Pompki na jednej ręce, przysiad na jednej nodze – rewelacje Pawła Tastsouline cz. 1

Czarodzieje zza żelaznej kurtyny

Od jakiegoś czasu Pavel Tastsouline stał się w USA postacią bardzo popularną. Były rosyjski instruktor oddziałów specjalnych teraz robi wielkie pieniądze za niemniej wielką wodą. Można odnieść wrażenie, że po zakończeniu zimnej wojny Amerykanie wręcz uwielbiają różnych rosyjskich speców, którzy odkrywają przed nimi jakieś wielkie tajemnice związane z rozwojem ciała. Pierwszy na podbój świata zachodniego ruszył Kaszpirowski, potem był Tombak, choć ten do USA nie dotarł (woli niszczyć zdrowie nam Polakom). No i wreszcie cała rzesza przynosząca magiczną wiedzę zza żelaznej kurtyny.
Jedną z książek Pavela Tastsouline lub jak kto woli Pawla Tastsouline, przetłumaczono na język polski. To „Nagi wojownik”. Kto nieco orientuje się w nurtach rzeki, którą płynie myśl polskich wydawców, może niebawem spodziewać się kolejnych tłumaczeń tego autora. Już ten fakt powinien był nastawić mnie krytycznie. Ostatecznie w dziedzinie sportów siłowych nie przetłumaczono od lat nic wartościowego. Na próżno szukać w księgarniach polskich wydań Poliquina, Thibaudeau, Kreamera czy Zatsiorsky’ego. Na marginesie dodam, że ten ostatni to też Rosjanin. Jednak jest naukowce, a nie showmanem typu Tastsouline.
Nie wolno jednak kierować się z góry uprzedzeniami i warto zapoznawać się z różnymi koncepcjami treningu siłowego. Skoro tak, to postanowiłem przeczytać książkę i dowiedzieć się cóż tak fascynuje Amerykanów w tym człowieku i w tym co pisze.

Pierwsze wrażenie

Już pierwsze wrażenie było bardzo niekorzystne. Od razu widać przewagę marketingu na podażą konkretnej wiedzy. Bardzo duża czcionka, częste powtórzenia i budowanie zdań chwytliwych opierających się na znanym schemacie. Wszystko co do tej pory powiedziano i napisano o treningu siłowym to bzdury, a ja Pavel Tastsouline odkryję przed wami prawdę i jedyną słuszną drogę. Tak, tak panie Pawle. Wy Rosjanie już nie raz proponowaliście nam jedyną słuszną wizję świata.
Od razu w głowie zarysowało mi się porównanie do wcześniej czytanych książek Poliquina czy Thibaudeau. Obaj panowie mają spore poczucie humoru, a Poliquin potrafi być bardzo złośliwy i niepoprawny politycznie. Nieraz ostro piętnował wiele nadużyć w treningach kulturystów, ale jednak jest znaczna różnica między nimi. Na jednej stronie książki Poliquina znajdziecie więcej wiedzy niż w całej książce Tastsouline!

