Pompki na jednej ręce, przysiad na jednej nodze – rewelacje Pawła Tastsouline cz. 3

Przysiad na jednej nodze

Kto ćwiczy w domu i sztangi nie posiada może uznać, że znowu kolejny dobry pomysł podsuwa mu Pavel Tastsouline. Czy rzeczywiście? Co się dzieje w czasie przysiadu na jednej nodze? Do pewnego momentu jesteśmy w stanie zachować postawę techniczną. Niestety w dolnej fazie kręgosłup nagle krzywi się całkowicie niezgodnie ze swoimi naturalnymi krzywiznami. Robienie czegoś takiego na dłuższą metę musi się źle skończyć dla kręgosłupa. To jak jesteś silny nie ma tu nic do rzeczy. Ludzi organizm nie ma szans wykonać bezpiecznie tego ćwiczenia. To wbrew pozorom nie to samo co pompka na jednej ręce. Tam mimo wszystko masz trzy punkty podparcia. Tu tylko jeden. Do czegoś takiego natura nas nie przystosowała.
No dobrze. Może spróbować inaczej? Robić płytsze przysiady na jednej nodze? Wtedy wprawdzie uratujemy kręgosłup, ale zniszczymy kolana. Należy pamiętać o współpracy prostowników i zginaczy kończyn. O odpowiednim balansie siły między czworogłowymi a dwugłowymi. Ten balans zapewnia kolanom bezpieczeństwo. Płytkie przysiady niszczą kolana!
Są jeszcze możliwe inne kombinacje. Można próbować na podwyższeniu z jedną nogą luźno zwieszoną, zamiast wystawioną w przód. To do pewnego stopnia zmniejsza ryzyko, ale go całkowicie nie eliminuje. Z jednej strony nasz kręgosłup i stawy mogą znieść wielkie ciężary, ale drobne odstępstwa od anatomii, nawet bez ciężaru są w stanie szybko je zniszczyć. Moim zdaniem nie warto ryzykować.

Kilka słów o autorytecie Tastsouline

Czas zająć się autorytetem Pavla Tastsouline. On doradza przysiady na jednej nodze, ja odradzam. Zresztą nie tylko ja. Podobnie powie Wam wspomniany Puma, czy nawet Poliquin. Nie w tym rzecz. Już dawno przestały mnie onieśmielać wielkie autorytety. Najczęściej są to ludzie wypromowani przez marketing. O tyle komuś wierzę, o ile jego porady są zgodne ze zdrowym rozsądkiem, wiedzą z dziedziny anatomii (w przypadku sportów siłowych) oraz sprawdzają się w praktyce.
Wykazałem wyraźnie, że Tastsouline napisał o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Krytykuje kulturystykę, choć jej nie zna i nie rozumie. To też modna ostatnio zagrywka. Wszyscy wypromowują się na krytykowaniu kulturystyki. Tastsouline proponuje przysiad na jednej nodze, a więc nie ma pojęcia o anatomii.
Powiedzie mi, że był instruktorem specnazu. Cóż z tego? Czy to jest jakaś prawdziwa rekomendacja? Nie wiemy, co tam naprawdę wyprawiano za wschodnią granicą. Szkolono ludzi, by wykonali zadanie. Nikogo nie interesował ich stan zdrowia. Wszak mateczka Rosja ma takie zasoby ludzkie, że można zagłodzić kilka milionów bez uszczerbku. Cóż przy tym będzie znaczyło zniszczenie kręgosłupa kilku tysiącom ludzi? Bagatela.
Dziś modny jest trening plyometryczny. Nim jednak opracowano w miarę bezpieczne formy tego treningu, zniszczono wielu sportowcom w ZSRR stawy kolanowe każąc im skakać z dużych wysokości. Co tam. Wszystko dla dobra nauki. Dokładniej zaś po to, by Związek Radziecki zatryumfował.
Być może Tastsouline w taki sposób ćwiczył komandosów. przygotowywał ich do wykonania zadań. Ani jego ani jego przełożonych nie interesowało, że wieku lat czterdziestu będą to inwalidzi. Jeśli chcesz iść podobną drogą, to stosuj się do wskazówek Tastsouline. Ja nie mam ochoty. Chcę cieszyć się dużo dłużej zdrowiem i sprawnością. Marketingowa otoczka do mnie nie przemawia.

