Używki a kulturystyka
Czy na pewno prawda o kawie? cz. 3
Dalszy ciąg rozważania o parzeniu kawy
Pozwolę sobie jeszcze przez chwilę kontynuować rozważania o parzeniu kawy. Nie będę oczywiście zanudzał Was szczegółami. Istnieje kilka metod na tyle egzotycznych, że w tym miejscu nie ma sensu zawracać sobie nimi głowy, a nawet dla mnie są one opcją czysto teoretyczną.
Skupię się na dwóch metodach, które wydają się optymalne zarówno w wymiarze estetyczno-smakowym, jak i zdrowotnym. Chodzi mianowicie o parzenie w ekspresie ciśnieniowym oraz w moce (nie mylić z moccą). To pierwsze wiąże się z większym wydatkiem, bo niestety nie ma sensu kupowanie taniego ekspresu, który nie wytwarza odpowiedniego ciśnienia. Natomiast dobra moca to obecnie wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych, a służy na długie lata. Swoją mam już chyba lat 15.
Zaletą tych sposobów jest to, że zyskujemy jednocześnie mocną kawę, a z drugiej strony kontakt samej kawy z wodą jest bardzo krotki. Wspomniane wcześniej toksyny nie zdążą się uwolnić. Tu od razu dodam ważną uwagę. Mocny smak kawy wcale nie świadczy o wysokiej zawartości kofeiny. Zwykle wręcz przeciwnie. Jest to najczęściej wynikiem silniejszego palenia, co przekłada się przy okazji na mniejszą zawartość kofeiny.
Zaś sam smak tak parzonej kawy jest bez porównania w stosunku do ciągle jeszcze popularnej plujki.
Kulturysta naturalny z filiżanką kawy?
No dobrze. Wystarczy tych estetycznych rozważań. Powróćmy do tego co jest kwintesencją tego bloga, a więc kulturystyki naturalnej. Nieraz padało tu przypomnienie, że kulturysta naturalny, w odróżnieniu od swojego kolegi sterydowego, dba przede wszystkim o zdrowie. Nie interesują go postępy kosztem zdrowia. Wręcz odwrotnie. Za postęp uważa poprawę tegoż.
Z tego punktu widzenia musimy spojrzeć na picie kawy. Czy jest szkodliwa? Jak dotąd nie udało się jednoznacznie dowieść, że jest. Nie za bardzo można także udowodnić, że poprawia zdrowie. Zarówno za jednym, jak i za drugim przemawiają pewne fakty, czy nawet badania.
Wpływ diety
Musimy więc przyjąć nieco inny punkt widzenia. Zarzucałem przywołanym na początku badaniom, że nie biorą pod uwagę diety. No właśnie. Połączenie kawy z węglowodanami jest dość niezdrowe. Ten aspekt badań wydaje mi się ważny i trzeba się z nim liczyć. Jednak co z dietami typu low carb? Wszak przy wysokiej podaży białka i tłuszczu, a jednocześnie niskiej węglowodanów, organizm reaguje zupełnie inaczej. To akurat wiem sam po sobie.
Przy większej przewadze tłuszczów (głównie kwasów nasyconych i jednonienasyconych) nad węglowodanami, kortyzol jest mniej groźny, bo organizm wydziela więcej testosteronu. Również traci się mniej minerałów i witamin. To zaś oznacza, że straty w wapniu i magnezie, o które często oskarża się kawę, nie są aż tak groźnie. Oczywiście i tak musimy zadbać o podaż tych minerałów, bo większość z nas ma w diecie za mało magnezu, ale to już inny temat. Mimo to, sama dieta wysokowęglowodanowa jest pod tym względem dużo bardziej niebezpieczna niż nieszczęsna filiżanka kawy.
Natomiast kawa jako taka nasila lipolizę, a więc poprawia metabolizm tłuszczów. To jest jeden z ważniejszych argumentów za tym, by czasem po nią sięgnąć na diecie low carb.
Wytyczne do picia kawy
Spróbujmy wyciągnąć jakieś wnioski z tych sprzecznych informacji. Podstawowy jest prosty. Nie dajmy się zwariować. Największe niebezpieczeństwo polega na popadnięciu w dietetyczny fanatyzm. Ludzi ogarnięci tym stanem bywają męczący dla samych siebie i dla otoczenia. Dbanie o zdrowie nie może przerodzić się w obsesję.
Jeśli ktoś silnie reaguje na kawę, to zgodnie z tym co napisałem wcześniej, powinien jej unikać. To znak, że poważnie zaburza równowagę swojego organizmu. Natomiast dla całej reszty kawa nie stanowi takiego problemu. Dobra kawa i dobrze zaparzona. Dla tych wszystkich, którzy lubią i traktują to jako formę relaksu. Jeśli ktoś nie pije i nie lubi, nie ma powodu, by teraz zmieniał swoje przyzwyczajenia. To bynajmniej nie jest tekst propagandowy na rzecz kawy.
