Wszystko co kulturysta (i nie tylko) powinien wiedzieć o alkoholu cz. 2

Upijanie się od czasu do czasu

O ile pierwszy rodzaj picia raczej nie dotyczy kulturystów, to z zachowaniem polegającym na upijaniu się od czasu do czasu miałem okazję się zetknąć pośród ćwiczących. W zasadzie skutki nie są tak straszne, jak te opisane powyżej. Co bynajmniej nie znaczy, że nie będzie to miało negatywnego wpływu na treningi.
W tym wypadku także mamy do czynienia z zatruciem, tyle, że zdarzającym się rzadziej. Jest to dokładnie ta sama sytuacja, z jaką można się spotkać w przypadku zatrucia pokarmowego. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że tego typu zatrucia nie sprzyjają budowaniu sylwetki, a bywa nawet tak, że cofają do tyłu o kilka tygodni.
Widywałem nawet delikwentów, którzy trenowali ciężko na sterydach, a potem upijali się raz czy dwa w miesiącu. W masie mięśniowej wychodzili na plus, choć z racji całkowicie błędnej metodyki był to plus niewielki. Gdy do tego dodać alkohol, to ich zdrowie na pewno nie wychodziło na plus. Co więcej po kilku latach można było zaobserwować pewną degenerację w sferze emocjonalnej, a my już tylko możemy dywagować, czy to wpływ sterydów czy alkoholu. Osobiście stawiałbym na dość diaboliczną mieszankę tych dwóch czynników.
Wracając do kulturystów naturalnych możemy stwierdzić, że silne zatrucie i szereg innych zaburzeń towarzyszących upiciu się, nie sprzyja ani zdrowiu ani treningom. Zapewne zagrożenia zdrowotne będą mniejsze, jednak i w tym wypadku istnieje spore ryzyko. Od siebie mogę dodać jeszcze i to, że nie widzę sensu doprowadzania się do takiego stanu. Cóż to za przyjemność, jeśli kończy się nad muszlą klozetową? Potem jeszcze trzeba odcierpieć przynajmniej jeden dzień. Dawno temu w okresie szalonej młodości i mnie zdarzały się takie wyskoki. Obecnie jestem od tego daleki.

Niemal codzienne drinkowanie – przyjemne i niegroźne?

Ta forma picia jest obecnie dość modna w większych miastach, choć się do nich nie ogranicza. Wszak jedno czy dwa piwa to nic złego. Wychodzi się z przyjaciółmi na drinka lub kupuje do domu. Niekiedy stopniowo opróżnia się zgromadzone większe zapasy.
Trudno też przekonać amatorów takiego popijania, że jest w tym coś złego. Przyznaję, że nawet nie próbuję, choć mam takich znajomych. Wiem, że jestem bez szans. Tymczasem bardzo szybko można popaść w alkoholizm. Wprawdzie nie jest to tak groźne dla zdrowia, jak częste upijanie się, ale też ma swoje reperkusje. Niewielkie ilości alkoholu nie są wcale toksyczne, ale pozwólcie, że to tej sprawy powrócę w następnym paragrafie.
Jednak wszystko co napisałem wcześniej o psychicznej mobilizacji, w tym wypadku również ma miejsce. Bardzo szybko spada zdolność do wymagania od siebie. Skoro dziennie lub niemal dziennie trzeba pokrzepić się czymś mocniejszym, to wierzcie mi szybko spadnie zaangażowanie na treningach. Zwykle też mniej wagi przywiązuje się do żywienia. Tak więc powoli alkohol zastępuje kulturystykę.
Choć rzadziej, ale i tu może dojść do marskości wątroby czy niewydolności nerek. Rzecz jasna nie tak szybko, jak przy upijaniu się, ale diabeł nie śpi. Nie wolno nam także lekceważyć badań wskazujących na spadek testosteronu po alkoholu. Właściwie zgadzam się z Brekhanem, że spadki te nie są duże, do czego też jeszcze wrócę, to jednak fundowanie ich sobie codziennie na pewno dobrze nie wpłynie na gospodarkę hormonalną czy efekty treningowe.
Trzeba więc sobie uczciwie powiedzieć, że takie często popijanie nawet niewielkich ilości alkoholu nie idzie w parze z treningami, czy nawet zdrowiem. Czas na najważniejszy akord.