Kpiny z kulturystyki

Dla Tastsouline masa mięśniowa nie jest ważna. Naśmiewa się z wszystkich kulturystów bez litości. I tu zaczyna się poważnie mijać z prawdą. Jeśli już mamy krytykować kulturystów to musimy zdawać sobie sprawę z tego, że kulturystyka jako pewne zjawisko społeczne oraz dyscyplina sportu nie jest jednolite.
Dla większości kulturystyka to naładowani chemią faceci z kolorowych gazet. Stanowią oni jednak pewien procent i spoglądając na kierunek w jakim dziś idzie ta dyscyplina, budzą coraz mniej podziwu nawet pośród samych kulturystów. Kulturystyka to także tysiące dresiarzy machających bez ładu i składu – zwykle tylko w ramach zestawu dyskotekowego: klata i biceps. Wreszcie kulturystyka to zawody dla naturali typu Poldek Wilk, którzy wprawdzie zerwali w nurtem sterydowym, ale pozostali pod wpływem związanej z nim mitologii. Mamy też Stuarta MCRoberta, który tak boi się kontuzji, że zakazuje nawet wiosłowania!
Na tym bynajmniej nie koniec. Jest też całkiem nowy kierunek kulturystyki naturalnej, mnie osobiście najbliższy, w którym liczy się masa mięśniowa, ale też siła i zdrowie. Tu mają miejsce głębokie analizy naukowe, ale też wnikliwa obserwacja reakcji własnego organizmu i szukanie tego co naprawdę działa, a nie tylko tego o czym piszą, że działa. Wielką wagę przywiązuje się także do korekty wad postawy i czerpie z mądrości starych mistrzów. Wystarczy wspomnieć Wodyna, czy Pumę, jako polskich trenerów z prawdziwego zdarzenia. (Podaję tu pseudonimy pod jakimi ci panowie wypowiadają się w internecie).
Z jakiej więc kulturystyki kpi Tastsouline? Zapewne sam nie wie, gdyż nigdy nie badał dokładnie tego zjawiska. Do pewnego stopnia ma rację, że wielu kulturystów wcale nie jest tak silnych, jak na to wygląda. Jednak jego generalizacja dyskredytuje całą krytykę. Czy rzeczywiście trening kulturystyczny daje wielką masę mięśniową bez siły? Do pewnego stopnia tak, ale tylko do pewnego stopnia. Jeśli będą to treningi z kolorowych gazet, to dadzą masę bez wielkiej siły lub szybko całkowicie zahamują cały proces. Potem działają już jedynie sterydy.
Co z osiągnięciami siłowymi zawodowców? Te setki kilogramów, które są w stanie wyciskać i unosić? Napiszę to otwarcie, bo to kolejny temat tabu. Nie wierzę. W większości przypadków są to liczby wzięte z kosmosu. Kovacs ponoć unoszenie bokiem robi trzymając w każdej ręce 100kg. Wolne żarty! Wiadomo, jaka jest różnica pomiędzy ciężkimi ćwiczeniami złożonymi i izolacjami typu unoszenie bokiem. Wiadomo, jak powoli zwiększa się ciężar w tych ostatnich. Unoszenie bokiem 30kg w każdej ręce to już wielki wyczyn i świadczy o ogromnej siły. 100kg? Przecież rekordy świata w przysiadach przekraczają zaledwie 400kg, a gdzie unoszeniu bokiem do przysiadu? Na pewno nikt nie weźmie w tym ćwiczeniu 50% (2x100kg) swojego ciężaru z przysiadu. Rozpisałem się tak na temat tego jednego przykładu, by uświadomić Wam, że pisma dla kulturystów przedstawiają nam bajki.
Nie znaczy to jednak, że nie ma silnych kulturystów. Ludzie pokroju Poliquina są w stanie robić pompki na poręczach z ciężarami zbliżonymi do 200kg! Do wielkich wyników siłowych dochodzą niektórzy naturalni kulturyści, którzy trenują mądrze i z dobrym planem oraz dietą.
No i nie zapominajmy o jednym. Jak mówi angielska nazwa bodybuilding jest to budowanie własnego ciała, a więc masy mięśniowej. Źródłosłów kulturystyka, ma swoje korzenie w łacińskim cultus – uprawa, pielęgnacja! Taka jest specyfika tego sportu.

2 odpowiedzi do artykułu “Pompki na jednej ręce, przysiad na jednej nodze – rewelacje Pawła Tastsouline cz. 1

  1. Adam1

    W ksiazkach ktore pojawiaja sie pozniej mowi z ktorych kulturystow sie smieje. Glownie mowi o napompowanych panach z Kalifornii :). Sam tez napisal ksiazke o budowie masy miesniowej ktora w Polsce jest wydana w dwoch egzemplarzach. (Za nim powiecie jaka komercha w Polsce coraz wiecej ksiazek wydawnictwa dziela na dwie czesci… nawet fantastyke ktorej jestem fanem ;p ale w dzisiejszych czasach nawet najbardziej konkretne zrodla wiedzy[rowniez podreczniki szkolne] bez marketingu sie nie sprzedadza )

    1. stefan

      Wiem, że komercja czy jak kto woli wypromowanie się, jest dziś konieczne. W końcu każdy chce zarobić i każdy chce z czegoś żyć. Więc nie tego głównie dotyczy moja krytyka tego pana. Co mi się nie podobało opisałem. Nie twierdzę, że niektóre rzeczy nie są przydatne. Tyle tylko, że nie wszystkie, a część po prostu szkodliwa. Natomiast to co opisuje, jako smarowanie gwintów, to rzecz znana w kulturystyce od stu lat! Najpierw zwinąć czyjś pomysł, a potem się nabijać? Średnio to uczciwe.
      Innych książek nie czytałem jego autorstwa, więc na razie się nie wypowiadam. Jednak sądzę, że mechanizm podobny i pełne będą „jego” odkryć, które tak naprawdę znane już były Sandowowi. Pozdrawiam.