Rozwiązanie problemu z przysiadami

Wróćmy jeszcze do tych przysiadów bez sztangi. Czy rzeczywiście nie ma innego rozwiązania? Na początek można trzymać w rękach butelki z wodą lub inne ciężkie przedmioty. Ostatecznie jednak warto się zastanowić nad kupnem sztangi. To nie jest aż tak wielki wydatek. Natomiast nowego kręgosłupa nie kupimy.
Przez kilka miesięcy można się obyć bez sprzętu. Będzie to dobry początek, by zbudować fundamenty. Jednak bądźmy szczerzy, na dłuższą metę musimy mieć dostęp do siłowni. Bez tego nigdy nie będzie rozwoju masy mięśniowej i siły. Może to być siłownia publiczna lub mała domowa. Mnie samemu ta druga lepiej odpowiada. Nie muszę się prosić o dostęp do poszczególnych stanowisk, ani też ćwiczyć jedynie w godzinach otwarcia. Nie muszę widzieć zdziwionych min ofiar kolorowych gazetek i tych ich pytających oczu: „Co on wyprawia?”.

Ocena książki „Nagi wojownik”

Moja ocena książki „Nagi wojownik” jest mierna. Szkoda na nią pieniędzy. Za tę kwotę można kupić coś do zjedzenia, można ją wydać na dobre suplementy lub co najzabawniejsze w całej historii kupić sobie solidny gryf! Potem zaś robić z nim przysiady. Pavel Tastsouline niech sobie dalej niszczy kręgosłupy Amerykanów, a nam da spokój. Jak widać zimna wojna ciągle trwa, choć przybrała inny charakter. Teraz przegrywają Amerykanie i to na własnej ziemi, a do tego z uśmiechem zadowolenia na twarzy. Jeszcze za to płacą…

16 odpowiedzi do artykułu “Pompki na jednej ręce, przysiad na jednej nodze – rewelacje Pawła Tastsouline cz. 3

    1. stefan

      Tak jak napisałem w artykule. Pompki na jednej ręce można robić, jeśli forma na to pozwala. Przysiady na jednej nodze odradzam, chyba, że ktoś bardzo nienawidzi swego kręgosłupa. Niedawno rozmawiałem na ten temat ze znajomą, która ma wykształcenie dajce pewien wiedzę na temat fizjologii i potwierdzał moją opinię. Cytuję: „Ktoś kto propaguje takie przysiady powinienem przeznaczyć sporo na renty inwalidzkie dla ludzi, którzy będą postępować według jego wskazówek”. To samo twierdzi jeden z najlepszych polskich trenerów, jakiego miałem okazję czytać. Pozdrawiam.

  1. Mateusz_1

    Gadać to sobie można, może jakieś dowody badania? Niewiem czy znasz Robertsona i Cressey’a, w każdym razie są to kolejni eksperci od treningu tak jak Poliquin, „Tastsouline”, czy Thibaudeau tyle że nie spotkałem jeszcze trenerów którzy by taką uwagę poswięcali efektywności ciała, zdrowej posturze itd. Zasadniczo żaden z nich nie widzi nic złego w przysiadach na jednej nodze.
    Gadać to sobie można.

    1. stefan

      Ok. Pozwoliłem sobie nieco zmienić nicka, by było wiadomo, że chodzi o dwie różne osoby, które się tu wypowiadają.
      Co do samych uwag Mateusza_1. Strona Poliquina to komercha? Ależ oczywiście. Tyle tylko, że z tych komercjalnych i darmowych artykułów i tak można sporo rzetelnej wiedzy wydobyć. Nie mówiąc już o normalnych książkach autorstwa Poliquina.
      Gadać sobie można? Pewnie, że można tylko pytanie czy jest o czym? Zarzucasz mnie litanią nazwisk. To jest bardzo proste. Więc ja się pytam, czy czytałeś wszystkie publikacje wymienionych panów? Bo ja uczciwie stwierdzam, że nie. Natomiast to co czytałem jakoś nie zawiera hymnów pochwalnych na temat tego ćwiczenia. Może po prostu się nie wypowiadali, a dla Ciebie to juz oznacza przyzwolenie? Jeśli zaś weźmiesz sobie publikacje choćby takiego Poliquina to zauważysz, że jego poglądy na niektóre sprawy też się zmieniają. Sam to przyznaje i jest to jak najbardziej normalne. Jest wynikiem zbierania nowych doświadczeń.
      Zamiast przerzucania się tego typu argumentami w postali litanii nazwisk proponuję przeanalizować kilka podręczników z biomechaniki i krytycznie pracę kręgosłupa w takich przysiadach. Skoro zaś większość ludzi ma problemy z zachowaniem naturalnych krzywizn podczas robienia normalnych przysiadów czy ciągów, to nie wiem po co propagować tak niebezpiecznie dla zdrowia ćwiczenie, które nie da się zrobić dobrze z punktu widzenia ustawienia kręgosłupa. Taak. Krytykować to sobie można 🙂

