Dlaczego barki nie rosną? – Teoria kulturystyki dla tych, którzy chcą zrozumieć więcej cz. 3

Psychiczne opory – lęk przed ciężarem

To specyficzne ograniczenie. Każdy prędzej czy później go doświadcza. Na początku wydaje się nieprawdopodobne. Ćwiczymy i zwiększamy obciążenia. To dodaje motywacji i pcha nas do przodu. Gdy widzisz, że masa mięśniowa rośnie i rośnie też siła, podnosi się automatycznie poziom testosteronu. To takie psychologiczno-hormonalne sprzężenie, które już dość dobrze zbadano.
Jednak nic nie trwa wiecznie. Każdy w końcu może się wystraszyć, gdy musi dźwignąć ciężar, który jest dwukrotnie większy od tego, jaki zakładał na sztangę kilka miesięcy temu. Choćby taki przysiad. Im bardziej obciążenie wzrasta, tym trudniej się zmobilizować. Nogi zaczynają być jakieś takie słabe, a przecież teraz właśnie mają być silne. Ciekawa sprawa, że obserwowałem ten lęk nawet u ludzi, którym pierwszy raz kazałem robić poprawnie technicznie przysiad bez obciążenia. Nagle nie mieli kucać lecz faktycznie zdać się na siłę swych mięśni i pojawiał się opór. Nierzadko właśnie ten opór wypacza naszą technikę.
To nie jest poważny problem początkujących, ale właśnie zaawansowanych. Do pewnego stopnia progresja z serii na serię zmniejsza to psychiczne napięcie, ale nie zawsze eliminuje je całkowicie. Wystarczy gorszy dzień. Nawet nie gorszy fizycznie, ale właśnie psychicznie, by nie podnieść tego co tydzień temu poszło do góry. Zdarza się. Im zaś mniej robimy serii w danym ćwiczeniu, tym większa szansa, że się zdarzy.
Zwykle to „znawcy” nazywają przetrenowaniem i zalecają mniejszą ilość serii, czyli coś co właśnie spowoduje większe problemy.
Najlepsze co możemy zrobić, to wmawiać sobie cały czas, że dźwigamy coś lekkiego. Jeśli na początku bierzesz 50% zamierzonego ciężaru roboczego, to faktycznie jest lekko. Teraz dodajesz trochę i nadal jest lekko. Tak wzrasta pewność siebie i do pewnego stopnia CUN zostaje oszukany. Gdy już raz coś się uda, to wytwarza się nowa sprawność. Wykorzystujemy tu efekt informacyjny. Podniosłem, więc mogę to podnieść. Parę kilo więcej też jeszcze mogę. I jeszcze parę kilo też dam rady… Brzmi może dość zawile, ale działa. Podniesienie kilka razy tego samego ciężaru utrwala w nas przekonanie, że jest on możliwy dla nas do podniesienia. Takie siłowniane masło maślane. To co dziś Cię przeraża jutro może stać się ciężarem rozgrzewkowym!

Psychiczny opór – lęk przez zmianami

To też nas bardzo hamuje w rozwoju. Boimy się zmieniać ustalone schematy. Wszyscy trenują w zakresach 8-15 powtórzeń, bo to daje masę mięśniową. Ha. Magia kolorowych gazetek. Może właśnie Twoje braki potrzebują 30 powtórzeń? Nie sprawdzisz to się nie dowiesz. Może wręcz przeciwnie, zaczną rosnąć przy 5 powtórzeniach? Boimy się tego, że stracimy czas, a tracimy go właśnie uparcie trzymając się rzeczy, które nic nam nie dają. Szukaj takich zakresów, które na Ciebie działają. Nie baw się ćwiczeniami nie dającymi Ci progresu, nawet jeśli cały świat twierdzi, że jest inaczej.
Boisz się kolegów stukających się w głowę na widok Twojego treningu? No cóż, sam musisz wybrać na czym bardziej Ci zależy. Na pięknej sylwetce, masie mięśniowej, czy na akceptacji okupionej przeciętniactwem.

