich książek (tytuły można znaleźć na blogu).
    http://vetulani.wordpress.com/
    W telegraficznym skrócie Vetulani uważa, że nie należy popadać w histerię i, że część tzw. miękkich narkotyków powinna zostać zalegalizowana. Skoro legalne są nikotyna, która wywołuje ciężkie choroby i alkohol, którego skutki społeczne są opłakane (zniszczone rodziny, tysiące zabitych na drogach i jeszcze długo by można wymieniać), to czemu nielegalna ma być marihuana? Zwłaszcza, że dilerzy dodają do niej różnych „dodatków”.
    Nie chcę tu promować marihuany, ale wydaje mi się, że można spojrzeć na problem nieco bardziej obiektywnie. 🙂
    Pozdrawiam

  13. Marek

    Dla jasności. Zgadzam się w pełni z tym, że nie można łączyć marihuany z treningiem. Tylko trzeba się zastanowić z czego to wynika? Już wypalenie jednego jointa sprawia, że wpada się w całkiem silny stan upojenia. To trochę tak jakby wypić raz na jakiś czas nie jeden kieliszek wódki, o który pewnie Ci chodziło, tylko od razu pół litra. Też zaszkodzi. Tak samo z nikotyną. Jeden papieros na tydzień, wiele złego nie zrobi. Ale już jedna paczka może mocno namieszać.
    Ja sam stronię od wszelkich narkotyków i jedynym z jakim bardzo okazjonalnie mam kontakt jest alkohol. A i to bardziej ze względów społecznych. Nie trzeba brać kokainy czy heroiny, żeby zrujnować sobie życie. Można to bardzo skutecznie zrobić uzależniając się od marihuany, czy alkoholu.

    1. stefan

      Jasne, nie zamierzam zwalczać czegoś tam fanatycznie. Zawsze wszystko ma przynajmniej dwie strony. Tylko tyle, że zwolennicy legalizacji miękkich narkotyków nie podają całej prawdy, tego co napisałem powyżej. Nie opieram się na czyichś danych tylko niestety na własnych doświadczeniach.
      Alkohol wywołuje szereg niekorzystnych społecznie zjawisk?. Ok. Tylko czy naprawdę? Niewielka ilość alkoholu działa prozdrowotnie, czego nie można powiedzieć ani o nikotynie ani o miękkich narkotykach. Problemem nie jest alkohol, lecz ludzka niedojrzałość.
      Stawianie tych substancji koło siebie na tej samej zasadzie jest zwodnicze. Wypijesz kieliszek wódki raz czy dwa na tydzień, uzyskasz poprawę funkcji układu nerwowego. Zaś każdy joint, to jakaś tam strata, może i niewielka, w wymiarze uszkodzenia sieci neuronów.
      O tej różnicy między niewielką a dużą ilością alkoholu można sobie poczytać choćby u Frankena.
      Reasumując, powoływanie się na to, że alkohol jest legalny jest nadużyciem w tym wypadku. Jasne, że pozostaje jeszcze sprawa, jak daleko państwo ma interweniować w wolność obywateli, czyli ja sobie mogę psuć zdrowie, a wam nic do tego. Tylko, że tego do końca nigdy nie uda się całkiem zadowalająco rozstrzygnąć. Pozdrawiam.