Ilość też powinna być rozsądna. Dla mnie są to zwykle 2-3 filiżanki na dobę. Nie wyobrażam sobie picia więcej. To już przestaje mieć sens. Jeśli ktoś pije więcej, to znaczy, że jednak coś jest nie tak. Znowu, podobnie jak w przypadku alkoholu, kluczem jest umiar.
Umiar oznacza też, że faszerowanie się silnymi dawkami kofeiny w napojach energetycznych czy podobnych wyrobach, nie jest wskazane. Na pewno do zdrowych nie należy. Efekty w postaci tzw. kopa są bardzo wątpliwe. Zaś redukowanie się za pomocą ton kofeiny jest dość niebezpiecznym zabiegiem. Wtedy faktycznie może dojść do nadprodukcji kortyzolu, co bardziej przełoży się na utratę mięśni niż tkanki tłuszczowej.
Jeszcze jedna ważna uwaga z tym związana. Można wypić kawę po śniadaniu, ale kawa nie może śniadania zastąpić! Ani żadnego innego posiłku.
Tak wygląda moje podejście do zagadnienia picia kawy przez kulturystów. Można się ze mną nie zgadzać, ale ja już od dawna nabrałem dystansu do wszelkich zbyt radykalnych opinii. Także tych o kawie.
Czy na pewno prawda o kawie? cz. 2
Takie moje fanaberie
W tej części mam zamiar pozwolić sobie na trochę fanaberii. Spróbuję napisać co nieco o gatunkach, rodzajach kawy i o sposobach parzenia. Jestem w tym temacie od lat i zauważyłem, że czynniki te mają duże znaczenie. Termin kawa sam w sobie jest dla mnie zbyt nieostry, by można na nim budować jakieś teorie.
Gatunki kawy
Najprościej rzecz ujmując istnieją trzy gatunki kawy. Jednak w obrocie handlowym znajdują się w zasadzie tylko dwa: arabica i conephora. O trzeciej, czyli coffe liberica nawet mało kto słyszał. Arabica ze względu na walory smakowe, to dwie trzecie światowego obrotu handlowego. Natomiast conephora, zwana od jednego ze swoich podgatunków robustą, wypełnia niemal całą resztę. Bez nadmiernego wgłębiania się w szczegóły dopowiem tylko, że robusta zawiera o wiele więcej kwasu chlorogenowego i kofeiny.
Kwas chlorogenowy
W tym miejscu od razu czas na kolejną szpilkę. Otóż kwas chlorogenowy jest silnym antyoksydantem. Dodatkowo zmniejsza poziom napięcia związanego ze stresem. Teraz najciekawsze. Zwiększa czułość komórek na insulinę! Wręcz poprawia metabolizm cukrów. Część z tego i kilka innych wniosków znajdziecie tutaj. Oczywiście nie należy tych wyników traktować bezkrytycznie. Chciałbym tylko pokazać, na jak śliskiej nawierzchni się poruszamy.
Rodzaje kawy, smaki i podróbki
W praktyce konsumenckiej wszystko zaczyna się jeszcze bardziej komplikować. Poważni producenci zwykle mieszają te dwa gatunki kawy, by uzyskać optymalny smak. Tak jest choćby w przypadku kaw włoskich z wyższej półki, jak na przykład Illy. Oznacz to, że napis „100% arabica” nie powinien nas aż tak bardzo cieszyć i wcale nie świadczy dobrze o jakości takiej kawy.
Sam zarówno ze względów smakowych, ale i zdrowotnych polecam właśnie kawy włoskie. Niekoniecznie te z górnej półki. Natomiast to co sprzedaje się masowo u nas zazwyczaj niewiele ma wspólnego z kawą. Jest też faszerowane jakimiś podejrzanymi chemikaliami, których dotychczas nie udało mi się zidentyfikować. Dotyczy to szczególnie pewnej niemieckiej marki, tak u nas popularnej. Moje obserwacje wykazują, że ten wyrób z powodu wysokiej kwasowości szybko niszczy śluzówkę żołądka. Sporo osób pijących ten rodzaj kawy skarży się na problemy z żołądkiem, czy też nadkwasotę. Gdy próbuję im uświadomić ten związek zwykle napotykam na silny opór. Przypuszczam też, że wszystkie negatywne opinie są wynikiem uznania za kawę właśnie tej chemicznej niewiadomej.
Podobnie będzie z tzw. kawą rozpuszczalną. To już zupełnie rzecz z prawdziwą kawą nie mająca nic wspólnego. Co tam może być w składzie możemy się tylko domyślać. Smak? Wybaczcie, ale mnie smak wody po wypranych skarpetkach jakoś nigdy nie pociągał.
Tak więc jeśli kawa, to kawa włoska lub kawa ziarnista z renomowanej palarni, którą zmieli nam pani na miejscu albo zmielimy sobie w domu ręcznym młynkiem. Wbrew pozorom dziś już wcale finansowo nie wychodzi to drogo. Jak się człowiek rozejrzy i nabierze doświadczenia w branży, to nawet całkiem tanio.
Kilka słów o parzeniu kawy
Kultura związana z piciem kawy ciągle jeszcze u nas leży i kwiczy. Nie tylko w zakresie doboru kawy, ale też sposobów jej parzenia. To ma wpływ zarówno na walory smakowe, jak i na aspekt zdrowotny. Na szczęście coraz więcej jest kawiarń, które sprzedają dobrze zaparzoną kawę.
Ciągle u nas modna kawa plujka, zwana całkowicie błędnie kawą po turecku, jest pod tym względem najgorszym wyborem. Długotrwały kontakt gorącej wody z kawą powoduje dodatkowe wydzielanie różnych substancji toksycznych. Być może o smakach się nie dyskutuje, ale nie mogę nie napisać, że smakowo też jest to dość podła mikstura. Gdyby Turcy wiedzieli co my nazywamy kawą po turecku, już dawno mielibyśmy kolejny najazd turecki lub choćby szaleńca z bombą w centrum któregoś z większych miast.
Zresztą sama kawa po turecku – ta prawdziwa – też musi budzić sporo zaostrzeń. Głównie z powodu domieszki dużych ilości cukru, co jak pamiętamy nie jest dobrym połączeniem. Długotrwałe wyparzanie jej w specjalnym rondelku także powoduje uwalnianie toksyn, dlatego tej formy również nie polecam. W naszym kraju i tak niewielu potrafi ją przyrządzić, o ile w ogóle o niej słyszeli.
Powyższe zagrożenia nie istnieją, gdy parzy się kawę w ekspresie przelewowym. Tyle tylko, że kawa taka jest smakowo dość kiepska. W zasadzie dla osoby ceniącej sobie walory estetyczne spożywania kawy, całkowicie niewarta uwagi.
W kolejnej części pozwolę sobie kontynuować moje fanaberyjne rozważania na temat parzenia kawy. W tej sprawie nie powiedziałem (napisałem) jeszcze ostatniego słowa. Zresztą trzeba jeszcze dojść do sedna sprawy, czyli odpowiedzieć na pytania związane ze związkiem kawy czy kofeiny z treningiem kulturystycznym.
Czy na pewno prawda o kawie? cz. 1
Kawa – raz w niełasce, a raz w łasce
Obok alkoholu, używką (jeśli można to tak nazwać), która wzbudza wiele kontrowersji jest kawa. Był czas, że zaczęto na niej wieszać psy. Setki badań dowodzących, jak to kawa niszczy zdrowie. Powoduje choroby serca, odwapnienie kości itd. Kofeina to samo zło. Do dziś znajdziecie ortodoksyjnych przeciwników kawy, którzy uważają, że jeśli ktoś dba o swoje zdrowie, to musi jak ognia unikać kofeiny.
Potem nagle ktoś zwietrzył na tym interes. Z racji utartego przekonania, że kofeina pobudza, uznano, że można wprowadzić tzw. napoje energetyczne dla sportowców, a za nimi przeróżne suplementy z kofeiną. Amatorzy „kopa” przed treningiem rzucili się na nie z dziką namiętnością.
W tym kontekście należało przywrócić do łask samą kawę. Więc szybko pojawiło się mnóstwo publikacji na temat prozdrowotnego wpływu tego napoju. Jak zawsze poparte badaniami naukowymi. Skąd my to znamy!
Wreszcie mamy artykuł opublikowany jakiś czas temu na Nowejdebacie. Bardzo cenię tę stronę i jej autorów. Można tam znaleźć sporo ciekawych i niezależnych informacji oraz odnośniki do badań. Jednak przyznam, że artykuł o kawie mnie rozczarował. Czyżby tylko dlatego, że sam piję kawę i trudno pogodzić mi się z prezentowanymi tam opiniami o jej szkodliwości? Oceńcie sami.
„Przekonujące” badania
Zacznę z grubej rury. Jak dotychczas nikt z robiących badania na temat wpływu kawy na organizm nie zasłużył w najmniejszym stopniu na wiarygodność w moich oczach. Nigdzie nie spotkałem się z informacją na temat tego o jaką kawę chodziło, jak parzoną oraz na jakiego rodzaju diecie były osoby badane. Dochodzi jeszcze jeden czynnik, ale o nim potem.
Dość stwierdzić, że badania te nie mają żadnej wartości bez podania tych parametrów. Dotyczy to w równym stopniu wniosków podanych na Nowejdebacie. Być może w szczegółowych wynikach takie informacje się znajdują. Jednak to co dociera ostatecznie do nas nie zasługuje na uwagę i na poważne traktowanie. Skoro ich nie znam i nikt ich nie publikuje to skąd mam wiedzieć, czy ktokolwiek z badaczy zwracał na nie uwagę.
O kłótniach fanatyków zwalczających kawę czy też ją popierających nawet nie wspomnę. Tam już zupełnie takich danych nie znajdziecie. Co jakiś czas ktoś mi zarzuca, że nie przytaczam badań naukowych. Bez obaw, gdy znajdę wiarygodne to je przytoczę.
Związek z cukrzycą
Już samo połączenie problematyki picia kawy z insulinoodpornością wskazuje, że coś tu jest nie tak. Po pierwsze, skoro powoduje zwiększenie odporności na insulinę wypicie kawy plus coś słodkiego u zdrowego człowieka, to co jest badane? Wpływ samej kawy, czy połączenia jej z cukrem? Kofeina zwiększa problemy u cukrzyków? Toż to taki sam argument, jak ten, że więcej jak 0,8 grama białka na kilogram masy ciała szkodzi na nerki. W rzeczywistości wszystkie badania dotyczyły chorych na nerki, a potem transponowano je bez powodu na ogól populacji. Tu mamy to samo.
Coś co szkodzi osobom z określoną chorobą nie może stanowić argumentu za tym, że szkodzi wszystkim. Są ludzie uczuleni na białko jaj. Czy to oznacza, że nikt z nas nie powinien jeść jajek? Człowiek z połamanymi nogami nie powinien chodzić, czyli my wszyscy…
Zgadzam się, że połączenie kofeiny z cukrem to dość kiepski pomysł z punktu widzenia zdrowia. Do tego mnie te badania przekonują. Zresztą i bez badań sam to już dawno zauważyłem. Czy to jednak nie potwierdza mojego wcześniejszego zastrzeżenia, że nie bierze się pod uwagę diety badanych?
Kofeina jako stymulant
Sporo uwagi w artykule, do którego tutaj się głównie odnoszę, poświęcono kawie jako stymulantowi. Otóż moje wieloletnie obserwacje wskazują na to, że jest to mit. Kawa nie jest stymulantem. Kołatanie serca, czy większa koncentracja, albo wreszcie lepsza wydolność na treningu, to zwykle reakcje organizmu do kawy nie przyzwyczajonego. Bardzo szybko te pozytywne i negatywne skutki mijają.
Można wprawdzie dowodzić, że te przyzwyczajenie nie świadczy wcale o mniejszej szkodliwości kawy. Fakt, nie świadczy. Na razie tego aspektu nie będę rozwijał. Póki co w tym miejscu upada teoria o kawie jako dobrym stymulancie przed treningiem czy też pracą intelektualną. Zazwyczaj to raczej sprawa placebo.
Choć musimy tu zrobić pewien wyjątek. Część osób rzeczywiście źle reaguje na kawę. U nich po wypiciu tego napoju kortyzol idzie gwałtownie w górę. Dotyczy to mniej więcej 20-30% społeczeństwa. Te osoby nie powinny pić kawy wcale. Tu nie chodzi o zmniejszenie ilości (o ilości będzie jeszcze w swoim czasie), ale całkowite zaprzestanie picia kawy i wszelkich napojów zawierających kofeinę.
Łatwo stwierdzić, czy się należy do tej grupy. Świadczą o tym dwa objawy. Albo silne pobudzenie, albo nagłe poczucie senności krótko po wypiciu kawy. Choć reakcje tak odmienne, obie wskazują na niekorzystną odpowiedź hormonalną.
To dopiero część moich uwag na temat kawy. W następnej części pozwolę sobie na dywagację na temat rodzajów kawy i sposobów parzenia. Warto to zrobić, bo jak widać nikt nie poświęca temu nawet minimum uwagi. Szkoda!
Wszystko co kulturysta (i nie tylko) powinien wiedzieć o alkoholu cz. 2
Upijanie się od czasu do czasu
O ile pierwszy rodzaj picia raczej nie dotyczy kulturystów, to z zachowaniem polegającym na upijaniu się od czasu do czasu miałem okazję się zetknąć pośród ćwiczących. W zasadzie skutki nie są tak straszne, jak te opisane powyżej. Co bynajmniej nie znaczy, że nie będzie to miało negatywnego wpływu na treningi.
W tym wypadku także mamy do czynienia z zatruciem, tyle, że zdarzającym się rzadziej. Jest to dokładnie ta sama sytuacja, z jaką można się spotkać w przypadku zatrucia pokarmowego. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że tego typu zatrucia nie sprzyjają budowaniu sylwetki, a bywa nawet tak, że cofają do tyłu o kilka tygodni.
Widywałem nawet delikwentów, którzy trenowali ciężko na sterydach, a potem upijali się raz czy dwa w miesiącu. W masie mięśniowej wychodzili na plus, choć z racji całkowicie błędnej metodyki był to plus niewielki. Gdy do tego dodać alkohol, to ich zdrowie na pewno nie wychodziło na plus. Co więcej po kilku latach można było zaobserwować pewną degenerację w sferze emocjonalnej, a my już tylko możemy dywagować, czy to wpływ sterydów czy alkoholu. Osobiście stawiałbym na dość diaboliczną mieszankę tych dwóch czynników.
Wracając do kulturystów naturalnych możemy stwierdzić, że silne zatrucie i szereg innych zaburzeń towarzyszących upiciu się, nie sprzyja ani zdrowiu ani treningom. Zapewne zagrożenia zdrowotne będą mniejsze, jednak i w tym wypadku istnieje spore ryzyko. Od siebie mogę dodać jeszcze i to, że nie widzę sensu doprowadzania się do takiego stanu. Cóż to za przyjemność, jeśli kończy się nad muszlą klozetową? Potem jeszcze trzeba odcierpieć przynajmniej jeden dzień. Dawno temu w okresie szalonej młodości i mnie zdarzały się takie wyskoki. Obecnie jestem od tego daleki.
Niemal codzienne drinkowanie – przyjemne i niegroźne?
Ta forma picia jest obecnie dość modna w większych miastach, choć się do nich nie ogranicza. Wszak jedno czy dwa piwa to nic złego. Wychodzi się z przyjaciółmi na drinka lub kupuje do domu. Niekiedy stopniowo opróżnia się zgromadzone większe zapasy.
Trudno też przekonać amatorów takiego popijania, że jest w tym coś złego. Przyznaję, że nawet nie próbuję, choć mam takich znajomych. Wiem, że jestem bez szans. Tymczasem bardzo szybko można popaść w alkoholizm. Wprawdzie nie jest to tak groźne dla zdrowia, jak częste upijanie się, ale też ma swoje reperkusje. Niewielkie ilości alkoholu nie są wcale toksyczne, ale pozwólcie, że to tej sprawy powrócę w następnym paragrafie.
Jednak wszystko co napisałem wcześniej o psychicznej mobilizacji, w tym wypadku również ma miejsce. Bardzo szybko spada zdolność do wymagania od siebie. Skoro dziennie lub niemal dziennie trzeba pokrzepić się czymś mocniejszym, to wierzcie mi szybko spadnie zaangażowanie na treningach. Zwykle też mniej wagi przywiązuje się do żywienia. Tak więc powoli alkohol zastępuje kulturystykę.
Choć rzadziej, ale i tu może dojść do marskości wątroby czy niewydolności nerek. Rzecz jasna nie tak szybko, jak przy upijaniu się, ale diabeł nie śpi. Nie wolno nam także lekceważyć badań wskazujących na spadek testosteronu po alkoholu. Właściwie zgadzam się z Brekhanem, że spadki te nie są duże, do czego też jeszcze wrócę, to jednak fundowanie ich sobie codziennie na pewno dobrze nie wpłynie na gospodarkę hormonalną czy efekty treningowe.
Trzeba więc sobie uczciwie powiedzieć, że takie często popijanie nawet niewielkich ilości alkoholu nie idzie w parze z treningami, czy nawet zdrowiem. Czas na najważniejszy akord.
Picie kontrolowane
Dość często staram się zwracać uwagę na fakt, że lubimy stawiać sprawy na ostrzu noża. Tak albo nie. Nic pośrodku. Świat czarno-biały jest mało interesujący i nie ma co ukrywać, jest światem fanatyka. Kazano nam trenować intensywnie to posuwamy tę intensywność do granic rozsądku i lekceważymy sygnały wysyłane nam przez organizm. Potem przerzucamy się w drugą skrajność i oświadczamy, że wszyscy się przetrenowują, a jedyny słuszny system to HST.
Nie inaczej jest z alkoholem. Chcemy prostej odpowiedzi, pić albo nie pić. Koniec. Problem polega na tym, że dość często brakuje nam krytycznego myślenia i kontroli nad własnym życiem. Nie potrafimy zarządzać rozsądnie własnymi finansami, czasem, jedzeniem czy nawet treningami. Wolimy, jak ktoś inny poda nam prawdę objawioną na talerzu.
Odpowiedzi prawdziwe rzadko bywają proste. Stąd tak długi wywód z mojej strony. Mógłbym wprost napisać z czym się nie zgadzam w artykule Brekhana, a z czym się zgadzam. Chciałem jednak pokazać Wam sprawę z jak najszerszej perspektywy. Teraz mogę już stwierdzić, że pić można pod warunkiem, że ma się nad tym pełną kontrolę i zna się wszystkie konsekwencje.
Z większością stwierdzeń wspomnianego autora w zasadzie się zgadzam. To co mi się tam najbardziej nie podoba to zalecenie, by w dniu picia zrezygnować z tłuszczów. Jest dokładnie odwrotnie. To właśnie tłuszcze zabezpieczają nas przed ewentualnym zatruciem. Jasne, że przy tankowaniu niczym wesoła cysterna to nie pomoże, ale przy piciu kontrolowanym jest bardzo na miejscu.