Picie kontrolowane

Dość często staram się zwracać uwagę na fakt, że lubimy stawiać sprawy na ostrzu noża. Tak albo nie. Nic pośrodku. Świat czarno-biały jest mało interesujący i nie ma co ukrywać, jest światem fanatyka. Kazano nam trenować intensywnie to posuwamy tę intensywność do granic rozsądku i lekceważymy sygnały wysyłane nam przez organizm. Potem przerzucamy się w drugą skrajność i oświadczamy, że wszyscy się przetrenowują, a jedyny słuszny system to HST.
Nie inaczej jest z alkoholem. Chcemy prostej odpowiedzi, pić albo nie pić. Koniec. Problem polega na tym, że dość często brakuje nam krytycznego myślenia i kontroli nad własnym życiem. Nie potrafimy zarządzać rozsądnie własnymi finansami, czasem, jedzeniem czy nawet treningami. Wolimy, jak ktoś inny poda nam prawdę objawioną na talerzu.
Odpowiedzi prawdziwe rzadko bywają proste. Stąd tak długi wywód z mojej strony. Mógłbym wprost napisać z czym się nie zgadzam w artykule Brekhana, a z czym się zgadzam. Chciałem jednak pokazać Wam sprawę z jak najszerszej perspektywy. Teraz mogę już stwierdzić, że pić można pod warunkiem, że ma się nad tym pełną kontrolę i zna się wszystkie konsekwencje.
Z większością stwierdzeń wspomnianego autora w zasadzie się zgadzam. To co mi się tam najbardziej nie podoba to zalecenie, by w dniu picia zrezygnować z tłuszczów. Jest dokładnie odwrotnie. To właśnie tłuszcze zabezpieczają nas przed ewentualnym zatruciem. Jasne, że przy tankowaniu niczym wesoła cysterna to nie pomoże, ale przy piciu kontrolowanym jest bardzo na miejscu.
Idźmy po kolei. Niewielka ilość alkoholu nie jest tak toksyczna, jak się powszechnie twierdzi. Argument Brekhana, że ludzie pijący w taki sposób żyją dłużej niż nie niepijący jest jak najbardziej prawdziwy. Jeśli od czasu do czasu pozwalamy sobie na rozluźnienie układu nerwowego za pomocą niewielkiej ilości alkoholu, to ma to na ten układ nerwowy zbawienny wpływ. Jest się bardziej odpornym na stres i nawet do pewnego stopnia mniej podatnym na zapadanie na niektóre choroby. Znam osoby pijące w taki sposób, niektóre w dość podeszłym wieku i ich stan jest tu najlepszą rękojmią. To rozluźnienie może nawet spowodować poprawę wyników na treningu na drugi dzień. Jednak nie wolno nadużywać tego efektu, o czym była już wcześniej wyraźnie mowa.
Zgadzam się także, że spadki testosteronu w tym wypadku nie są tak wielkie. Coś niecoś o tym wiem. Zresztą taki niż hormonalny, byle nie zdarzał się za często, organizm później rekompensuje wyżem. To samo odnosi się do wody. Tracimy jej więcej, ale przecież zawsze można ją uzupełnić. Na pewno nie warto łączyć alkoholu z kreatyną, bo to już mija się z celem.
Na temat termogenezy, czy kalorii zwartych w alkoholu nie ma sensu dywagować. Alkohol jest określonym składnikiem, który działa tak a nie inaczej. Rozważania na temat kaloryczności są jak zawsze pozbawione sensu. Tzw. mięsień piwny jest przede wszystkim wynikiem spożywania dużych ilości węglowodanów zawartych w piwie, które nie mają żadnych wartości odżywczych. Co więcej zapycha się brzuch, gdy reszta organizmu nadal jest głodna. To zbija testosteron i rozpędza kortyzol. Tak to wygląda w dużym uproszczeniu i wyliczanki kaloryczne nie mają żadnego znaczenia.

