Psychologia sportu w kulturystyce cz. 2

Czym jest, a czym nie jest prawdziwa motywacja

Nim pójdziemy dalej zastanówmy się chwilę na sprawą motywacji. Motywacja nie ma nic wspólnego z emocjonalnymi uniesieniami. Jest jasno sprecyzowanym stanem woli. Pisałem już, że sztuczne wywoływanie u siebie takich uniesień jest wyrazem niedojrzałości. Teraz jeszcze raz to podkreślam. Huśtawki emocjonalne są właściwe dla dzieci lub osób niezrównoważonych psychicznie. Człowiek w miarę dojrzały im nie podlega. Nie znaczy to, że nie przeżywa różnych stanów emocjonalnych. Każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze dni. Czasem wystarczy zła pogoda, by nie miało się ochoty ruszać z łóżka.
Osoba dojrzała wie jednak, że świat nie kręci się wokół jej subiektywnych odczuć. Do pracy trzeba iść dziennie. To nie podlega chceniu albo niechceniu. Podobnie jak wszystkie inne obowiązki. Bywa, że trudno je wykonywać, ale zrobić swoje trzeba.
Nie inaczej jest z treningiem. Tu nie ma sensu tworzenie jakichś wydumanych teorii, czy odurzenie się muzyką. Jeśli chcesz mieć lepszą sylwetkę, więcej masy mięśniowej, to nawet, gdy cały świat wydaje Ci się paskudny, życie okropne, a Ty sam nic nie wart, będziesz potrafił się pozbierać i poczłapać na trening. Daję słowo, że po treningu poczujesz się znacznie lepiej.
Motywacja wynika z dalekosiężnego wykalkulowanego celu, a nie z chwilowych uniesień emocjonalnych. Prawdziwego faceta cechują nie tyle wielkie bicepsy, co zdolność do systematycznego i wytrwałego dążenia do celu. By było jasne – prawdziwą kobietę też!

O koncentracji

Teraz możemy zająć się problemem koncentracji. Niby rzecz prosta, a dla wielu niemal nieosiągalna. Gironda twierdził, że właśnie to odróżnia mistrzów od całej reszty. Im lepiej opanujesz tę zdolność, tym możesz liczyć na większe postępy.
Dobra koncentracja oznacza całkowite zgranie intelektu, psychiki i ciała. Specyficzny stan, którego w zasadzie nie da się opisać. Kto go doświadczył będzie wiedział o co chodzi. Kto nie miał tyle szczęścia i tak z opisu żadnych korzyści nie wyniesie. W tym stanie przestaje się liczyć ciężar i niejako staje się on częścią nas lub my jego częścią. Idealnie skoordynowana maszyna i bardzo płynne ruchy. Tylko nieliczni od razu łapią o co chodzi większość musi się tego długo uczyć, choć po prawdzie większość nigdy się nie uczy.
Byłbym hipokrytą, gdybym zapewniał Was, że każda moja seria jest wykonywana z maksymalną koncentracją. Tak nie jest. Chciałbym, by tak było, ale nie zawsze się to udaje. Natomiast stan najwyższego skupienia to już niemal rzadkość. Jednak to co zauważyłem to fakt, że w takim stanie można podnieść znacznie więcej niż normalnie.