Idźmy po kolei. Niewielka ilość alkoholu nie jest tak toksyczna, jak się powszechnie twierdzi. Argument Brekhana, że ludzie pijący w taki sposób żyją dłużej niż nie niepijący jest jak najbardziej prawdziwy. Jeśli od czasu do czasu pozwalamy sobie na rozluźnienie układu nerwowego za pomocą niewielkiej ilości alkoholu, to ma to na ten układ nerwowy zbawienny wpływ. Jest się bardziej odpornym na stres i nawet do pewnego stopnia mniej podatnym na zapadanie na niektóre choroby. Znam osoby pijące w taki sposób, niektóre w dość podeszłym wieku i ich stan jest tu najlepszą rękojmią. To rozluźnienie może nawet spowodować poprawę wyników na treningu na drugi dzień. Jednak nie wolno nadużywać tego efektu, o czym była już wcześniej wyraźnie mowa.
Zgadzam się także, że spadki testosteronu w tym wypadku nie są tak wielkie. Coś niecoś o tym wiem. Zresztą taki niż hormonalny, byle nie zdarzał się za często, organizm później rekompensuje wyżem. To samo odnosi się do wody. Tracimy jej więcej, ale przecież zawsze można ją uzupełnić. Na pewno nie warto łączyć alkoholu z kreatyną, bo to już mija się z celem.
Na temat termogenezy, czy kalorii zwartych w alkoholu nie ma sensu dywagować. Alkohol jest określonym składnikiem, który działa tak a nie inaczej. Rozważania na temat kaloryczności są jak zawsze pozbawione sensu. Tzw. mięsień piwny jest przede wszystkim wynikiem spożywania dużych ilości węglowodanów zawartych w piwie, które nie mają żadnych wartości odżywczych. Co więcej zapycha się brzuch, gdy reszta organizmu nadal jest głodna. To zbija testosteron i rozpędza kortyzol. Tak to wygląda w dużym uproszczeniu i wyliczanki kaloryczne nie mają żadnego znaczenia.
Picie kontrolowane w praktyce
Alkohol jest znany ludzkości od zawsze. Umiejętnie używany może dać nam relaks i nawet poprawić zdrowie. Nadużywany staje się trucizną. Bynajmniej nie jest to jego specyfika. Tak jest z wieloma ziołami, a nawet pokarmami. Wszystko w nadmiarze szkodzi.
Jak więc przełożyć na praktykę to co zostało tu stwierdzone. Po pierwsze należy wyznaczyć sobie rozsądny przedział czasowy. Będzie on się wahał od trzech dni do tygodnia. Co tyle możemy się napić, co nie znaczy, że musimy. Minimum to trzy dni przerwy. Tego trzeba się trzymać, choć każdy sam powinien określić co ile może pić. Byle nie częściej.
Druga sprawa to ilość. Z moich doświadczeń wynika, że rozsądna ilość waha się od 50ml do 200ml równowartości wódki. Ta górna granica jest tylko dla nielicznych i większości radzę trzymać się w pobliżu dolnej. Ostrożnie też należy podchodzić do alkoholi słodkich no i piwa. Zwłaszcza, jeśli ktoś ma skłonności do otłuszczenia się.
Nie wolno też pić w okolicach treningu. Tylko po i to w oddaleniu przynajmniej 3-4 godzin. Należy jeść normalnie jak zawsze. Nie bać się spożycia nawet większej ilości białka i tłuszczu. Dieta białkowo-tłuszczowa sprawia, że alkohol do pewnego stopnia nawet poprawia metabolizm. Pamiętajmy, że większość badań na temat szkodliwości takiej czy innej substancji nie bierze pod uwagę modelu żywienia osób badanych. Jak dla mnie to spore niedopatrzenie.
Wszystkie te zalecenia nie dotyczą osób, którym lekarz wyraźnie zabronił spożywania alkoholu ze względu na zdrowie. W tym wypadku należy się trzymać jego zaleceń. Warto również stosować się do sentencji Jana Himilsbacha i nie pić z byle kim. „Przy piciu wymagam dwóch rzeczy. Pewnej dozy lojalności i poziomu inteligencji”.
Wszystko co kulturysta (i nie tylko) powinien wiedzieć o alkoholu cz. 1
Pogoda barowa i alkoholowe ciągoty
Jako, że za oknem rozszalały się „deszcze niespokojne” i mimo, iż w kalendarzu mamy lato, to pogoda jest tego rodzaju, że w niektórych środowiskach nazywa się ją barową. To mimo woli przywodzi na myśl alkohol i relaks przy drinku. Najlepiej przy ciepłym kominku. Kominka niestety nie posiadam, natomiast sam alkohol budzi wiele kontrowersji. No i kusi…
Jakby na to nie patrzeć żyjemy w kraju, w którym nadużywanie alkoholu jest niemal społeczną normą. Być może dziś jesteśmy bardziej alkoholowo wyedukowani, pijemy trochę mniej i częściej sięgamy po bardziej wykwintne trunki. Mimo to nikogo nie dziwi pijany człowiek na ulicy. Widok taki wydaje się swojski i przynajmniej wiemy, że to nasz kraj rodzinny. Z bogatymi tradycjami.