Picie kontrolowane w praktyce

Alkohol jest znany ludzkości od zawsze. Umiejętnie używany może dać nam relaks i nawet poprawić zdrowie. Nadużywany staje się trucizną. Bynajmniej nie jest to jego specyfika. Tak jest z wieloma ziołami, a nawet pokarmami. Wszystko w nadmiarze szkodzi.
Jak więc przełożyć na praktykę to co zostało tu stwierdzone. Po pierwsze należy wyznaczyć sobie rozsądny przedział czasowy. Będzie on się wahał od trzech dni do tygodnia. Co tyle możemy się napić, co nie znaczy, że musimy. Minimum to trzy dni przerwy. Tego trzeba się trzymać, choć każdy sam powinien określić co ile może pić. Byle nie częściej.
Druga sprawa to ilość. Z moich doświadczeń wynika, że rozsądna ilość waha się od 50ml do 200ml równowartości wódki. Ta górna granica jest tylko dla nielicznych i większości radzę trzymać się w pobliżu dolnej. Ostrożnie też należy podchodzić do alkoholi słodkich no i piwa. Zwłaszcza, jeśli ktoś ma skłonności do otłuszczenia się.
Nie wolno też pić w okolicach treningu. Tylko po i to w oddaleniu przynajmniej 3-4 godzin. Należy jeść normalnie jak zawsze. Nie bać się spożycia nawet większej ilości białka i tłuszczu. Dieta białkowo-tłuszczowa sprawia, że alkohol do pewnego stopnia nawet poprawia metabolizm. Pamiętajmy, że większość badań na temat szkodliwości takiej czy innej substancji nie bierze pod uwagę modelu żywienia osób badanych. Jak dla mnie to spore niedopatrzenie.
Wszystkie te zalecenia nie dotyczą osób, którym lekarz wyraźnie zabronił spożywania alkoholu ze względu na zdrowie. W tym wypadku należy się trzymać jego zaleceń. Warto również stosować się do sentencji Jana Himilsbacha i nie pić z byle kim. „Przy piciu wymagam dwóch rzeczy. Pewnej dozy lojalności i poziomu inteligencji”.

26 odpowiedzi do artykułu “Wszystko co kulturysta (i nie tylko) powinien wiedzieć o alkoholu cz. 2

  1. Krzychu

    Hej 🙂 ja sie moge ciekawymi obserwacjami podzielic..nie pije często, raczej bardzo rzadko, no ale jesli juz tak sie stanie to o dziwo na dugi dzien mam wiekszego powera i jestem znacznie lepiej ‚pobudzony’ na treningu. Nie jest to moj wymysl, tak jest..odczuwam to – dziwne wiem

  2. Tomek

    Witaj
    Bardzo ciekawy arykuł. Podzielam Twoje zdanie na temat pijących alkohol w nadmiarze choć z chorobą Korsakowa jeszcze się nie spotkałem a jest to batdzo ciekawy przypadek. Najgorsze jest to że wśród nałogowych alkoholików coraz częściej można spotkać niepełnoletnich i w przeciągu 1-2 roku picia zmienia się psychika.
    Ale to na szczęście mnie nie dotyczy natomiast odkąd czytam na temat kulturystyki kilka razy spotkałem się z tym że testosteron powoduje wpadanie włosów, wcześniejsze zrastanie kości i nadmierne owłosienie(niestety nie tam gdzie jest to wskazane) Co o tym sądzisz?

    1. stefan

      Krzychu:
      Też wielokrotnie obserwowałem podobny efekt, ale tak jak pisałem w przypadku picia kontrolowanego. Po wielkim chlaniu to raczej nikt na drugi dzień na siłowni nie zabłyśnie.

      Tomek:
      Zespół Korsakowa jest raczej dość rzadkim schorzeniem. Podałem to jako ciekawostkę i pewną przestrogę, bo objawy są naprawdę przerażające. Wyobraź sobie, że pamiętasz swoje życie tylko do określonego wieku i w tym punkcie czas się dla Ciebie zatrzymuje. W opisywanym przez Sacksa przypadku człowiek miał około pięćdziesiątki, a ciągle wydawało mu się, że ma dwadzieścia lat i nie rozpoznawał się w lustrze. Nie pamiętał później poznanych ludzi ani co do niego mówiono kilka minut temu. Żył tylko w teraźniejszości.
      Inny przypadek to człowiek zatrzymany w czasie, który żył w ciągłej rozpaczy, bo kompletnie nie wiedział co się z nim dzieje. Tłumaczenia nic nie dawały, skoro po chwili je zapominał.
      Pewnie miałem dodać jeszcze do listy neuropatię poalkoholową, bo to trochę częstszy przypadek. W tym schorzeniu nerwy obwodowe zostają uszkodzone, co wprost przekłada się na spadek siły mięśniowej. Oczywiście nie można wszystkich neuropatii utożsamiać ze skutkami picia alkoholu. Odmian tej choroby jest bardzo dużo, a właściwie każdy indywidualny przypadek może być inny i wywołany częściowo innymi czynnikami.
      Co do testosteronu to należałoby uściślić, czy chodzi o naturalny wytwarzany przez organizm, czy syntetyczny, czyli pożywkę kolegów koksiarzy. W naturze testosteron u mężczyzny jest raczej gwarantem zdrowia. Tak w wielkim uproszczeniu. Skoro zaś chłopcy rosną dłużej niż dziewczęta, to teza o zrastaniu kości raczej do mnie nie przemawia.
      Tylko, że testosteron konwertuje też w DHT, czyli swoją bardziej aktywną i silniejszą formę. To czy będzie wywoływał dodatkowe niechciane skutki, czyli głównie łysienie i powiększenie prostaty, zależy w dużej mierze od wrodzonych predyspozycji, czyli tego na ile mieszki włosowe są wrażliwe na DHT i jakie receptory androgenne wychwytują ten hormon. To już jest uwarunkowane genetycznie. Innymi słowy brak łysiny nie świadczy o tym, że ktoś ma niski poziom testosteronu. Można mieć wysoki i jednocześnie bujną fryzurę. Niestety z tego co wiem, póki co nie mamy bezpośredniego wpływu na to, jak nasz organizm radzi sobie z testosteronem. Jedyne co to specjalne szampony czy odżywki np. z minoxidilem, które chronią włosy.
      W przypadku testosteronu syntetycznego jest go już na tyle dużo, że skutki uboczne muszą wystąpić niemal zawsze. Przede wszystkim konwersja nadmiaru testosteronu w estradiol, czyli popularna aromatyzacja. W normalnych warunkach część testosteronu też konwertuje, ale nie tak dużo. Tu już może dojść do zaniku jąder czy pojawieniu się piersi. Dodatkowo przeciążony zostaje układ metaboliczny i niektóre jego narządy, ale to już inna historia. To na ile tak się stanie zależy od dawek i od uwarunkowań danej osoby.

  3. Mateusz

    Osobiście mało piję alkoholu – nie zdarza się więcej niż 1-2 piwa raz na tydzień, czasem nawet i bywa że na miesiąc. Też trzymam się ogólnie świadomych zasad – nigdy nie piję przed siłownią, zazwyczaj kilka godzin po treningu, jadam normalne posiłki, nie przejmuje się mitami i legendami, jaki i spadkami hormonów. Piję najczęściej jakieś miodowe, bądź z sokiem dla rozkoszy, rozluźnienia, przyjemności w towarzystwie i czuje się szczęśliwy. Mocnego alkoholu typu wódka nie dotykam, po prostu nie przepadam za takimi trunkami. Jedynie lubię skosztować dobre wino najlepiej czerwone wytrawne, bądź półsłodkie i dobre piwko 🙂

    O degradacji emocjonalnej to oczywiście podpisuje się pod tym, wielu ludzi znajomych dookoła niestety popłynęło w inną krainę nieszczęścia.

    1. stefan

      Zniszczonych przez alkohol życiorysów widziałem aż nadto.
      Nie wiem na czym to polega, ale kilka lat temu wolałem piwo czy wino, a teraz bardziej się skłaniam ku niewielkiej ilości mocniejszych trunków co jakiś czas. Może to ma jakiś związek ze zmianami w żywieniu? Inna aktywność enzymów? Muszę jeszcze nad tym pomyśleć, bo w literaturze pewnie nic nie znajdę na ten temat. Jakbyś na coś przypadkiem trafił w ramach studiów to daj znać.

  4. Mateusz

    Dr Kwaśniewski w książce „tłuste życie” pisał, że ludzie żywiący się tą jego dietą optymalną – czyli niewielkie tak naprawdę ilości białka zwierzęcego i trochę tłuszczy zwierzęcych, bardzo mała ilość węglowodanów, w ogóle niemalże brak produktów pochodzenia roślinnego, którego autor nie jest zwolennikiem – generalnie lepiej przyjmują alkohol i mogą sobie pozwolić na częstsze go spożywanie, bo ich organizm sam blokuje ich po przekroczeniu pewnej ilości i czują się syci, nie potrzebując więcej.

