Siłownia a seks cz. 2

Ustalenia pory dnia

Wielu trenerów próbuje wyznaczyć optymalne godziny na trening. Nie chcę teraz rozwodzić się nad tym problemem. Niebawem poświęcę mu osobny artykuł. Jednak wszystkich tych ustaleń łatwo przestrzegać zawodowcom, są zresztą głównie dla nich formułowane, a w życiu amatora nie tylko ogólny i indywidualny rytm dobowy wpływa na wybór pory treningów, ale też życiowe obowiązki, a czasami rzecz tak banalna, jak godziny otwarcia siłowni.
Najprościej byłoby, za pewnym polskim trenerem sformułować zasadę, że przed siłownią obowiązuje abstynencja sekularna, a po ile kto zapragnie. Ma rację. Jednak mogą się zrodzić wątpliwości. Większość ćwiczy późnym popołudniem. Czy więc seks rano zmniejszy ich wydolność na treningu? Nie ma na to dobrej odpowiedzi. Mało kto ma czas na seks rano, a więc proponuje mimo wszystko trzymać się tej złotej zasady, że najpierw siłownia potem seks. Wierzcie mi, że być może tego nie odczujecie, ale jednak poranny seks może nieco zaniżyć wasze wyniki po południu.

Mniej seksu – więcej masy mięśniowej?

Teraz spróbujmy na chwilę wszystko odwrócić. Czy gdyby jednak zaniechać na jakiś czas życia seksualnego, to mielibyśmy szanse na zdobycie większej masy mięśniowej? Przecież na czymś muszą opierać swoje zalecenia trenerzy zabraniający zawodnikom seksu przed zawodami.
Zawody sportowe wymagają szczególnego skupienia uwagi i sił. Jeśli więc to zalecenie dotyczy kilku dni, to ma sens. Jednak trener nakazujący dłuższą abstynencję seksualną zawodnikowi bazuje na jakichś przestarzałych zabobonach. Na dłuższą metę brak satysfakcji seksualnej spowoduje spadek motywacji i chęci do życia. To musi też przełożyć się na gorsze wyniki w sporcie. Fakt, że u mężczyzn po stosunku spada poziom testosteronu, ale też częsty seks prowadzi do tego, że w skali dobowej organizm tego testosteronu wydziela więcej.
Tu dochodzimy do sedna problemu. Czynnikiem budującym masę mięśniową są w ostateczności hormony anaboliczne, a więc także testosteron. Jeśli przez długi czas nie uprawiamy seksu, to będziemy mieli niższy poziom testosteronu. Zaczynacie rozumieć? Niższy poziom testosteronu oznacza mniej masy mięśniowej. Natomiast regularny seks to więcej testosteronu i więcej masy mięśniowej.
Rzecz jasna potrzebna nam jest dobra dieta, która uzupełni wszystkie braki energetyczne. Dużo białka na początek, potem odpowiednio dobrane kwasy tłuszczowe. Zabraknie w diecie tłuszczu i nie ma cudów – spada poziom testosteronu, zanika libido. No i wreszcie naturalne bomby hormonalne, czyli zielone warzywa. Uchronią nas przed niebezpieczeństwami spożycia większych ilości białka i dzięki minerałom podbiją poziom testosteronu i innych hormonów. Gdyby kulturyści wiedzieli ile korzyści dają zielone warzywa zamawialiby ich równie dużo, jak odżywek białkowych.
Tak oto powracamy do kwestii wcześniej sygnalizowanej. Dlaczego jedni mogą kochać się kolejny raz już po chwili, a inni nie? Częściowo odpowiedzialne są za to wrodzone predyspozycje, ale nie zwalajmy na nie wszystkiego. Im lepsza dieta i im cięższy trening, tym z czasem będziesz mógł się też czyściej kochać. Tu wypada mi wtrącić, że dość ciekawym suplementem poprawiającym i jedno i drugie, a więc wzrost masy mięśniowej i potencję jest Long Jack. Nie ma w nim nic cudownego. Bazuje on właśnie na maksymalnym wykorzystaniu zależności pomiędzy treningiem siłowym a seksem.

Po co ćwiczymy na siłowni?

Dlaczego właściwie ćwiczymy? Różnie można odpowiedzieć na to pytanie. Nie lubię moralizowania i czasem bywam szczery do bólu. Przyczyną podstawową zawsze jest chęć podobania się płci przeciwnej. Niech nikt mnie nie zwodzi, że jest inaczej. Ważne jest zdrowie, siła itd., ale powodzenie najważniejsze. Panowie chcą nieć wielkie bary, by kobiety się za nimi oglądały, a panie wysmukłe uda i zgrabną figurę. Niby po co?
Pójdę na całość… Ćwiczymy dla seksu! Taka jest brutalna prawda. Już dawno psychologowie odkryli, że seks jest główną siła napędową naszej kultury i cywilizacji. Najczęściej także indywidualnych decyzji. Dobrze dobrany trening ma poprawić nasze możliwości seksualne, a nie je obniżyć. Jeśli jest odwrotnie to znaczy, że albo źle ćwiczysz albo źle się odżywiasz.
Po co komu trening, który uniemożliwia cieszenie się seksem? Moraliści powtarzają, że powinno się ćwiczyć dla zdrowia. A tak! Czyż jednak jakość seksu nie jest wyznacznikiem poziomu naszego zdrowia? Macie oto dwóch mężczyzn. Jeden jest w stanie kochać się raz na tydzień, a drugi może to robić kilka razy na dzień. Nie macie żadnych innych danych na ich temat. Tylko to. Który według Was jest zdrowszy? Dobrze myślicie. Ten wskaźnik nigdy nie zawodzi.
Możemy postawić znak równości pomiędzy twierdzeniem, że ćwiczy się dla seksu lub ćwiczy się dla zdrowia. Natomiast stosowanie syntetycznych hormonów w celu budowania masy mięśniowej, co w ostateczności prowadzi między innymi do upośledzenie funkcji seksualnych jest sprzeczne z celami stawianymi kulturystyce. Celem kulturystyki jest lepszy i częstszy seks! Ha! Przyznajcie, że takiego wniosku na zakończenie się nie spodziewaliście.