Wiele osób zaczyna swoją przygodę z alkoholem pod pewną presją społeczną. Trudno mi porównywać współczesną szkołę, czy zakłady pracy z tym co miałem okazję obserwować wiele lat temu. Nie mam obecnie wglądu w sytuację, a tendencyjne doniesienia medialne to dla mnie za mało wiarygodne źródło. Zapewne w zakładach pracy pije się teraz mniej, jednak i dziś zdarzają się nie tylko robotnicy na budowach, ale i pijani lekarze przyjmujący swoich pacjentów.
Trenerzy na temat alkoholu
Zajmijmy się jednak kwestiami bardziej nam bliskimi. Jak ma się picie alkoholu do uprawnia kulturystyki. Być może nawet należałoby się zapytać bardziej ogólnie o wszystkie dyscypliny sportowe. Nie będę tak generalizował i skupię się na tym co jest mi znane z własnego doświadczenia.
Pytania o to, czy można pić pojawiają się co jakiś czas na różnych forach i portalach kulturystycznych. Przewinęły się także tutaj. Dlatego też postanowiłem opisać rzecz bardziej dokładnie i wyczerpująco. Jest to oczywiście tylko mój punkt widzenia i niekoniecznie trzeba się z nim zgadzać.
Większość trenerów stwierdzi kategorycznie, że picie alkoholu jest złe i nie można mówić o treningach, czy zdrowym trybie życia, a jednocześnie oddawać się tej zgubnej przyjemności. Niektórzy podejdą do tego bardziej z pozycji zrozumienia dla ludzkiej słabości. Przykładem może być poradnik Poliqiuna dla pijących wino.
Natomiast swoisty wyłom prezentuje nam przywoływany niedawno Martin Berkhan w swoim artykule o alkoholu i jego związku z budowaniem mięśni i utratą tkanki tłuszczowej. Tak jak i uprzednio stawiał kontrowersyjne tezy w sprawie żywienia, tak i teraz pozwala sobie mieć własne zdania w kwestii picia alkoholu. W poprzednim artykule krytykowałem jego tezy, teraz pozostawiam Wam do oceny to co napisał, a sam spróbuję ująć rzecz z własnej perspektywy.
Na pewno pytanie „pić czy nie pić?” będzie ważne dla kulturysty. Głównie z dwóch powodów. Po pierwsze interesują nas realne wyniki. Nie ma sensu katować się na siłowni, pilnować diety, by potem wszystko zaprzepaścić w przydrożnym barze. Drugi powód to nasze zdrowie. To najbardziej różni kulturystę naturalnego od sterydowego. Nam zależy na zdrowiu. Dlatego też nie sięgamy po sterydy i uważamy je jedynie za lek będący w gestii lekarza przepisującego go na określone schorzenia. Czy tak samo mamy potraktować alkohol?
Może nie każdego, ale większość z nas mimo to kusi ten drink od czasu do czasu. Czy możemy ulec pokusie i jak za tę pokusę przyjdzie nam zapłacić?
Cztery proste warianty picia alkoholu
Najpierw musimy zdać sobie sprawę, że ogólne pisanie o piciu alkoholu mija się z celem. Bowiem przez picie można rozumieć bardzo różne zjawiska. Uogólnijmy je sobie do czterech. Pierwsze to częste upijanie się na umór, drugie to upijanie się od czasu do czasu, trzecie będzie polegało na częstym popijaniu sobie małych ilości alkoholu i wreszcie czwarte będzie to tzw. picie kontrolowane.
Oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo wariacji na temat może być więcej, jednak pomoże nam zrozumieć w czym rzecz i dlaczego tyle już napisano i powiedziano o szkodliwości alkoholu. Każda z tym opcji tak naprawdę wywołuje inne skutki. Przypatrzmy się im nieco bliżej.
Zjawisko częstego upijania się i jego skutki
Myślę, że mogę powiedzieć, że widziałem w życiu bardzo dużo. Miałem też niestety zbyt często kontakt z ludźmi nadużywającymi alkoholu notorycznie. Takimi, którzy przynajmniej kilkanaście razy w miesiącu byli pijani niemal do nieprzytomności. Widziałem, jak stopniowo osoby te niszczyły sobie zdrowie. Dlatego też nie mogę napisać tak po prostu, że nie ma nic złego w piciu. Po pierwsze następuje degeneracja na płaszczyźnie emocjonalnej. Ten aspekt jest poruszany w pismach psychologicznych natomiast całkowicie pomijany w tzw. literaturze prozdrowotnej. Tam od razu przechodzi się do testosteronu, bo na to słowo kulturysta staje się czujny! My zostawmy na razie testosteron. Przyjdzie i na niego czas.