    Szczerze, uważam że nie wszystko odnosi się do nauk i medycyny, nie wszystkie odpowiedzi znajdziemy też w literaturze czy badaniach. Bardzo często naprawdę trzeba umieć sięgnąć do własnego umysłu, on zna odpowiedź na każde pytanie.

    1. stefan

      W tej uwadze Kwaśniewskiego dopatrywałbym się ziarna prawdy. W zasadzie ludzie o wieków łączą spożycie wysokoprocentowych alkoholi z tłuszczem i robią to niejako instynktownie. Inna rzecz, że nadmiar obu tych składników może w dłuższej perspektywie doprowadzić do uszkodzenia wątroby, ale w przypadku picia kontrolowanego to mało prawdopodobne,
      Co do samej diety Kwaśniewskiego to oczywiście nie polecam. Za bardzo monoskładnikowa. Zasługą Kwaśniewskiego jest dowartościowanie tłuszczu zwierzęcego, ale niestety poszedł w tym za daleko. Warzywa i owoce też się przydają jako dodatek. No i te drastyczne ograniczenie białka. Tu pewnie jak wszyscy wzorował się na powszechnej normie 0,8 grama na kilogram. Tyle tylko, że pierwotnie była to górna granica dla ludzi z chorymi nerkami, a potem nagle ktoś z tego zrobił normę dla wszystkich.
      Kilka razy widziałem, jak ludzi opisywali swoje problemy podczas stosowania diety Kwaśniewskiego. Dla mnie te objawy świadczyły o hipoglikemii, czego na forach poświęconych tej diecie jakoś nikt zauważyć nie chciał. Najczęściej radzono im jeszcze bardziej zmniejszyć ilość białka. Wszystko totalnie na głowie.

  5. Mateusz

    Tak zgadzam się z Tobą Kwaśniewski zasłużył sobie tym, że nie widział zła w tłuszczach nasyconych i nie dzielił tego makroskładnika na „zdrowe” i „niezdrowe”, który to często teraz obowiązuje w mediach i serwisach internetowych. Co, ciekawe w jego książce jest wiele odniesień do biblii jako księgi mądrości – to jest fajne, ale mocna krytyka ówczesnych władz rządzących, naukowców u sławy, którzy nie popierali jego badań, jego żywienia już niekoniecznie. Autor uważa, że żywienie to życie, ono odpowiada za wszystkie choroby i je potrafi leczyć bez medycyny.

    Białka w jego diecie optymalnej mało aktywny człowiek czyli powiedzmy średni Polak powinien spożywać 20-30 gram na dobę, większe ilości szkodzą – pozostają niestrawione, obciążają bardzo nerki i układ trawienny. Węglowodanów zaleca nie więcej, niż 50 gram. Tłumaczy to tym, iż pokarmy z początku łańcucha pokarmowego , czyli najcześćiej rośliny są dla człowieka nieprzydatne i kompletnie kiepsko przyswajalne, natomiast człowiek najlepiej funkcjonuje jedząc pokarmy z konća łańcucha pokarmowego , czyli produkty mięsne, ponieważ jesteśmy drapieżnikami.

    Jeszcze poczytam kilka ciekawych tematów z książki i jak coś znajdę ciekawego to napiszę 🙂 Miło pogadać w tym temacie z Tobą. Uważam osobiście, że warto zagłębiać się do wielu źródeł wiedzy, ale trzeba umieć się też krytycznie odnieść do zdania innych i mieć swoje pewne zasady, dzięki którym możemy bzdury odrzucać, a przydatne rzeczy zapamiętywać.

    Pozdrawiam

    1. stefan

      Jak najbardziej. Jak coś znajdziesz ciekawego to opisz. Warto pokazywać różne punkty widzenia.
      No właśnie te ilości białka mnie bardzo niepokoją u Kwaśniewskiego. Z tego niestety nie wystarczy ani na zwykłą odbudowę mięśni ani masy kostnej nawet przy bardzo niskiej aktywności. Jeśli jeszcze weźmie się pod uwagę przemiany białek na hormony czy enzymy to zaczyna to już być poważny deficyt.
      Co do roślin to podobnie uważa Ellis. Sam żywi się mięsem i twierdzi, że to wystarcza. Przy okazji trenuje kulturystkę i robi swoje spacery z obciążeniem. Inni z nurtu paleo są raczej mniej radykalni. Nie jestem pewny teraz jak Eadsowie się na to zapatrują. Pozdrawiam.