  14. Marek

    Vetulani pisze akurat o tym bardzo obiektywnie. W swoich książkach podaje zarówno pozytywne jak i negatywne strony. Zaś co do szkodliwości alkoholu mam wyrobione zdanie. Jasne, że w niewielkich ilościach działa pozytywnie. Ale takie samo działanie ma np. amfetamina, która kiedyś była bardzo skutecznym lekarstwem przypisywanym w stanach przemęczenia organizmu. Podawana doustnie w tabletkach, wolniej się wchłaniała i nie wykazywała działania uzależniającego. Później została zdelegalizowana i pojawiła się na czarnym rynku. Podawana poprzez drogi oddechowe, albo co gorsza dożylnie. W tej postaci okazała się niszcząca dla człowieka.
    Powiedzmy sobie szczerze, większość pijących nie grzeszy szczególnym umiarem. Nie chodzi tu nawet o kwestie uzależnienia. Jednorazowe pijaństwo i kilka osób ginie na drodze. Zniszczone rodziny też pozostają faktem. Tu mogę się nawet „pochwalić” własnym doświadczeniem. Alkohol zniszczył moje relacje z siostrą, chociaż jej się wydaje, że wszystko jest w porządku. W końcu cóż to takiego pięć piwek dziennie i winko co drugi dzień? Poza tym alkohol wzmaga zachowania agresywne. To też ma przełożenie na ilość przestępstw i wypadków. Na tym tle marihuana wypada dosyć blado. Rzeczywiście ma negatywne działanie długofalowe, ale przynajmniej nikt przez nią nie ginie. Po THC człowiek się uspokaja, więc nawet jeśli siądzie za kierownicę, to spowoduje raczej stłuczkę, a nie poważny wypadek. Tu moim zdaniem przebiega największa granica. Biorąc marihuanę szkodzę tylko sobie, ewentualnie bliskim, którzy tracą ze mną kontakt. Pijąc mogę zaszkodzić zupełnie postronnym osobom.
    Pozdrawiam

    1. stefan

      Też wiem, jakie szkody może wyrządzić alkohol. Też mam pewnie doświadczenia rodzinne i nie tylko w tym zakresie. Więc Cię rozumiem, ale i tak mam na to nieco inne spojrzenie. Większość nie grzeszy umiarem? Tylko pytanie, jaki procent społeczeństwa to ludzie dojrzali? Ilu kiedykolwiek próbowało pracować nad sobą? Zobiektywizować swoje emocje? Ta agresja nie jest spowodowana samym alkoholem, a tylko tym, że alkohol likwiduje pewne hamulce i wychodzi na zewnątrz to co i tak w człowieku siedzi. Człowiek mający uporządkowane wnętrze nigdy nie będzie się awanturował nawet po większej dawce.
      By było jasne, wcale nie popieram pijaństwa czy upijania się. W granicach rozsądku, czyli małe ilości i tylko tego będę bronił 🙂
      THC nie szkodzi w wymiarze społecznym? Widziałem wielu ludzi, którzy wyczyniali równie szkodliwe rzeczy, jak ci po alkoholu. To mit, który można podtrzymywać dopóki palenie trawy nie jest u nas powszechne. Uważasz, że po marihuanie nie można spowodować tak samo wypadku, jak po alkoholu? Pozdrawiam.

  15. Marek

    Ale zwróć uwagę, że dzisiaj raczej ciężko o czystą marihuanę. Dodaje się różne świństwa, które potęgują i zmieniają działanie. A co do szkodliwości społecznej, to z moich obserwacji wynika, że ludzie po joincie, są na ogół lekko uśpieni i kochają wszystko, co ich otacza. Nie twierdzę, że zawsze ale w swoim czasie miałem z tym sporo do czynienia, chociaż sam nigdy nie paliłem. Pozostaje co prawda kwestia tego, co się dzieje po odstawieniu. Nie twierdzę też, że nie można spowodować wypadku. Po prostu wydaje mi się, że po alkoholu o niego łatwiej. Można być bardzo opanowanym ale i tak po pijanemu świat wydaje się prostszy. Łatwiej wtedy przyspieszyć samochodem itd. Po marihuanie działa to wprawdzie podobnie, ale z drugiej strony samo siedzenie na kanapie wydaje się wtedy tak piękne, że po co robić coś innego? Jeszcze inna sprawa, że jedno drugiemu nieraz towarzyszy.
    Podsumowując, nie chcę bronić marihuany. Po prostu wydaje mi się, że alkohol jest gorszy. I nie mówię o zdrowiu, bo wtedy okazałoby się, że jednym z najgorszych narkotyków jest ratyfikowany cukier. 🙂
    Tak nawiasem mówiąc tak samo jak Ty uważam, że mogę bezpiecznie napić się nieco alkoholu. Łatwo mi to opanować i wiem, że mi nie zaszkodzi. Marihuany nie ruszam, bo widzę moich znajomych, którzy bez niej nie potrafią zasnąć, nie mówiąc o innych skutkach.
    Trochę to wyszło jakbym z jednej strony bronił marihuany, a z drugiej przyznawał jej szkodliwość. Cóż, to drugie jest oczywiste. A w pierwszym przypadku chodziło mi wyłącznie o to co widzę za oknem.
    Pozdrawiam