  2. Mateusz

    Czemu ktoś korzysta z takiego samego nicku jak ja ? 😀 Odpowiedzi będą mylone z moją osobą. Jeśli Stefan dasz radę coś z tym zrobić, proszę przyblokuj to, bo ja nie chce podpisywać się pod czyimś słowami.

    Pozdrawiam

  3. Filip

    Pavel opowiada w tej książce o „smarowaniu gwintów”, prawidłowym oddychaniu i rokzłada na części pompki na jednej ręce i „pistolet”. Pokazuje metody przygotowania do tych ćwiczeń. I cały czas mówi o treningu na siłe. On nie krytykuje osób które naturalnie dążą do muskulatury, nawet wspomina o tym, że można wtrącić trening nagiego wojownika do ćwiczeń na siłowni. I owszem wyśmiewa przypakowanych lalusiów w przyciasnych odblaskowych koszuleczkach. Zauważ, że w miare im dłużej kto kolwiek chodzi na siłownie, zaczyna łykać wpierw białko, potem kreatynę kończąc nierzadko na sterydach. Tsatsouline jasno wspomniał na początku, iż może przyjść taki czas w życiu każdego z nas, że nie będzie czasu lub pieniędzy aby pójść na siłownie, a nie każdy z nas ma wielką chatę by trzymać mase sprzętu. Dlatego podał alternatywy. Co do pistoletów, są to ciężkie ćwiczenia. Nie wszyscy mogą je robić, powinny ich unikać osoby z nadwagą i słabo wytrenowanymi nogami. Na końcu napisałeś, że można za cene książki kupić dobre suple. To samo mówi za siebie. Najlepiej się najeść badziewia i pomachać hantlem 2 godziny. To jest własnie moda z USA – zwiększanie masy. Nie, nie masy mięśniowej, masy ciała ! To jest różnica. Spójrz na Pavla, ma 42 lata, jakoś nie ma problemów z kręgosłupem, trzaska szpagaty, podciąga się na jednej ręce i ma żyłke do robienia pieniędzy. Jakoś trzeba sobie radzić. A to, że Amerykanie z McDonalda wychodzą i ćwiczą na Kettlebell’ach to dobre zjawisko. Na koniec zacytuje pana Janka z siłowni( 51 lat, tenisista w rewelacyjnej formie ) ” Ty się ku*** na kulturystów nie patrz z bicem 50, każdy ma od tych ciężarów poniszczone stawy, w opaskach chodzą i paracetamol wciągają jak ciepłe rogaliki. Powoli z umiarem, zachowaj zdrowy rozsądek.”

  4. rodzyn

    Proponuję abyś sam najpierw przemyślał zdanie „pana jasia” – zachowaj zdrowy rozsądek, następnie jeszcze raz przeczytaj to co napisałeś, albowiem nie ma to najmniejszego sensu. Z jednym się zgodzę – marketing musi być wszędzie i nie ma sensu tego krytykować, nikt nie nakarmi sie powietrzem.

  5. Tomek

    Z wypowiedzi Filipa można wywnioskować że z tego bloga przeczytał tylko ten artykuł i w dodatku niedokładnie 🙂
    Widziałem różne rzeczy wciągane przez ludzi ale pierwszy raz spotykam się z paracetamolem i rogalikami. Bardzo ciekawy przypadek 🙂

  6. Filip

    Tomek : chodziło my „łykają” paracetamol na ból 🙂 Przeczytałem pare wpisów np: o Alkoholu, dzięki niemu ograniczę spożycie alko 🙂