  6. Marek

    Mam dwa pytania, jedno do tematu, a drugie do dyskusji.
    Słyszałem ostatnio, od kolegi, że lekarz pracujący w kadrze narodowej(zdaje się piłki nożnej), podczas prywatnego badania powiedział mu, że czasem dobrze jest wypić piwo po treningu. Facet podobno jest bardzo kompetentny, a ja nie bardzo wiem jak to sprawdzić. Tym bardziej, że gość podkreślał, że 1)nie należy z tym przesadzać i 2)musi to być dobre piwo, a nie syf, który wszyscy kupują. Zastanawiam się, czy może to mieć związek z teorią okna węglowodanowego. Inna sprawa, że ja ostatnio odkryłem, że węgle po treningu nie są mi kompletnie do niczego potrzebne. Zawsze coś takiego jadłem po ćwiczeniach i zawsze przypływ energii był chwilowy, a potem dalej czułem się zmęczony. Po białku i tłuszczu bolą mnie dalej „zprzysiadowane” mięśnie, ale znika zmęczenie jako takie.
    A druga sprawa dotyczy Kwaśniewskiego. Jakim cudem ta jego dieta osiągała tak niski poziom białka przy oparciu jej o mięso i sery? Rozumiem, że odpowiednio dobierając składniki można by to obniżyć do powiedzmy 100g. Ale 20?
    Pozdrawiam

    1. stefan

      Jakoś nie widzę tego piwa po treningu. Tak samo, jak przestałem wierzyć w słynne okno węglowodanowe. Jasne, że po solidnym wysiłku organizm domaga się porządnej dawki jedzenia, ale to nie znaczy, że mamy go napychać śmieciami czy węglowodanami. Przede wszystkim mięso!
      Czas zaraz po treningu jest momentem szczególnego szczytu hormonalnego i nie warto go tracić. Spowodujemy tylko nagły skok insulinowy i cukru we krwi a utrącimy testosteron i hormon wzrostu. Zarówno z punktu widzenia rytmu fizjologicznego, jak i psychologicznego, jeśli już chcemy od czasu do czasu się napić to najlepiej zrobić to wieczorem, gdy już wszystko co było do zrobienia w tym dniu zostało zrobione.
      Ta niska ilość białka to właśnie jeden ze słabych punktów diety Kwaśniewskiego. Wbrew pozorom, by uzyskać takie proporcje trzeba jeść niewielkie ilości mięsa, a za to dużo smalcu i masła. Kilka razy czytałem na ich forach, jak ludzie opisywali swoje dziwnie objawy, które mnie jednoznacznie wskazywały na hipoglikemię. Co im radzono? Jeszcze bardziej zmniejszyć ilość białka! Kwaśniewski dowartościował na nowo (nie tylko on) tłuszcze zwierzęce, ale przy okazji popadł w nadmierną skrajność. Propozycja Lutza jest dużo bardziej wyważona. Pozdrawiam.

  7. Piter

    Witam. Nie wiem czy ten problem był już poruszany, więc pytam 😉 Czy przyjmując kreatynę mogę sobie pozwolić na jednego drinka w weekend 🙂 ? Czy będzie to miało negatywny wpływ na przyjmowaną kreatynę ? Pozdrawiam 🙂

    1. stefan

      Jeden drink na tydzień nie powinien nic zmienić. Byle w większym oddaleniu czasowym od kreatyny i później dobrze byłoby uzupełnić wodę. Pozdrawiam.

  8. izrail.

    Znowu odświeżam ale co tam: P
    Chciałem poruszyć sprawę tego piwa po treningu. Chodzi tu o szybkie usunięcie metabolitów po treningu, przez np piwo bo jest moczopędne albo przez „uderzenie wodne” np wypicie litra wody itp. Słyszałem już o tym pare razy od osób które zajmowały sie sportami drużynowymi: )

  9. izrail

    Ponownie odświeżam ale co tam: P
    Chciałem poruszyć sprawę odnośnie tego piwa po treningu. Chodzi tu o szybsze usunięcie metabolitów po intensywnym treningu, np właśnie przez wypicie tego piwa ponieważ jest moczo pędne albo przez „uderzenie wodne” – chyba tak to się określa. Słyszałem już o tym od paru osób, co miały styczność ze sportami drużynowymi: )

    pozdrawiam.