  16. Piotr

    Zacznijmy od tego, że nie ma takich substancji psychoaktywnych (poza bardzo ciężkodostepnym PCP), które opłacałoby się dodawać do marihuany, bo są od niej droższe w takiej samej dawce. Nie zmienia to jednak faktu, że nagminne palenie zielska nierzadko niesie za sobą bardzo przykre konsekwencje. Szczerze denerwuje mnie panujące powszechnie wśród młodzież przekonanie o nieszkoliwośći tej używki, propaganda w stylu sadzić palić zalegalizować, subkultura pseudorastafarianów którzy po kilku latach palenia dziwnym zbiegiem okoliczności popadają w problemy których nie potrafią rozwiazać albo oszukują sami siebie że nie istnieją.
    Pozdrawiam

    1. stefan

      Dyskusje można prowadzić długo, a i tak do niczego nie dojdziemy. Reda ma rację, że to kwestia głupoty i takie porównania nie mają do końca sensu. Zwróć też uwagę, że kiedy pisałem o swoich doświadczeniach z trawą to miałem na myśli czasy z przed ponad dwudziestu lat. I wtedy to na pewno był „czysty towar”. Mimo to uważam, że mała dawka alkoholu jest lepsza niż mała dawka marihuany. Tyle, że możemy to ciągnąć w nieskończoność 🙂
      Ogólnie chyba się zgadzamy, że człowiek rozsądny nie będzie doprowadzał się do stanu, w którym już zupełnie nie kontroluje swoich zachowań. W taki czy inny sposób. Pozdrawiam.

  17. Reda

    Mnie się wydaje, że wypadki powoduje zawsze czyjaś głupota i brak łączenia podstawowych faktów z których składa się rzeczywistość. A czy źródłem braku myślenia jest miłość, thc, alkohol czy brak koncentracji to winny jest człowiek a nie substancja. I nie ma co robić tabelek ze szkodliwością, bo najbardziej szkodliwa jest głupota. 😀

  18. Marek

    To ciekawe, bo wiem z pewnego źródła, że badania składu marihuany przejętej kiedyś przez policję wykazały, że marihuana bynajmniej nie była jedynym składnikiem. A co do mitu o nieszkodliwości, to taki sam krąży o alkoholu. Wszystkim się wydaje, że mogą pić, bo ich problemy nie dotyczą. A prawda jest taka, że jak ktoś pije codziennie, to już jest w stanie uzależnienia i alkohol wpływa na jego życie. Zazwyczaj negatywnie. Moim zdaniem zakazywanie sprzedaży takich substancji jak marihuana prowadzi tylko do tego, że trafiają na czarny rynek i pozostają tam poza jakąkolwiek kontrolą. Ani podatków z tego nie ma, ani składu nie można być pewnym…
    Jeszcze ciekawiej jest z nikotyną. Jeszcze 30 lat temu palenie było wręcz modne. Gdyby nikotynę zdelegalizowano, wszyscy i tak by palili, tylko że po cichu. Tymczasem nastąpiła na przestrzeni lat swoista „deakceptacja” palących. W efekcie dzisiaj o wiele mniej ludzi pali niż kiedyś.
    Reda, zwróć uwagę, że używki napędzają głupotę. Ja na przykład specjalnie często głupich rzeczy nie robię. Ale raz jak się upiłem, załatwiłem sobie poważną kontuzję kolana. Inna sprawa, że upiłem się przypadkiem. 🙂

  19. Marek

    To była raczej dyskusja o społeczeństwie, a to rzeczywiście można ciągnąć w nieskończoność. Z punktu widzenia zdrowia, zgadzam się z Tobą w 100%.
    Pozdrawiam

  20. Piotr

    Mit o czystości toawru wynika z tego, że kiedyś Marihuana miała mniej % THC i innych kanabinoidów przez co była zwyczajnie słabsza psychoaktywnie. Zbyt pochopnie wyciągnięto więc wniosek, że to dlatego, że teraz trawa jest chemizowana.

