Szachista (i nie tylko) na siłowni cz. 1

Czas na prowokację

Postanowiłem sobie dziś napisać artykuł bardzo prowokacyjny. Wprawdzie ktoś może stwierdzić, że większość moich tekstów taki ma charakter i nie będzie to nawet uwaga złośliwa. Wiem, że dość często zdarza mi się podawać informacje w sposób nieco kontrowersyjny. Zwłaszcza, że stoją one w opozycji z tradycyjnie przyjętą na wielu siłowniach optyką. Teraz jednak oddaję Wam w ręce coś bardziej prowokacyjnego niż dotychczas. Jednak to nie prowokacja jest moim głównym celem. Jest to raczej forma, poprzez którą staram się zwrócić Waszą uwagę. Celem podstawowym jest wykazanie szkodliwości wielu mitów. Chcę zachęcić Was do krytycznego myślenia. Masa mięśniowa to wypadkowa treningu, diety i regeneracji, a również nierzadko suplementów. Jednak to wszystko będzie działało tylko o tyle, o ile będzie skomponowane zgodzie z zasadami owego krytycznego myślenia. Są tylko dwie drogi do zdobycia wielkiej muskulatury. Jedna przez strzykawkę, a druga przez rozum!

Różnorodność metodologii treningowych

Co mają wspólnego szachy i siłownia? To jest wytrych do dzisiejszego tekstu. Nieraz spotykałem się z kpinami na temat szachistów. Nieraz nawet ludzie bardzo inteligentni, a trenujący na siłowni, wyśmiewają szachy. Przysłowiowy jest już tzw. refleks szachisty.
Nie jestem jakimś wybitnym teoretykiem metodologii sportowych. Jednak zetknąłem się z tekstami Zatsiorsky’ego, Kreamera czy Bompy. To daje sporo do myślenia, zwłaszcza gdy ktoś wcześniej miał dostęp tylko do kolorowych kulturystycznych gazetek. Obecnie też nie odważyłbym się układać treningu dla siatkarza, czy koszykarza. Zbyt to dla mnie odległe dyscypliny. Wiem natomiast dwie rzeczy. Niemal każdy współczesny sportowiec, jakiej bądź dyscypliny, ma w swoim programie treningi na siłowni. Budowanie siły jest bardzo ważne. Jaka to będzie siła, to już zależy od celów sportowych. Czy bardziej maksymalna, czy na przykład eksplozywna. I to właśnie druga prawda. Treningi muszą być tak układane, by poprawiały wyniki w danym sporcie. Błędem byłoby kazać wszystkim ćwiczyć tak jak kulturystom. Inne cele, a więc inne metody!
Można tę myśl rozszerzyć jeszcze na fakt, że niepoważne jest oczekiwać, iż treningi nakoksowanych zawodowców będą się nadawały dla kulturystów naturalnych. To jednak odrębny temat.

„Refleks szachisty”
No, ale miało być o szachistach. Nigdy nie kpiłem z tego sportu, bo wiem, że większość obiegowych poglądów jest całkowicie błędna. Sam miałem okazję grywać na turniejach przez dwa lata, a w szkole na przerwach graliśmy partie błyskawiczne – blitz. Zasada była prosta 40 ruchów w 3 minuty. Refleks szachisty mówicie? To naprawdę wymagało szybkiego myślenia. Takiego refleksu nie posiada większość tych, którzy tak chętnie żartują z refleksu szachisty. Do podobnego szybkiego myślenia zdolnych jest większość zaawansowanych graczy. Zwłaszcza mistrzowie i arcymistrzowie. Co więcej sporo z nich potrafi grać całą partię w pamięci. Długi czas typowych partii szachowych wynika nie z ospałości zawodników, lecz z faktu, że muszą oni przeanalizować tysiące kombinacji.

Specyficzna dyscyplina sportowa

Mimo pewnego obycia z szachami, które w moim przypadku należy niestety do odległej przeszłości, zdziwiłem się niezmiernie przeglądając podział dyscyplin sportowych zamieszczony w książce Tudora Bompy. Celem książki jest wykazanie różnic pomiędzy poszczególnymi dyscyplinami i wskazanie właściwej drogi wsparcia dla nich poprzez odpowiednio dobrany trening siłowy.
Wyobraźcie sobie moje zdumienie, gdy szachy odnalazłem w kategorii sportów najbardziej obciążających centralny układ nerwowy. Jak to się widzi wszystkim, którzy tak naśmiewają się z szachistów i przeciwstawiają im dźwiganie ciężarów, jako ten prawdziwy męski sport? Uczy pokory? Powinno!
Szachy nie są zajęciem dla wychudzonych intelektualistów. W każdym razie nie te na wyższym poziomie. Możesz pograć sobie rozrywkowo w szachy z przyjacielem, ale to nie da Ci nigdy wglądu w to co dzieje się na zawodach. Sam pamiętam jak wielkim dla mnie było przeskokiem przejście od gry towarzyskiej do zawodów. Na początku trudno było opanować nerwy. Po czasie nauczyłem się pewnych sztuczek psychologicznych pozwalających zdobyć przewagę, ale w tym miejscu nie będę o tym pisał. To co jest dla nas w tej chwili interesujące to przygotowanie fizyczne szachisty.
Na pewno gra w szachy nie wymaga wielkiej masy mięśniowej. Już nieraz pisałem, że masa mięśniowa jako priorytet jest domeną kulturystów. Tylko kulturystów. W żadnym innym sporcie nie jest celem najważniejszym. Każda dyscyplina korzystająca z treningów na siłowni, jako swojego uzupełnienia, potrzebuje rozwoju konkretnych cech motorycznych i rodzaju siły. Dlatego pewne ćwiczenia i zakresy powtórzeń są szczególnie preferowane, a innych się unika.

Trening szachisty i matematyka

W podrzędnych klubach szachowych nie porusza się tematu dodatkowych treningów. Jednak ci, którzy osiągnęli jakieś poważniejsze wyniki wiedzą zazwyczaj, że takie uzupełnienie przygotowania jest bardzo istotne. Niektórzy chodzą na basen, inni grają w pingponga, a są i tacy co uczęszczają na siłownię. Brak tu niestety uporządkowania i jakiejś systematycznej metodologii. Mój artykuł ma być więc pewną wskazówką i choć częściowo wypełnić te braki.
Od razu dopowiem, że pod względem obciążenia pracą, gra w szachy będzie podobna do pracy naukowców ścisłych dyscyplin, jak choćby matematyka i fizyka. W tym wypadku potrzebny jest taki sam trening. Uważam, że dzięki temu można o kilka lub nawet kilkanaście procent poprawić wydajność swojej pracy. Oczywiście dokładnych korzyści nie da się wyliczyć, ale na pewno warto poświęcić na taki trening trochę czasu. Szachistów i matematyków kojarzy się z osobami o słabej kondycji fizycznej, które całymi dniami przesiadują za biurkiem. Czas zerwać z tym stereotypem, któremu ulega niestety nawet większość zainteresowanych. Pozwoli to na lepszą pracę i na poprawę zdrowia. To też dość ważne.

Odpowiedź do artykułu “Szachista (i nie tylko) na siłowni cz. 1