    1. stefan

      Zabobon i to jeden z głupszych. Jak już chcesz się napić piwa to rób to w większym oddaleniu od treningu. Piwo to węglowodany – ucinasz testosteron i hgh. Piwo to chmiel, albo obecnie jakieś świństwo go imitujące – znowu obcinasz szczyt testosteronu. Alkohol – znowu zmieniasz profil hormonalny i aktywizujesz bardziej nadnercza. Wreszcie jakie nawodnienie? Chyba raczej odwodnienie!
      Jakiś nieuk to wymyślił, a wszyscy powtarzają z mądrymi minami 🙂

  10. SirValeq

    Problemy z ciężko usuwalnymi metabolitami to chyba tylko na high-carb można mieć (w związku z tą głupią pompą potreningową). Jakoś nie widzi mi się, aby było to problem u nas.

  11. izrail

    : p Pisze tylko, że o czymś takim już słyszałem chociaż troszke przekłamałem. Bo to piwko nie od razu po treningu tylko pózniej np. po treningu drużyna idzie sobie do baru na 1! W takiej wersji to słyszałem i jest to chyba „włoska metoda” : P A skutek był taki że gościa wywalili z roboty bo na 2 dzień nie miał kto grac w jakimś ważnym spotkaniu: P Wiec nie udana forma eksperymentu. Normalnie stosuje się tzn. „uderzenie wodne” co wydaje się sensowne, przy sportach drużynowych. Gdzie w trakcie treningu nie zawsze jest możliwość picia wody itp.

    1. stefan

      Próbowałeś kiedyś pić dużo wody podczas intensywnego wysiłku? Dobry sposób na rozwalenie sobie żołądka. Rozumiem niewielkie łyki pomiędzy seriami, ale więcej to proszenie się o kłopoty. Nie mówiąc już o uszkodzeniu mózgu.

  12. izrail.

    Nie rozumiemy się do końca: p Nie ważne. A z tym piwem zgadzam się z Tobą i to faktycznie głupi pomysł.

    Pozdrawiam: )

    1. stefan

      Ta woda po treningu ma sens, oczywiście nie w ekstremalnych ilościach. Powiedzmy litr jeszcze ujdzie. To jak najbardziej.
      Kiedyś też piłem w czasie treningu, ale w pewnym momencie uznałem, że mój żołądek nie daje rady. Przy czym, ja ćwiczę ok 20-30 minut i robię w tym czasie 30-45 serii 🙂
      No i dochodzi fakt, że na LC faktycznie człowiek potrzebuje tej wody znacznie mniej.
      Tomek, tak – chodzi o przypadki obrzęku mózgu po wypiciu zbyt dużej ilości wody na raz. Zdarzały się wypadki śmiertelne.

  13. izrail

    Ok. Kwestia piwa już jest zakończona, i przyznaje racje: ) Co do wody, przy dyscyplinach, że tak powiem dynamicznych bieganie skakanie itp. faktycznie nie wobrażam sobie mieć pełny brzuch wody, niekomfortowe i nie zdrowe. Co do treningu siłowego akurat dla mnie nie było żadnym problemem wypić 1,5l w sytuacji kiedy ten trening trwał koło 1h. A w tym całym uderzeniu, wode wypijamy po treningu. Jak pisałem w celu przyspieszenia wydalania metabolitów. Np. trening piłki nożnej 1-2h ostrego grania, jutro pewnie będę ostre – przyjmijmy że zakwasy i tym wypiciem wody w jakimś stopniu temu przeciwdziałamy: ) To miałem na myśli: )

  14. izrail

    No to nie dziwie się Twojemu żołądkowy. To w takim wypadku ile wypijasz tej wody dziennie, tak na oko: )

    W średniowieczu, „topiona” tak ludzi na sucho, smutne. Tez niby po MDMA można się „zapić na śmierć”. Lecz nie wiem, czy jest to związane z zaburzoną praca układu moczowego, czy spożywaniem ogromnych ilości wody.

    1. stefan

      Zależy od temperatury otocznia. Jak jest zimno to mniej itd. Więc w ciągu roku gdzieś od 1-3 litra na dzień.