    1. stefan

      Filip ja jestem w stanie zrozumieć negatywne nastawienie do kulturystyki. Tyle tylko, że ono wynika z nieznajomości rzeczy. Zauważ, że w pierwszym rzędzie polecam tu w wielu miejscach właśnie te ćwiczenia, które budują fundament siły. Przysiady, martwy ciąg, dipsy czy podciąganie. Dopiero cała reszta jest tego dopełnieniem.
      Wiek Pavla za bardzo na mnie nie robi wrażenia. Sam mam niewiele mniej i według lekarzy już dawno powinienem mieć zniszczony kręgosłup. Mimo wielu problemów ze zdrowiem, które między innymi naprawiam treningami mam kręgosłup w dużo lepszy stanie niż niejeden, który nigdy nic nie ćwiczył. Nie stawiaj też równości między podciąganiem na jednej ręce a przysiadami na jednej nodze. Takie podciąganie nie obciąża negatywnie kręgosłupa i jeśli ktoś ma tyle siły to jestem jak najbardziej za. Natomiast z punktu widzenia biomechaniki nie można zrobić poprawnie przysiadu na jednej nodze. To zawsze od jakiegoś punktu wykrzywia kręgosłup. Więc w imię czego, skoro jest tyle innych bezpieczniejszych ćwiczeń. Wspominałem już o tym powyżej odpisując na uwagi Mateusza_1. Dziś większość ludzi na dzień dobry ma kłopoty z kręgosłupem, więc nie popieram czegoś co te kłopoty może pogłębić. Jednemu może i nie zaszkodzi, a dwóm innym zniszczy kręgosłup. Obecnie jest moda na metody z byłego ZSRR. Czy ktoś się zastanawia, jak tam były one wypracowywane? Ilu ludziom zniszczono kolana czy kręgosłupy, by wytrenować np. 50 komandosów? O tym jakoś Pavel Tastsouline nie wspomina.
      Promocja suplementów? Czemu nie? Świat nie jest czarno-biały. Niestety ludzie albo twierdzą, że suplementy to samo zło, albo myślą, że załatwią za nich wszystko. Niejednokrotnie na tej stronie radziłem wielu osobom, by się chwilowo wstrzymały z takim czy innym suplementem. Czasami bywają przydatne, zwłaszcza przy dużych obciążeniach treningowych i z powodu tego, że tzw. naturalne jedzenie pozostawia wiele do życzenia i często nie zawiera tego co zawierać powinno. Podobnie stawianie znaku równości między białkiem, kreatyną a sterydami jest niepoważne. O tym również pisałem i tłumaczyłem, dlaczego na pewnym etapie ludzie nie robią postępów i czemu potem zamiast zmienić metodykę sięgają po sterydy. To wszystko się bierze z braku wiedzy.
      Wracając do kulturystyki. Czy innym jest kulturystyka naturalna sięgająca do Sandowa poprzez np. Reversa czy Girondę, a czym innym jest cały ten Weiderowski chłam z napchanymi sterydami mutantami. Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest po prostu niesprawiedliwe. Co więcej zbudowane naturalnie mięśnie siłą rzeczy muszą być silne. Poczytaj – idąc od początku – o Eugenie Sandow, ojcu nowożytnej kulturystki. Miał właśnie niecałe 50 cm w ręce i siłę też miał niesamowitą.
      Bardzo dobrze, że ludzie wychodzą z McDonalda i ćwiczą, tylko warto jeszcze zadbać o swoje zdrowie i bezpieczeństwo. Ja tu przede wszystkim zachęcam nie do tego, by wierzyć bez zastrzeżeń autorytetom, badaniom (niejednokrotnie sprzecznym) czy reklamom suplementów. Trzeba myśleć krytycznie i obserwować swój organizm. Nie przywiązywać się do dogmatów i być gotowym je zmienić, jeśli okażą się błędne. Sam się przekonałem, że więcej daje lektura podręcznika do fizjologii niż całe morze artykułów o kulturystyce.
      Jasne, że można czasem ćwiczyć bez sprzętu. Jednak i tu są ćwiczenia dobre i te, których lepiej unikać. Pozdrawiam.

  7. Mateusz_1

    Chodziło mi o to że Robertson i Cressey nie mają zasadniczo nic przeciwko temu ćwiczeniu, co w przypadku Robertsona można stwierdzić na podstawie tego artykułu http://www.t-nation.com/free_online_article/sports_body_training_performance_repair/singleleg_supplements

    Dlaczego powołuje się na jakiegoś Robertson’a i Cressey’a? Ich tytuły i praca wykonana dla dobra siłownianych kręgosłupów mówi sama za siebie.