Wady postawy

Coraz trudniej wytłumaczyć człowiekowi, jak ma poprawnie wykonywać dane ćwiczenie. Nasza postawa daleka jest od naturalnej. 80% ludzi ma wady postawy. Najczęściej skrzywienia kręgosłupa. To sprawia, że technika ćwiczeń jest kaleczona i pojawiają się tzw. oporne grupy mięśniowe. Nie chcą rosnąć, bo nie otrzymują poprawnych impulsów. Pracują niezgodnie ze swoim przeznaczeniem.
Trenując z wadą postawy zwykle tylko się ją pogłębia. Coraz więcej ludzi skarży mi się na bóle kręgosłupa. Młodych ludzi. Tłumaczę, doradzam, oni kiwają głowami ze zrozumieniem i nadal nic nie robią.
Najlepiej byłoby gdybym wszystkich wysłał do ortopedy. Cóż, kiedy znam realia. Podziwiam wiedzę trenerów, którzy tak właśnie postępują. Jest to dobre i rozsądne, ale cóż. Trudno mi podzielać ich idealizm. Znaleźć dobrego ortopedę nie jest łatwo. Takiego, który mówiąc kolokwialnie „nie oleje sprawy”. Warto szukać, trzeba męczyć lekarzy, ale sam wiem jak trudno o fachową pomoc z ich strony. Mamy doniesienia o wspaniałych osiągnięciach medycyny, mamy też smutną rzeczywistość polskiej przychodni. Nawet prywatna wizyta nie zawsze gwarantuje odpowiedni poziom usług.
W tej sytuacji możemy zrobić tylko dwie rzeczy. Pytać się o dobrego lekarza w okolicy oraz samodzielnie próbować dobierać ćwiczenia rehabilitacyjne, które uzupełnią nasz trening. I jedno i drugie łatwe nie jest. Pamiętajmy też, że im więcej ruchu w naszym życiu, tym mniej wad postawy.

Zawirowania profilu hormonalnego

O profilu hormonalnym niewiele mogę dokładnie na dziś napisać. Nie ukrywam, że sprawa jest złożona. Należałoby się w tym miejscu odwołać do metody biosygnatury Poliquina, jednak udostępnione materiały nie dają pełnego wglądu w tę metodę. Trzeba wyłożyć grubą gotówkę i jechać na specjalny kurs.
Co możemy na pewno stwierdzić? Większość z nas ma zaburzony profil hormonalny. Nasz organizm źle żywiony produkuje zbyt dużo kortyzolu. Nie umiemy dobrze radzić sobie ze stresem, kolejny powód do nadprodukcji kortyzolu. Masz duży brzuch, gdy reszta jest chuda? To właśnie jest odpowiedź.
Soja, brak tłuszczu w diecie – spadek testosteronu. Sprawdź fałdy tłuszczowe na tricepsach. Jeśli są duże – masz odpowiedź. Tłuszcz na udach, czy to u mężczyzny czy u kobiety, to nadwyżka estrogenów. Organizm zbiera zbyt dużo wody? Spadek aldosteronu – za mało potasu w diecie, za dużo sodu.
To tylko wierzchołek piramidy. Należałoby w ten sposób omówić kilkanaście najważniejszych hormonów (zwłaszcza insuliny) i ich wzajemne korelacje. Potem omówić istotne enzymy i aminy… Dziś jeszcze nie czuję się na siłach, by bardziej dogłębnie opisać temat. Ciągle zbieram skrawki informacji, testuje, sprawdzam i powoli buduję pełny obraz. Praca jest trudna, bo niewiele można znaleźć na ten temat.

21 odpowiedzi do artykułu “Dlaczego barki nie rosną? – Teoria kulturystyki dla tych, którzy chcą zrozumieć więcej cz. 3

  1. rodzyn

    wlasnie apropo hormonów.. tak z moich obserwacji.. czy nie wydaje sie sluszne.. spozywanie oddzielnie weglowodanow i tluszczu ? (jesli np jem bialko i wegle to nie dodaje juz tluszczu, zjadam je np w nastepnym posilku, albo pomiedzy) co o tym sadzisz ? wiadomo, ze z weglami nie mozna przesadzac, ale jak juz je ładujemy to może nie chamowac ich tłuszczem.. ? czekam na dawke informacji Stefanie ; )

    1. stefan

      To o czym piszesz to bardziej kwestia enzymów niż samych hormonów, choć hormonów też. Istnieje taka teoria o rozdzielności węglowodanów i tłuszczów. O ile wszelkie dywagacje na temat oddzielania białka od innych składników może sobie darować, o tyle w tym wypadku trudno coś ostatecznie orzec. Podobno takie rozdzielanie tłuszczu i węglowodanów daje dobre efekty. Tylko musisz spojrzeć na sprawę od strony praktycznej. Nagle może się okazać, że by wszystko pogodzić będziesz musiał zjeść 12 posiłków na dobę. Trochę to tak, jak z treningiem kilka razy na dzień. U zawodowca podporządkowującego wszystko wynikom najlepszy układ. U amatora gorzej. Gdzie to wszystko upchać, gdy jeszcze jest praca i inne obowiązki? Ja ostatnio nieśmiało wprowadzam sobie drugi wieczorny trening, ale bardzo ostrożnie. Akurat w tej chwili stać mnie na to czasowo. Pewnie nie zawsze tak będzie.
      Teoria nie została ostatecznie potwierdzona. Możesz próbować. Tylko bierz pod uwagę realia. To oznacza, że w pierwszym tygodniu będzie fajnie. Nowy bodziec itd. Po dwóch tygodniach zaczniesz mieć wszystkiego dość, bo za dużo będzie kombinowania i wyrzeczeń. Więc coś co potencjalnie może Ci pomóc, stanie się przyczyną spadku motywacji. Psychicznie też łatwo się wypalić, gdy narzucisz sobie za dużo.

  2. rodzyn

    dzieki za wyczerpujacą odpowiedz. bede doglądał efektów. zobaczymy jak sie moja taktyka przełoży na realia. swoją drogą czytam Twoją stronkę może od tygodnia (szkoda, że tak późno odkyłem) ale zaszczepiłeś we mnie cheć kombinowania, eksperymentowania i „nutke” krycytyzmu wobec „klasycznych teorii”.

    1. stefan

      Tzw. klasyczne teorie powstały w epoce sterydów. Ta prawdziwa klasyczna kulturystyka miała u podstaw eksperymentowanie i szukanie nowych rozwiązań. Stąd każdy ze starych mistrzów miał własne metody i pomysły. Stosowano pulsacje, specjalizacje i inne sztuczki na długo przed tym całym bałaganem pod szyldem Weidera. Dziś już niejedna rzecz została zapomniana i trzeba je na nowo odkrywać. Oczywiście nie zawsze należy wywarzać otwarte drzwi. By zacząć samodzielnie kombinować trzeba cokolwiek wiedzieć i nauczyć się od innych. Dlatego lektura też jest ważna. Na razie odkryłem Thibaudea i Poliquina. Do tego dochodzą tacy fachowcy, jak Kreamer, Zatsiorsky, Verkhoshansky i kilku innych z byłego bloku wschodniego. To z nich pełnymi garściami czerpie Thibaudeau. Niestety zero tłumaczeń, a czytanie prac naukowych po angielsku pomijając koszmarne ceny książek, to jest nie lada wyzwanie. Sam utknąłem na książce Zatsiorskyiego i Kreamera. Jeszcze tu można dorzucić Bompę, choć to trochę inna działka.
      Do tego masz francuskie badania nad mięśniami. Bardzo ciekawe rzeczy tam odkrywają. Nikt jeszcze tego do końca nie przełożył na praktykę sportową, a to już dla mnie bariera językowa nie do przebicia. Przyznam, że nawet nie wiem dokładnie gdzie szukać szczegółów. Na dzień dzisiejszy nauka, gdy chodzi o kulturystykę, jeszcze nawet nie raczkuje. Wszystko przed nami 🙂

  3. rodzyn

    Stefan przy okazji dziekuje za poprzednie opinie i odpowiedzi, dzis natomiast pragne sie zapytac co sadzisz o boosterach testosteronu. jest sens zaopatrzenia sie w taki produkt jesli utrzymuje podaz 2gr tłuszczu/kg masy ciala.. ?
    z gory dziekuje za odp.

    1. stefan

      Wiesz, tu trudno o jednoznaczną odpowiedź. Niektórzy kupują boostery licząc na to, że przeskoczą naturę. Jeśli w diecie jest wystarczająca ilość białka i tłuszczu, to z założenia testosteron powinien być na odpowiednio wysokim poziomie. Oczywiście trzeba też brać pod uwagę to, jak długo wcześniej jadło się byle co.
      Więc z tego punktu widzenia nie warto. Lepiej kupić więcej mięcha czy też białka albo aminokwasów. Sprawa się komplikuje, gdy weźmiemy pod uwagę wiek. Wiadomo, że z czasem poziom testosteronu spada. Przy czym, przy dobrym odżywianiu i regularnych treningach niejeden facet po czterdziestce będzie miał wyższy poziom niż dwudziestolatek. Jeśli jednak zdecydował się na zmiany w dość późnym wieku, to czasowo taki booster może pomóc. Dobre rezultaty daje też korzeń pokrzywy. Można sobie raz na rok zrobić taki „cykl anaboliczny” jeśli ma się powiedzmy minimum te trzydzieści lat. Łatwo dostępne w aptece i stosunkowo tanie. Testosteron skacze w górę bez dwóch zdań, bo to akurat sam sprawdzałem na sobie. Tyle, że jeśli przesadzisz z ilością lub długością cyklu to po nagłym skoku w górę będzie na jakiś czas silny spadek.
      Rzadko też bierze się pod uwagę wpływ stresu na testosteron. Akurat teraz mam dość fatalny czas pod tym względem i czuję mocno, jak bardzo to się odbija na testosteronie, treningach itd. Mimo odpowiedniej diety wyraźny spadek formy. Czy w tej sytuacji taki booster może pomóc? Trudno powiedzieć. Jest to teoretycznie możliwe, gdybyśmy założyli działanie o odwrotnym wektorze – podwyższamy testosteron i tym samym obniżamy poziom stresu. Teoria wygląda fajnie co nie znaczy, że musi być prawdziwa. Należałoby to sprawdzić w praktyce.
      Ogólnie powiem tak – im ktoś jest młodszy tym bardziej powinien się zastanowić, czy warto brać tego typu rzeczy. Zwłaszcza jeśli źle się żywi i próbuje maskować suplementami niedostatki diety.

  4. rodzyn

    ze stresem wiąże się kortyzol, a u mnie to jest spory problem, poniewaz łatwo łapię oponkę na brzuchu, mając przy tym twarde uda i ramiona. może coś w tym temacie mi poradzisz. wracając do boosterów testosteronu, dostępne są na rynku preparaty, które podwyższają poziom teścia poprzez zmniejszenie poziomu estrogenu, może to jest jakieś wyjscie. .?
    pozdrawiam!

    1. stefan

      Wiem w czym problem. Sam to czasem przerabiam na sobie. Dla wielu ludzi stres jest poważnym hamulcem rozwoju masy. Choćby dziś. Wyraźnie czułem, że gdybym był w lepszej formie psychicznej zrobiłbym sporo więcej na treningu. Niby nic a naprawdę bardzo dużo.
      Co gorsza tu nie ma prostych rozwiązań. Na pewno więcej magnezu wieczorem i może dodatkowo potas. Więcej białka i tłuszczu też do jakiegoś stopnia polepsza sytuacje. Kłopot w tym, że do pewnego stopnia. Wiadomo, że każdy czasem miewa dołki psychiczne. Składa się na to sporo czynników. Można jeszcze doraźnie popijać sobie jakieś ziółka na uspokojenie lub nawet jakieś preparaty przyjmować. Oczywiście nie mówię o typowych lekach uspokajających, bo to ślepa uliczka.
      Inna sprawa to ogólnie praca nad sobą, nad swoją psychiką, ale to już temat rzeka i raczej trudno to wszystko opisać w jednym komentarzu. No i trochę już wchodzimy na zupełnie inne tematy. Dopowiem tylko tyle, że im ktoś miał bardziej skomplikowaną historię życia, tym bardziej powinien się sprawą zainteresować.
      Najprostsze co można zrobić to zapewnić sobie dobrze przemyślany wypoczynek, czyli taki, który oderwie umysł od problemów.
      Natomiast zmniejszanie poziomu estrogenów nie jest najlepszym pomysłem. W potocznym mniemaniu testosteron to hormon męski, a estrogeny (zwłaszcza estradiol) to hormony żeńskie. W rzeczywistości każdy facet potrzebuje pewnej ilości estrogenów, tak jak kobieta testosteronu. Prawdziwy „kobiecy” hormon to progesteron. Kluczem są proporcje. Gdy u faceta jest za mało testosteronu to spada potencja itd., ale gdy za mało ma estrogenów również odbija się to na potencji. Dlatego takiej opcji nie polecam.

  5. rodzyn

    ochota na booster mi przeszla. co do kortyzolu, to moj problem lezy gdzies indziej niz w psychice choc w pewnym stopniu na pewno również. musze dorzucic jeszcze tłuszczów do diety, choć po latach jedzenia go w „symbolicznych” ilościach jest z tym problem.. przez jakże to śliczne „kulturystyczne” diety. śmietana 30% na stałe zagosciła w mojej lodówce. myśle o czymś jeszcze co jest napakowane tłuszczami. mam w swoim arsenale jeszcze masło, orzechy, oliwe, jajka, wieprzowine.. coś mi podpowiesz jeszcze Stefanie.. ? w zasadzie sam troche komplikowałem ostatnio sprawę poprzez niełączenie węgli z tłuszczem, ale juz powoli zaprzestaje tego eksperymentu.

    PS przypomniała mi się sprawz z pompkami. w zasadzie lubie je w kązdych odmianach i od wielu miesięcy były i są w moim arsenale ćwiczeń, stąd moje pytanie odnosi sie do tego co sądzisz o pompkach na taboretach. i pytanie dodatkowe, czy pomimo tego iż są to pompki, to należy traktować je jako ćwiczenie plastyczne.. ? przyznam szczerze, iż zawsze traktowałem je jako dobre uzupełnienie…. wszelakich, NIESZCZĘSNYCH wyciskań, które zastąpiły teraz pompki na poręczach.

    1. stefan

      Z kortyzolem związana jest jeszcze jedna rzecz. Im bardziej intensywny wysiłek lub też im dłużej trwający, tym kortyzolu jak i wszystkich innych glikokortykosteroidów wydziela się w organizmie więcej. U osoby niewytrenowanej wysiłek powoduje większą produkcję kortyzolu niż u osoby wytrenowanej. Teraz jeśli przełożymy te zasady na praktykę to wychodzi jasno, że jeśli Twój trening swoją intensywnością lub długością przekracza zanadto aktualne wytrenowanie organizmu, to tym samym bardziej zwiększa się poziom kortyzolu. Więc przesadzanie z intensywnością niewspółmierną do potrzeb daje większe straty niż zyski. To dlatego między innymi preferuję proste plany i stopniowe zwiększanie bodźców. Ciągle się pisze o tym, że trzeba trenować bardzo intensywnie. Co z tego wynika? Wiadomo. Tu nawet nie chodzi o przetrenowanie, którym ciągle nas tak straszą tylko odpowiednią intensywność i objętość pojedynczych jednostek treningowych. Bo samych jednostek może być dużo. Nawet u początkującego, choć nie jest to konieczne. Chodzi mi w sumie o to, by pod tym kątem przyjrzeć się też swoim treningom. Nie zawsze bardziej intensywnie oznacza większy przyrost.
      Pompki w każdej postaci są ćwiczeniem złotym. To nie plastyka. To zawsze do jakiegoś stopnia przenoszenie ciała w przestrzeni. Jeśli ktoś nie ma siły na poręcze może zacząć od zwykłych. To lepsze niż wyciskanie. Problem z nimi jest tylko taki, że z czasem nie ma za bardzo jak dokładać ciężaru, ale można zawsze traktować je jako uzupełnienie dipsów. Na taboretach masz większy ROM, a więc i bardziej rozwijasz klatkę. Tylko należy uważać, by nie przesadzić i nie naderwać ścięgien.

  6. rodzyn

    wracając do diety, staram sobie powiększyć asortyment użytecznych produktów. wiórki kokosowe mogą być kolejnym źródłem tłuszczu.. ? zbyt często jem to samo, a sam podkreślasz, ze trzeba różnicować posiłki.

    1. stefan

      Wiórki kokosowe jako źródło kwasów tłuszczowych nienasyconych może być. Nie wiem tylko, jaka tam jest proporcja omega 3 do omega 6. Nasycone też są, więc myślę, że od czasu do czasu można wykorzystać. Z racji, że antycholesterolowa krzykliwa propaganda źle się wypowiada na temat wiórków kokosowych, zaczynam spoglądać na nie bardziej przychylnie. Weź tylko pod uwagę węglowodany w nich zawarte przy ogólnym bilansie.
      Oczywiście różnicowanie to podstawa. Sam jestem zły na siebie, że przesadziłem kiedyś z surowymi jajkami i teraz mam problem z ich przyswajaniem.

  7. rodzyn

    z tego co czytałem zawiera w większości nasycone. liczyłem bilans tłuszczy i węgli, wychodzi na to, że z 25gr wiórków otrzymuje 15gr tłuszczu i 5gr węgli (na razie ostrożnie zaaplikowałem – „na spróbowanie”). wsypałem to do szejka białkowego i ku mojemu zdziwieniu idealnie sie wymieszało (spodziewałem się, iż poprostu pozostanie osad na dnie szejkera). na necie czytałem również, że może służyć jako panierka do kurczaka, co wydaje się „kuszącą” opcją, tylko pozostaje pytanie na czym to smażyć, aby nie zwariować od nawału smaków, na oleju kokosowym (lekki uśmiech)..?

  8. rodzyn

    co do proporcji omega 3 do 6 to nie przejmuję się nią, ponieważ wydaję mi się, iż można zwariować od tych wszystkich wyliczeń, a ja już tak mam, że szybko się w coś wciągam i przeginam tam gdzie nie trzeba. na chłopski rozum uznaje iż jeśli jem dużo jajek to musze wypić też „troche” oleju lnianego. dorzucam też orzechy włoskie, choć przyznam szczerze, iż nie pamiętam jakie omega w sobie zawierają. pozdrawiam gorąco!

    1. stefan

      Wszelkich olejów roślinnych należy unikać, podobnie jak margaryny. W olejach jest dużo omega 6. To właśnie ten tłuszcz, wbrew powszechnej propagandzie jest odpowiedzialny za miażdżycę i sporo innych chorób. Nie powinno go być w diecie za dużo. Z tym bym naprawdę uważał. Margaryna, to wiadomo -trans, czysta trucizna. Natomiast smażenie na oleju tylko sprawę pogarsza. Szybko się utleniają.
      Jeśli już chcesz coś smażyć to tylko na maśle albo smalcu.
      Omega 6 bardzo mocno obniżają testosteron. Jasne, że trudno wszystko wyliczyć od A do Z i dlatego uważam, że tłuszcze zwierzęce są dla nas bezpieczniejsze. Jeśli z nimi przesadzisz nie ma tylu szkód. Najlepsze źródło nienasyconych to tran.

  9. rodzyn

    co do pokrzywy to masz jakis sprawdzony preparat, bo nie orientuje się to czy maja byc suche ziółka, czy jakies tabletki. jakbyś mógł cos skrobnąć troche o tym to byłbym wdzięczny. Myśle, że po pokrzywie mógłbym np. rozpocząć suplementację tribulusem. Jakie jest Twoje zdanie Stefan.. ?

    1. stefan

      Stosowałem Urtix – korzeń pokrzywy w tabletkach. Dostępne prawie w każdej aptece za ok. 10zł. Za pierwszym razem działał bardzo mocno, za drugim znacznie słabiej, ale to już specyfika mojego organizmu. Coś co na mnie raz zadziała, za drugim już nie bardzo. To nie znaczy, że tak musi być u każdego.
      Ogólnie możesz spróbować z innymi preparatami z korzenia pokrzywy. Ważne, by to był korzeń, a nie liście. Wyciągiem z liści można najwyżej włosy myć.
      Niektórzy chwalą sobie kozieradkę, miałem próbować, ale jakoś do tego nie doszło. W tym wypadku niestety zapach potu jest ponoć bardzo nieprzyjemny i nawet częste mycie niewiele daje, więc problem z życiem towarzyskim tudzież intymnym.
      No i wreszcie tribulusy. Tylko, jeśli chcesz z tym eksperymentować to radzę zachować przynajmniej z 2 miesiące przerwy pomiędzy takimi „cyklami”. Nie ma sensu ciągle napędzać sztucznie organizmu, nawet jeśli tylko ziołami.
      Do tego cynk lub pestki z dyni. Te ostatnie nie działają silnie, ale są całkiem niezłe na dłuższą metę. Ich główną wadą jest cena. Obecnie kosztują koszmarnie dużo, więc na razie z nich zrezygnowałem.

  10. rodzyn

    znalazlem coś i z pestką z dyni i z pokrzywami i w dodatku palmą sabałową, która również działa korzystnie na poziom testosteronu. preprat zwie sie… Prostatan z firmy… Olimp. mógłbyś rzucić okiem Stefan.. ? niby lek na prostate, ale dostępny bez recepty, uważam iż mógłby być przydatny. cena 30 zł za 30 dni suplementacji również zachęca. czekam na opinie i pozdrawiam !

    1. stefan

      Nie chcę się tu bawić w eksperta od suplementów. Nie próbowałem wszystkich. Wygląda ok. Nie jestem tak do końca pewny co do tego ograniczania DHT, ostatecznie to najbardziej anaboliczna forma testosteronu. Co do prostaty, czy innych negatywnych skutków działania DHT, to bardziej kwestia tego, jakie receptory AR go wyłapują. No, ale możesz spróbować. Nic złego stać się nie powinno.