    „To ciekawe, bo wiem z pewnego źródła, że badania składu marihuany przejętej kiedyś przez policję wykazały, że marihuana bynajmniej nie była jedynym składnikiem”

    Jasne, że dilerzy dodają różne świństwa do towaru ale bynajmniej nie po to żeby wzmocnić działanie tylko zwiększyć wage co przekłada się bezpośrednio na zysk. Piasek, przeróżne roztwory, nawet coca-cola się zdarzała.
    Pozdrawiam

  21. Marek

    Pożyczyłem znajomemu książkę, w której miałem na ten temat bardziej szczegółowe informacje. Jak ją odzyskam, to napiszę, czego tam dodawano. O ile pamiętam chodziło m.in. o metaamfetaminę. Rzecz w tym, że dodatki są nie tylko po to, żeby zwiększyć wagę towaru, ale też po to, żeby bardziej uzależniał.
    Pozdrawiam

    1. stefan

      Możesz napisać, tyle, że to juz jest takie sobie teoretyzowanie, które niczemu nie służy. Ta dyskusja miałby sens, gdybyśmy zakładali, że palenie marihuany może jakoś pomóc w treningu lub przynajmniej jest dla niego obojętne. Skoro niezależnie od drobnych różnic poglądów zgadzamy się wszyscy, że nie tylko nie pomaga, ale wprost szkodzi, to cała dyskusja staje się tylko i wyłącznie akademicka. Zawsze możemy się czegoś dowiedzieć czy nauczyć 🙂 Byle tego nie ciągnąć w nieskończoność. Pozdrawiam.

  22. Marek

    Dobra, w takim razie zakończmy rzeczywiście ten temat. To co wiem i tak w lwiej części pochodzi z książek Vetulaniego, więc każdy może sam do nich zajrzeć. 🙂
    Pozdrawiam

  23. Piotr

    Marek: w przypadku marihuany popyt jest tak wielki, że dodawanie dodatkowych substancji uzależniających mija się z celem. Swoją drogą nie trudno byłoby to wtedy zauwazyć bo część proszku zostawała by na dnie samarek w których zazwyczaj dilerzy sprzedają narkotyk.
    Pozdrawiam

    1. stefan

      Nie oglądałem do końca, szkoda czasu. Robienie masy pleców bez ciężkich wioseł i podciągnięć? No, cóż jak ktoś się podciągnąć nie potrafi 🙂 Duża masa zasłania wary postawy i brak mobilności łopatek, co nie znaczy, że ich nie ma. Pozdrawiam.

  24. Piotr

    Stefan, jak to jest, że dzięki takim metodom mogą się rozwijać a kulturystom naturalnym takie treningi przysniosłyby niewiele pożytku?

    1. stefan

      W tym wypadku odpowiedź jest chyba oczywista 🙂 Nie chcę tylko zostać źle zrozumianym, a nie mam ochoty pisać pewnych rzeczy wprost, by potem ktoś mnie nie pozywał, że rzucam oskarżenia bez dowodów.
      Różnie można się rozwijać, zależy co kto przez rozwój rozumie. Tylko po co mi waga 100kg, jeśli moja sprawność jest porównywalna do osoby niećwiczącej. Czemu tak? No bo podstawą musi być lepsze funkcjonowania, najpierw zdolność przeniesienia-podniesienia swojego ciała, potem cała reszta. 100kg i brak podciągania? Być może panowie jeszcze mogą się podciągnąć, ale dłużej na takim planie i już raczej stanie się to niemożliwe.
      Pewnie różnice w diecie też widać. Lepiej cały rok wyglądać dobrze, czy okresowo tak jak oni?
      Bynajmniej w kulturystyce naturalnej nie masa jest najważniejsza, ale poprawa zdrowia i poprawa wszystkich funkcji motorycznych. Weźcie jeszcze jedno pod uwagę, te maszyny to przecież również marketing 🙂

  25. Piotr

    Dalej nie bardzo właśnie rozumiem dlaczego tylko na koksie można rosnąc trenując takimi metodami

  26. Marek

    Stefan pewnie odpowie Ci lepiej ode mnie, ale wydaje mi się, że ma to najzwyczajniej w świecie związek z hormonami. Ciężkie ćwiczenia złożone dają ogromny bodziec do wzrostu. Wydzielany jest m.in. testosteron i hormon wzrostu. Maszyny tego nie dają. Dlatego ktoś kto się nie podciąga, a zamiast przysiadów robi prostowanie nóg na maszynie będzie potrzebował koksu żeby rosnąć.
    Pozdrawiam

  27. Piotr

    Czy niepowinni mieć w takim razie jeszcze lepszych wyników przy włączeniu ciężkich ćwiczeń złożonych?

  28. Marek

    To już mnie trochę przerasta. 🙂
    Domniemuję, że może na przykład chodzić po pierwsze o wady postawy (dobra postawa, to warunek prawidłowego rozwoju masy mięśniowej, przynajmniej bez sterydów), a po drugie o coś tak prozaicznego jak brak siły. Koksiarze często mimo dużej masy mają relatywnie niewielką siłę, więc może jeden z drugim po prostu nie umie się podciągnąć. Tak czy siak lepiej poczekajmy na Stefana. 🙂

    1. stefan

      Tak, jak pisałem nie chcę tutaj przesądzać na temat koksu, bo póki nie ma pewności nie wolno nikogo bezpośrednio oskarżać. Jak wygląda współczesny sport na wyższym szczeblu każdy rozsądny człowiek wie. Skoro jednak zostałem wywołany do tablice to pozwolę sobie na dłuższy wywód 🙂
      Mamy obecnie modę na tzw. sporty sylwetkowe, czyli fitness i kulturystykę. Co się wyczynia w klubach fitness to aż strach pisać – totalnie na przekór wszelkiej anatomii i zdrowiu. Na siłowniach trudno znaleźć porządnego racka, za to maszyny są na każdy najmniejszy mięsień. pewnie niedługo zaczną produkować takie na prostowniki palca 🙂
      W tym wszystkim problemem wbrew pozorom nie są sterydy. Ludzie po sterydy sięgają dlatego, że panuje bałagan w metodologii treningowej i dietetycy. Każdy wie o szkodliwości tych środków. Temat jest wałkowany nagminnie. No i co? Utarło się już, że solidnej masy bez sterydów nie da się zbudować. Znam przypadki delikwentów, którzy jeszcze nawet nie zaczęli ćwiczyć a już szukali prochów.
      Gdyby młody facet miał możliwość dorzucenia sobie kilkunastu kilo czystej masy mięśniowej w kilka miesięcy to potrzebowałby farmakologii? warunek jest jeden – dobre prowadzenie. Ile takich trenerów znajdziecie, którzy będą w stanie tak chłopaka poprowadzić?
      To jest ten etap początkowy. Wiadomo, że z czasem przyrosty będą wolniejsze, a przyjdzie też czas, że nic nie będzie rosło. Tylko, że to kolejne przekłamanie. Wystarczy podejść kreatywnie do planu, wprowadzić specjalizacje i znowu mięśnie rosną. Tak można naprawdę długo.
      Co jest ważne? Odpowiednia relacja ćwiczeń podstawowych do wszelkiej maści izolacji. Bierzesz już ogromne ciężary w przysiadach? Boisz się o kręgosłup? Brakuje asekuracji, czy zabrakło ciężarów na siłowni? Możesz wprowadzić wersję Girondy, albo najpierw zmęczyć nogi na suwnicy. Ważne, żeby z tych ćwiczeń nie rezygnować. W przeciwnym wypadku poszczególne mięśnie będą wielkie i silne, ale nie będą działały jako całość dobrze i dochodzi do niepełnosprawności wtórnej. Ważysz 120kg i znajdujesz się w płonącym budynku, musisz się podciągnąć a nie potrafisz. Po co w takim razie było hodować tyle mięśni?
      Teraz dochodzimy do sedna. Ćwiczenia złote angażują największą ilość jednostek motorycznych, dają największą odpowiedź hormonalną. Na nich się rośnie w pierwszym rzędzie. Izolacje dają większe napięcie lokalne. Stąd wyniki badań, z których wynika, że rozpiętki są bardziej wydajne niż wyciskanie sztangi. Jak do tego doszli? Na podstawie wykresów EMG. Tak, rozpiętki dają większe napięcie lokalne w mięśniach klatki piersiowej niż wyciskanie czy nawet dipsy. Tu pojawia się niestety błąd. Bo nigdy na rozpiętkach klatka tak nie urośnie jak na dipsach? Paradoks? Odpowiedź jest prosta. Nie brano pod uwagę innych elementów, jak właśnie hormony czy dość złożone zjawisko wzajemnego pobudzania się poszczególnych mięśni – to jednak osobny temat na kiedy indziej.
      Nie oznacza to, że napięcie lokalne nic na nie daje. W przypadku opornej grupy mięśniowej możemy to zjawisko wykorzystać w izolacjach. Zawsze jednak jako dodatek, uzupełnienie ciężkich ćwiczeń.
      Maszyny widziane na filmie nie tylko nie dają tego co mogłyby dać ćwiczenia złote, ale nawet nie mają zalet w postaci napięcia lokalnego, choć u ćwiczącego mogą wywołać taką iluzję. Zobaczcie te ruchy w przód i w tył całego korpusu.
      Wcześniej pisałem o aspekcie marketingowym. Moda na maszyny jest napędzana przez producentów sprzętu. Ile kosztuje sztanga, a ile taka maszyna? O biedy sztangę możesz sobie sam wytoczyć na tokarce i będzie Ci służyła przez 20 lat, albo i dłużej.
      Maszyna odpowiada gustom „fotelowy”. Mniej męczące będzie pomachanie sobie na maszynie niż ciężkie wiosła czy podniesienie swojego cielska do góry na drążku. Widzimy wielkich facetów na maszynie, więc pewnie to działa. Tymczasem to zwykła reklama!
      Potem mamy pajaców okrzykniętych trenerami, którzy twierdzą, że przysiady i martwe ciągi to nie są ćwiczenia dla początkujących. Jak nie zrobisz przysiadu ważąc 60kg, to pakując nogi na maszynach dojdziesz do 100kg i tym bardziej nie zrobisz przysiadu, czyli tak naprawdę sprawność wcale nie wzrosła, ale spadła. Chyba nie o to nam chodzi?
      Pytanie Piotra o to, czy nie powinni mieć lepszych wyników, gdyby włączyli złote ćwiczenia jest ciekawe. Otóż powinni. Dlaczego ich nie robią? Czołówka amerykańskich kulturystów mimo wszystko robi i dochodzą do makabrycznych rezultatów. Czemu nie wszyscy? Nie wiem. Kwestia przyzwyczajenia, błędnych przekonań? Jeśli ktoś źle zaczął, czyli bez tych ćwiczeń na początku, to im więcej masy tym trudniej mu będzie z podstawowymi ruchami – tak jak wcześniej pisałem.
      Zamiast usuwać błędne nawyki i wady postawy tylko je utrwalają. Rozwój poszczególnych mięśni, ale brak ich prawidłowego współdziałania. Pozdrawiam.

  29. zielony

    Stefan – jak ktos ma dobre przeworzenie ukladu nerwowego i bedzie robil wiecej powtorzen w serii to nic mu to nie da, czy tez bedzie dobrze reagowal?
    Jeszcze inne pytanie, jak podciagam sie szybko w gore w dol wolno – okolo 4 sek. Czasami ktos dluzsze negatywy robi, to jak oddech ma robic? normalnie jak w dol to wdech a w gore wydech, przy dlugim negatywnym, taki dlugi wdech robic ?

    1. stefan

      Zielony – Jak ktoś robi dłuższe serie to oczywiście, że mu coś da tyle, że zwykle dużo mniej niż gdyby robił krótkie i bardziej ciężkie. Zwykle też na większych zakresach szybciej dopadnie go znużenie i stagnacja. To również przełoży się na pogorszenie się wyników.
      Jeśli jest długa faza negatywna to trzeba na niej normalnie oddychać. Trudno sobie wyobrazić zatrzymanie oddechu na 30 sekund przy opuszczaniu na drążku – taką formę proponuje Poliquin u okresowo daje niesamowite efekty, ale nie możne się wiązać z za trzymaniem oddechu! Pozdrawiam.