Głód na masę mięśniową? cz. 2

Pulsacje białkiem

Kolejnym dostępnym narzędziem, o którym trzeba tutaj wspomnieć jest pulsacja białkiem. To metoda nieco zapomniana. Brak jej jakiejś podbudowy solidnymi badaniami naukowymi, przynajmniej na tyle na ile się orientuję. Przed wielką epoką sterydów niektórzy kulturyści eksperymentowali w tym kierunku. W ich opinii był to bardzo skuteczny sposób przyspieszenia przyrostów masy mięśniowej.
Najprościej rzecz ujmując chodzi tu o to, by w czasie kolejnych posiłków tak dzielić białko, aby ilość zgadzała się z normalnym zapotrzebowaniem, czyli te około 3-4 gramy na każdy kilogram ciała, ale w poszczególnych posiłkach naprzemiennie było go raz więcej raz mniej. Jeśli dajmy na to porcja białka do normalnego posiłku wynosi 30 gram, to na jednym zjadamy 40, a na kolejnym 20. Można jeszcze trochę bardziej komplikować sprawę, ale o tym przy innej okazji.
To działanie ma na celu pobudzenie hormonów i wybicie z pewnego poczucia dostatku. Metoda dość skuteczna, ale i tak nadal pozostajemy zadowolonymi zwierzętami domowymi z lodówką pod ręką. To jakby nie zawsze wystarczy.

Na granicy absurdu

Mamy też ostatnio modę na diety niemal całkowicie składające się z suplementów. Specjalny sposób spalania nadmiaru tłuszczu, bo nie wiem, czy masę można na tym budować. To przede wszystkim kolejne wersje Velocity Diet, a u nas Jem/Nie jem Taczewskiego. Przyznam, że pozostaję bardzo sceptyczny wobec tych sensacji.
Sam korzystam z suplementacji w dość szerokim zakresie i wiem, że na pewnym etapie jest to konieczne. Jednak nigdy nie odważyłbym się ograniczyć do jednego posiłku na tydzień, a resztę dostarczać tylko w suplementach. To już postawienie sprawy na głowie. Nie dość, że można zbankrutować, to jest to droga wprost do jakiejś nowej odmiany anoreksji. Budować na tym masę mięśniową? W to już nie uwierzę.

Z życia drapieżników

Tak więc mamy kilka w miarę sensownych pomysłów na zmienne impulsy dietetyczne oraz kilka mniej udanych. Spróbujmy na chwilę zapomnieć o wszystkich kulturystycznych dogmatach i spojrzeć na sprawę całkiem na nowo.
Jak wygląda życie drapieżnika? Dużo śpi, a jego wysiłek jest zazwyczaj krótki i intensywny. Z tego powodu ma sporo w stosunku do całej wagi ciała, masy mięśniowej. Wypisz wymaluj kulturysta. Nasz drapieżnik jest uzależniony od tego co upoluje. Musi więc złapać swoje mięso. Nie czeka ono na niego w garnku lub w lodówce ani też w puszcze z odżywką.
Wiadomo też, że szczęście na polowaniu bywa zmienne. Raz upoluje się więcej, a innym razem mniej. Bywa i tak, że nie upoluje się nic i idzie spać z pustym brzuchem. Dla kulturysty jest nie do pomyślenia, by iść spać z pustym żołądkiem.
Do czego właściwie zmierzam? Jest na pewno rzeczą wskazaną, by przed pójściem na spoczynek zaopatrzyć organizm w sporą porcję białka. Słuszne są też częste posiłki. Należy tak postępować dopóki widać postępy. Jednak, gdy ich brak wielu ludzi zaczyna jeść coraz więcej i więcej mimo, że jedyny postęp to tłuszcz odkładający się na brzuchu.
Od czasu rozpoczęcia przygody z siłownią jesteśmy nieustannie straszeni katabolizmem. Jak to wygląda w przypadku naszego drapieżnika? Gdy polowanie się uda najada się do woli. Jego danie głównie to przede wszystkim proteiny zwierzęce i tłuszcz. Jeśli zbyt często nie udaje mu się nic złapać, jest coraz słabszy i skazany na śmierć. Umrze z głodu lub zabije go silniejszy osobnik. Co jednak dzieje się, gdy od czasu do czasu nic nie złapie?
W takiej sytuacji u zdrowego osobnika następuje bardzo silna odpowiedź hormonalna. Fakt, że stres powoduje wyrzut kortyzolu, ale jednocześnie zaczynają działać mocno hormony anaboliczne. Wiem, że kortyzol blokuje receptory komórkowe AR i uniemożliwia procesy anaboliczne. Jednak w przypadku chwilowego braku pożywienia następuje też mobilizacja całego ustroju. Skoro nasz drapieżnik ma przeżyć, to musi teraz być silniejszy a nie słabszy, by kolejne polowanie zostało uwieńczone powodzeniem.
Tak oto dochodzę do kulturystycznej herezji. Nie pierwszej do jakiej doszedłem. Chwilowa głodówka może pobudzić anabolizm. Nie mówię tu o ciągłym głodzeniu się ani nawet częstym. Mówię o jednym dniu powiedzmy na miesiąc, w którym jemy połowę tego co zwykle. Nie zauważyłem po czymś takim spadku siły, czy masy mięśniowej. Wręcz przeciwnie. Organizm po takim dniu znowu silnie reaguje na normalną dietę. Skoro istnieją systemy planowego przetrenowania, propagowane nawet przez samego Poliquina, to może warto pomyśleć o planowanym katabolizmie?
Nie twierdzę, że jest to rozwiązanie optymalne. Nie wiem nawet, czy kompletnie się nie mylę, ale jak zawsze zachęcam Was do samodzielnego myślenia. Uważam, że lepiej uczyć się na własnych błędach i obserwować swój organizm niż zawierzyć ekspertom z kolorowych gazetek. To oczywiście wymaga też nieustannego dokształcania się.

2 odpowiedzi do artykułu “Głód na masę mięśniową? cz. 2

  1. Mateusz

    Odkąd zwiększyłem podaż białka w diecie czuje się bardziej wypoczęty, energiczny. Nie mogę natomiast jeszcze wiele powiedzieć o efektach w postaci przyrostów masy, gdyż miałem teraz przymusową 2-tygodniową przerwę. Lecz to kwestia kilku tygodni w których poeksperymentuje i dopasuje odpowiednią ilość makroskładników w diecie, na której będzie mi się dobrze ćwiczyć i budować mięśnie. Więcej napiszę za kilka tygodni jak zastosuje się do rad napisanych przez Ciebie. Pozdrawiam

    1. stefan

      Białko i woda to podstawa nie tylko masy mięśniowej, ale i regeneracji. Thibauedau gdzieś pisał, że znał maniaków ćwiczących po 6 razy dziennie i nikt, kto odpowiednio się odżywiał nigdy się nie przetrenował.
      Zwykle proponuje się rozpoznanie potrzeb na zasadzie 3 gramy białka, 1 tłuszczu i 3 węglowodanów. Ja osobiście wolę ograniczać te ostatnie i proponowałbym na początek 3 białka, 2 tłuszczu i 2 węglowodanów. Potem obserwować organizm. Jeśli masa idzie w górę, fałdy tłuszczowe spadają, to jest ok. Jeśli masa nie idzie, dodać białka, jeśli spada energia dodać tłuszczu. Gdy fałdy tłuszczowe rosną lub stoją w miejscu obciąć węglowodany. Manipulacje rzędu pół grama na kilogram masy ciała przy poszczególnych makroskładnikach. Zmiany wprowadzać co tydzień lub co dwa tygodnie. Zbyt nagłe skoki mogą spowodować problemy żołądkowe albo jelitowe.