Degeneracja psychiki niszczy bliskie relacje, ale też powoduje spadek motywacji. To już powinno zainteresować adeptów sportów siłowych. Motywacja psychiczna jest bardzo ważna na treningach. Nie mam tu na myśli idiotycznego nakręcania się muzyką i mylenia psychicznego haju z solidną koncentracją. Potrzeba ćwiczenia przy muzyce zawsze będzie wyrazem pewnej niedojrzałości. Tu chodzi o zdolność do zmobilizowania się, by na trening pójść, tam zrobić co trzeba z pełną koncentracją i zaangażowaniem, a później zadbać o dietę i wypoczynek. Człowiek nadużywający alkoholu nie będzie do tego zdolny.
Stan silnego upojenia alkoholowego jest co tu dużo mówić stanem zatrucia. Świadczą o tym szczególnie wymioty, ale nie trzeba wymiotować, by organizm był zatruty. Jeśli rzecz powtarza się często, to tak jak przy wszelkich częstych zatruciach, zdrowie może być dość szybko niszczone.
Tego typu alkoholizm – bo czas nazwać rzecz po imieniu – kojarzony jest zwykle z marskością wątroby. Procesy metaboliczne zostają na tyle zachwiane, że wątroba wysiada pierwsza. Od czasu do czasu mogą również odmówić pracy nerki, a to z tej prostej przyczyny, że dochodzi do dużych wahań w sferze gospodarki wodnej.
Teraz mam dla Was perełkę. Coś co zdarza się o wiele rzadziej, ale nikt nie może zaręczyć, że akurat nam się nie przytrafi, gdy zaczniemy nazbyt lekko żyć. Duże ilości alkoholu mogą uszkodzić ciała suteczkowate (corpus mamillare) znajdujące się na obszarze podwzgórza. Dochodzi wówczas do zespołu Korsakowa. Jest to schorzenie neurologiczne wykryte właśnie przez Korsakowa i nazwane tak na jego cześć. Polega na bardzo poważnych zaburzeniach pamięci. Niektóre osoby żyją tylko w czasie teraźniejszym. Zupełnie nie pamiętają co robiły przed kilkoma minutami. Osoby zainteresowane tematem odsyłam do publikacji Aleksandra Łuri lub Oliviera Sucksa.
Wreszcie może się zdarzyć, że na skutek nadużywania alkoholu dojdzie do zawału mięśnia sercowego. W tej chwili nie dysponuję dokładnymi danymi, ale widziałem parę razy osoby nadmiernie pijące, które często łapały się w okolicach serca, a po kilku latach dochodziło do ciężkiego zwału. Niekiedy od razu do śmierci.
Na koniec zostawiłem sobie ów nieszczęsny testosteron. Faktycznie częste picie powoduje spadek poziomu tego hormonu i po pewnym czasie może nawet dojść do impotencji. Nie dochodzi też do konwersji na DHT, co w zasadzie uniemożliwia budowanie masy mięśniowej. Plusem jest w tym wypadku fakt, że alkoholicy rzadziej łysieją. Wyjaśnienia na temat związku testosteronu z włosami przekraczają zakres tego tekstu.
Taki wywód może przestraszyć nawet zatwardziałego alkoholika i pewnie zaczynacie rozumieć dlaczego większość trenerów, czy promotorów zdrowia tak gwałtownie protestuje przeciwko piciu napojów procentowych. Gdybym w tym miejscu skończył, obraz byłby katastrofalny, ale póki co nie jesteśmy nawet w połowie drogi.
Szukaj na stronie
Partnerzy
Categories
- Akcesoria i sprzęt
- Dieta (bez mitów i ryżu)
- Dzienniki treningowe – od teorii do praktyki
- Endokrynologia stosowana
- Inne dyscypliny sportu
- kontakt
- Książki o treningu siłowym
- Metody treningu
- Opis ćwiczeń
- Przepisy low carb
- Przetrenowanie i kontuzje
- Psychologia sportu
- Recenzje: książki, suplementy, przyrządy
- Redukcja
- Rehabilitacja
- Suplementy
- Trening dla kobiet
- Trening dla początkujących
- Trening niepełnosprawnych
- Trening poszczególnych grup mięśniowych
- Trening zawansowanych
- Uncategorized
- Używki a kulturystyka
Recent Posts
Recent Comments
- Mariolka on Dziennik treningowy: Mariolka
- Piotrek on Dziennik treningowy: Piotrek
- Grzegorz on Dziennik treningowy: Grzegorz
- SirValeq on Dziennik treningowy: Tomek
- Oskar on Dziennik treningowy: Oskar