Koncentracja nie zawsze wygląda tak samo. Wizualizacja

Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że koncentracja nie zawsze znaczy dokładnie to samo. Jej rodzaj zależy od ćwiczenia i od naszej konstrukcji psychicznej. Bardzo często znajdziecie u Girondy polecenia związane z wizualizacją w czasie robienia serii. To on rozpropagował tę technikę, choć dziś większość kojarzy ją z Arnoldem.
Jeśli źle to zalecenie zrozumiemy może zrobić sobie poważną krzywdę. Wizualizacją zawsze dotyczy konkretnego mięśnia, który docelowo atakujemy w danym ćwiczeniu. To zaś oznacza, że można ją stosować tylko w ćwiczeniach izolowanych. Nie w dużych złożonych ruchach. Tam, gdzie angażujemy większość mięśni szkieletowych, a więc w przysiadach, ciągach, dipsach podciąganiach i innych, nie wolno skupiać się na jednym mięśniu. Faworyzowanie jakiegokolwiek pojedynczego mięśnia grozi kontuzją. Koncentrujemy się więc na ogólnej pracy całego ciała, a nie na poszczególnych partiach.
Wiemy już kiedy można robić wizualizację. Angażuje się w nią wyobraźnie i stara maksymalnie obrazować sobie w głowie, jak pracuje dany mięsień i jak rośnie. Jednak nie uważam, by każdemu służyła wizualizacja. Niektórym może wręcz przeszkadzać. Jeśli takie wyobrażenia nie przychodzą nam łatwo, lepiej po prostu wczuć się w pracę atakowanego mięśnia bez dodatkowego obrazowania.
Niektórzy trenerzy zalecają naklejanie tasiemek przed ćwiczeniem na wybrane miejsca, by lepiej wczuwać się w ich pracę i poprawić tzw. mind-muscle, czyli połączenie mózg-mięsień. Z doświadczenia wiem, że większość osób ma z tym poważne problemy, więc warto skorzystać z tej metody. Oczywiście też tylko w ćwiczeniach izolowanych.

4 odpowiedzi do artykułu “Psychologia sportu w kulturystyce cz. 2

  1. Rafal

    Witam, nie wiedziałem, że to czego dokonuję w zasie ćwiczeń ma swoją konkretną nazwę. Niemniej z powyższej listy uwag na temat koncentracji można korzystać nie tylko w czasie ćwiczeń kulturystycznych. Pozdrawiam wszystkich czytelników

    1. stefan

      Tak, zgadza się. Opisane sposoby niekoniecznie muszą dotyczyć kulturystyki, czy nawet w szerszym ujęciu sportu. Również mogą pomagać w pracy intelektualnej lub być częścią tego co dziś już uważa się za dość niemodne – pracy nad sobą, czyli własnymi emocjami. Technik jest o wiele więcej, ale też panuje w tym zakresie spory bałagan i dużo jest teorii pseudonaukowych, jak choćby cały bełkot związany z NLP, czy brukową „psychologią sukcesu”. Kiedyś takie banialuki wpychano ludziom za oceanem, dziś robi się to u nas. Nie brak też trenerów, którzy wprowadzają pewne rzeczy całkowicie stawiając je na głowie, bo tak naprawdę brak im przygotowania z zakresu psychologii. Ktoś może być dobrym specjalistą w zakresie techniki ćwiczeń i anatomii, ale to jeszcze nie znaczy, że rozumie inne aspekty ludzkiej natury. Pozdrawiam.

  2. Ruteq

    Co to znaczy: brukowa „psychologia sukcesu”? „Sekret”, Napoleon Hill, Brian Tracy, Joseph Murphy..? Pytam bo chciałbym kupić sobie jakąś książkę z tej dziedziny. Thanks in advance.

    1. stefan

      Napiszę Ci tak. Interesuje Cię psychologia zainwestuj w porządne amerykańskie podręczniki akademickie. Prosty język, sensowny wykład treści. To jako fundament. Franken, Cialdini itd. U Bompy zdaje się można znaleźć podstawy psychologii w sporcie.
      Sekret? Nawiedzony bełkot nic więcej. Nie wytrzymałem nawet 10 minut. Hill jest jeszcze do zniesienia, ale to wszystko i tak nie jest niczym innym jak marketingowym podkładem dla naiwnych. Na tym buduje się większość piramid finansowych. To nie jest nauka tylko sekciarstwo. Bez systematycznej pracy, często wieloletniej, nad sobą – niczego nie ma. Nie ma drogi na skróty. Większość ludzi niczego nie osiąga nie dlatego, że nie zna jakichś tam sekretów, ale dlatego, że tak naprawdę żyje z dnia na dzień i nic nie robi. Nie uczy się, nie weryfikuje swoich poglądów i wiedzy. Więc później taki bełkot robi na nich wrażenie. Zarabiają na tym też ci co piszą takie książki i organizują warsztaty. Nikt więcej. Pozdrawiam.