    Nic więcej niechce mi się wyskrobywać, z utęsknieniem czekam na napływ wiedzy w rodzimym języku.

    Więc pistoletom mówie tak, ale wstać z hiperlordozą od kompa i zacząc robić pistolety nie jest dobrym pomysłem.

    1. stefan

      Dzięki za linka. Cóż. Może do jakiegoś stopnia doszliśmy do chwiejnego kompromisu 🙂
      Osobiście, z wiedzą jaką posiadam na dziś, mimo to nie polecam nikomu żadnej wersji przysiadów ani martwego ciągu na jednej nodze. To ładnie wygląda na papierze, a nawet w formie pokazu, ale de facto stwarza spore zagrożenie zarówno dla kręgosłupa jak i dla kolan.
      Jest cała masa ćwiczeń polecanych, których jak się dobrze zastanowić lepiej nie robić skoro jest wiele innych dużo bezpieczniejszych. Mimo to promuje się je i nagminnie wykonuje na siłowniach. Każdy musi sam wybrać.

  8. Filip

    Dziękuje za wyczerpujący post 🙂 Eugene to ciekawa postać, wiele się dowiedziałem. Mam pytanie, co sądzisz o obciążnikach zakładanych na lydki przy bieganiu , lub na przedramiona przy boksowaniu ? Widzisz jakieś przeciwskazania ?

    1. stefan

      Obciążenie na nadgarstkach to w zasadzie nic złego. Dużo jeszcze zależy co dokładnie będziesz robił. Natomiast bieganie z jakimkolwiek obciążeniem umieszczonym poniżej pasa jest już dość ryzykowne. To znowu nie jest naturalne rozłożenie sił działających na nasze stawy. Masz przeciwny zwrot sił i do tego natura nas nie przystosowała. Bardzo łatwo uszkodzić stawy skokowe, kolanowe albo nawet kręgosłup. W naturalnych warunkach, jeśli człowiek chce coś szybko przenieść z miejsca na miejsce to albo sobie zarzuca na plecy, albo niesie w rękach.
      Jeśli faktycznie chcesz biegać z obciążeniem to istnieje kilka rozsądnych opcji. Specjalne kamizelki obciążające (takiej używa dr Ellis) albo pasy. Ewentualnie dobrze dopasowany plecak. Nie wiem, czy u nas można kupić takie kamizelki, bo nie sprawdzałem, ale od biedy można zrobić samodzielnie.
      W zasadzie taki sprzęt jest używany do chodzenia, bo przy bieganiu i tak trzeba zachować większą ostrożność. Pozdrawiam.

  9. kamil

    Witam, powołuję dyskusję do życia jako, że myślę, że mam nieco doświadczeń dotyczących przysiadów, martwych ciągów. Dla mnie zawsze trenowanie nóg było najważniejsze (może po części było to także spowodowane moim naturalnym predyspozycjom siłowym tego rejonu ciała) przez 3 lata zawsze robiłem klasyczne przysiady że sztangą. Ostatnio dużo mówiło się o kalistenice (wiadomo Wade i ta jego cała otoczka)a więc pomyślałem, spróbuję też tak co mi tam.
    Wyciskanie zamieniłem na pompki i tu 100% się z Tobą zgadzam, ale to nic! Strzałem w 10 była w moim przypadku zamiana tradycyjnych przysiadów na rzecz pistoletów. Moje kolana odżyły, właśnie mimo tego, że połowa środowiska ciężarowego wypowiada się o ich złym oddziaływaniu. Prawdę mówiąc, wcześniej musiałem zakładać opaski na kolana, żeby moc robić przysiady ze 130kg, nie zakładanie opasek w ogóle nie wchodziło w grę. Innymi ważnymi aspektami trenowanymi podczas pistoletów jest równowaga i koordynacja. Efekty są dość namacalne, pomijając wzrost siły, zauważyłem u siebie lepszą koordynację ruchową. I mimo tego, że kalistenikę traktuję trochę jako etap przejściowy to z pewnością będę ja uwzględniał w swoich rocznych cyklach treningowych. Co do samego Tsatsouline’a to faktem jest, że każde z jego rozwiązań jest przedstawiane jako innowacyjne natomiast, nie uważam by uznawanie go za autorytet było nadużyciem. Ma ogromną wiedzę dotyczącą treningu siłowego i choćby poparcie jego metod przez czołowych trojboistów świata czy Steve’a Maxwella jest świetną rekomendacją.