7 odpowiedzi do artykułu “Siłownia a seks cz. 2

  1. sexy body

    Ja akurat znam chłopaka co to jeden z tych osiłków i muszę powiedzieć, że nie dość że mięśnie, rozmiar to jeszcze stoi non stop ;D

  2. Mateusz

    Zastanawiam się jak to jest z tą poranną erekcją. Raz ją mam, raz jej nie mam, nie wiem czy w dniu w którym jej nie mam – mam się zacząć martwić? Wstaje zazwyczaj dosyć regularnie. Obecnie jestem na urlopie więc nie później niż 7 wstaje.

    1. stefan

      Z tą poranną erekcją sprawa jest o tyle ciekawa, że niezależnie od rytmu dobowego pojawia się zawsze nad ranem. Czy ktoś śpi np. od 2.00 do 10.00 czy od 22.00 do 6.00. Może to podważa trochę moją teorię o tym, że każdy powinien spać w godzinach dla siebie najdogodniejszych. Rzecz do przemyślenia. Jednak póki co zdania nie zmieniam.
      Więc w zasadzie można po prostu ten fakt przespać. Na pewno nie ma co się martwić po jednym dniu braku. Jeśli rzeczywiście chcemy sprawę przypilnować i specjalnie budzimy się nad ranem i przez powiedzmy tydzień nie ma nic, to rzeczywiście coś jest nie tak. Z dietą, z treningiem albo innymi czynnikami. Już silny stres bardzo obcina testosteron. Do tego leki albo zmiana klimatu. No i wreszcie może chodzić o jakąś chorobę, która jeszcze nie dała silniej znać o sobie. Tyle, że jeden dzień niczego nie dowodzi.
      Jest jeszcze jedna sprawa, której się nie porusza. Mamy swoje pulsacje testosteronu. Zwykle kilka na dzień. Poranna, ta po treningu i kilka innych np. przed seksem. Tyle, że nie są one takie same w każdym dniu. Wystarczy sobie uświadomić, że u poszczególnych mężczyzn tzw. regeneracja po stosunku może trwać kilka minut lub kilka dni. To jest rzecz bardzo indywidualna. Można to do pewnego stopnia poprawić treningiem i dietą, ale tylko do pewnego stopnia. Natury i tak nie przeskoczymy. Oczywiście czasem poprawa jest znaczna! Zwłaszcza, gdy ktoś dotąd fatalnie się odżywiał.
      Tak samo, gdy będzie się brało jakieś preparaty podbijające testosteron – korzeń pokrzywy, tribulus terestris itd. Najpierw będzie wyż, ale po pewnym czasie nastąpi spadek poniżej normy. Tak to działa. Im większy szczyt, tym potem większy zjazd.
      Zmierzam do tego, że dzień dniowi nierówny i trudno oczekiwać, że zawsze testosteron będzie na wysokim poziomie.

  3. anonymous

    Autor artykułu nie ma pojęcia o fizjologii. Jest dokładnie odwrotnie. Abstynencja seksualna podnosi poziom testosteronu a obniża poziom prolaktyny.
    Dowód w badaniu:
    Michael Exton, Endoctrine response to masturbation-induced orgasm in healthy men following a 3-week sexual abstinence

    1. stefan

      Cóż. Rozumiem, że można podważać moją wiedzę, ale wypadałby napisać cokolwiek więcej lub jeśli to możliwe podać linka do tych badań.
      Póki co, proponuję spojrzeć na sprawę tak. Każdy z nas ma pewną indywidualną normę, jeśli chodzi o możliwości seksualne. Zakładając oczywiście, w miarę dobrą dietę i tryb życia. Dla jednego będzie to 2 razy na dzień, dla innego 2 razy na tydzień. Seks ponad tę normę będzie na dłużej obniżał poziom testosteronu, zresztą spada on chwilowo po każdym stosunku i to jest normalne. Czy faktycznie długotrwała abstynencja podniesie poziom testosteronu? Jakoś nie bardzo to widzę. Organizm nie „inwestuje” nadmiernie w procesy, które nie są wykorzystywane – jeśli można to tak ująć. Tym sposobem rozumowania można by dojść do wniosku, że najlepiej wcale się nie ruszać, wtedy mięśnie będą miały najwięcej siły.
      Badania badaniami, ale długotrwała abstynencja nie jest stanem naturalnym, więc raczej trudno uznać ją za zdrową. Pozdrawiam.

  4. Span1ard

    Co za bzdura.
    Może to dość stary artykuł ale po prostu nie mogę nie skomentować. Pan ‚Gal anonim’ chyba nigdy dobrze się nie pokochał:-)
    Miałem okazję kiedyś oglądać badanie przeprowadzone na piłkarzach. Grały dwie drużyny. W trakcie przerwy zawodnicy jednej uprawiali seks. Ich wydolność wyraźnie wzrosła podczas drugiej połowy:-P
    Nie bójcie się bzykać!!!

  5. Karakurt

    Nie zapominajcie, że jeżeli nie uprawia się seksu lub nie onanizuje, to organizm sam „wypluwa” nasienie podczas snu raz na ok 2,5 miesiąca, więc gadanie, że spadnie testosteron od abstynencji jest bezpodstawne. Natomiast nadaktywność seksualna podnosi prolaktynę, co w konsekwencji obniża hormony płciowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *