Recenzje: książki, suplementy, przyrządy
Fat gripz – kolejny gadżet dla snobów?
Fat Grpiz na Zachodzie robi od pewnego czasu furorę. My musimy zadać sobie uczciwe pytanie – przydatna rzecz, czy kolejny gadżet jakich tysiące można znaleźć na siłowniach? Pytanie o tyle ważne, że to co dla Amerykanów jest tanie, dla nas wcale takie nie jest. Innymi słowy, czy warto inwestować w Fat Gripz?
Moje pierwsze odczucia nie były bynajmniej entuzjastyczne. Dwa kawałki gąbki z nikogo siłacza nie zrobią. Pewnie to nie tylko moja reakcja. Wiele innych osób pomyśli to samo. Powoływanie się na wielkie autorytety w sporcie, jak choćby na samego Poliquina też nie powinno nam przysłonić horyzontów. Marketing okołosportowy to rzecz dziś naturalna i każdy, kto trochę bardziej sportem się zajmuje ma w tym marketingu jakiś udział.
Rozważmy na spokojnie za i przeciw. Co daje Fat Gripz? Dokładny opis można przeczytać na stronie dystrybutora. Powiedzmy sobie uczciwie, że im średnica gryfu jest większa tym ćwiczy się trudniej. Każdy kto ma za sobą trochę stażu na siłowni wie, że to prawda. Grube gryfy budują siłę naszego uścisku. Wyciskając na grubym gryfie musisz z niego odjąć trochę kilogramów. Podobnie będzie w innych ćwiczeniach. Jednak włożona energia i zaangażowanie jednostek motorycznych bynajmniej przez to nie spadnie, lecz wręcz wzrośnie. To też można łatwo sprawdzić.
W związku z tym pojawia się kolejna korzyść. Skoro na sztandze ciężar jest mniejszy, a praca taka sama, to możemy nieco odjąć obciążenia naszych stawów, a jednocześnie dalej skutecznie budować masę i siłę. Brzmi dobrze? Dla kogoś kto narzeka na bóle barków albo nadgarstków na pewno tak.
Więc warto zaopatrzyć się także w grube gryfy – sztangi i sztangielki. Teraz zastanówmy się nad kosztem takiego zakupu. Grubsze gryfy to zwykle także grubsza część robocza, a więc i nowe talerze trzeba zamówić. I tu wkracza Fat Grip. Nagle jego cena nie jest już tak wysoka. Nie trzeba nic wymieniać ani dokupować. Fat Gripz możemy zakładać na wszystkie części chwytne naszego sprzętu: sztangę, sztangielki, drążek do podciągania, nawet rączki mszyn itp.
Jednak nasuwa mi się jeszcze jedna obiekcja. Może zamiast kupować zrobić sobie coś takiego domowym sposobem? Pewnie można, choć na razie kiepsko to widzę. Pamiętajcie, że im większe ciężary tym chwyt musi być pewniejszy. Nie może to być jakaś sklepowa przycięta gąbka, która nagle nam się ześliźnie. O wypadki nie trudno. Natomiast, jeśli ktoś ma jakiś ciekawy pomysł na domowe rozwiązanie to chętnie go poznam. Od razu dopowiem, że ręcznik to też nie jest najlepszy wybór.
No dobrze. Komu warto zainwestować w Fat Grpiz, a komu nie? Według mnie bez przynajmniej 2 lat stażu na siłowni kupowanie tego produktu nie ma sensu. Na tym etapie najważniejsze są podstawowe ćwiczenia i samoistne wzmacnianie stawów oraz całego aparatu ruchowego. Później trzeba już samemu się zastanowić, czy będzie potrzebny. Chcesz poprawić chwyt? Wato. Nie masz już gdzie nakładać obciążenia i potrzebujesz innego rozwiązania? Warto. Bolą Cię stawy? Tym bardzie warto. Liczysz na cud i magię nowego gadżetu? Nie warto.
„Postęp technologiczny a sport u progu XXI wieku”
Vladimir M. Zatsiorsky to człowiek, którego dorobek stał się podwaliną współczesnej metodologii treningów siłowych. Nie przeczytacie o nim w kolorowych gazetkach dla kulturystów, jego nazwiska nie ma nawet w polskojęzycznej Wikipedii, ale to właśnie w oparciu o jego badania trenuje większość wyczynowych atletów. Najpierw pracował w Związku Radzieckim, a po upadku komunizmu rozpoczął współpracę z zachodnimi naukowcami i trenerami m. in z Wiliamem Kreamerem
Dostęp do książek Zatsiorsky’iego nie jest łatwy w naszym kraju. Praktycznie nie ma polskojęzycznych tłumaczeń. W celu zapoznania się z dorobkiem tego autora należałoby czytać po angielsku lub rosyjsku, przy czym z racji, iż są to prace naukowe, nie wystarczy tu pobieżna znajomość tych języków. Do tego dochodzi fakt mało przystępnych cen.
Książka „Postęp technologiczny a sport u progu XXI wieku” jest zapisem wykładu z seminarium z okazji nadania Zatsiorsky’iemu tytułu doktora honoris causa na AWF we Wrocławiu (1999r.). Można w niej znaleźć także fragment tłumaczenia znanej pozycji „Science and Practice of Streght Training”. Jest to więc swoisty przełom w polskojęzycznej literaturze przedmiotu. Jednak z racji małej objętości książeczkę należy bardziej potraktować, jako ciekawostkę niż źródło wiedzy. Choć dociekliwi kilka ważnych uwag i wskazówek znajdą i tu. Należy przy tym pamiętać, że nie jest to pozycja dla miłośników tekstów ze znanych gazet, lecz przedsmak prawdziwej nauki zajmującej się treningiem siłowym. No i w tym wypadku cena nie przyprawi nikogo o zawał serca.
Amino Acid’s Complex
Obecnie na rynku znajduje się mnóstwo suplementów zawierających aminokwasy. Dyskusja, które z nich są lepsze, a które gorsze nie ma większego sensu. Dla potencjalnego użytkownika najważniejszy jest skład i cena. Oto jedna z wielu propozycji – Amino Acid’s Complex.
Tym razem to nie tylko potężna dawka najpotrzebniejszych organizmowi aminokwasów, lecz także mieszanka minerałów i słynnego ziela Tribulus Terresstris, uznanego w sporcie jako silny legalny środek podwyższający poziom testosteronu. My stawiamy rzetelne dane ponad marketing, dlatego możemy napisać wprost, iż badania naukowe nie potwierdzają jakoby wyciąg z Tribulusa podwyższał poziom testosteronu. Dlaczego więc cieszy się on ciągle taką popularnością?
Wykazano, że mimo wszystko Tribulus Terresstris (buzdyganek naziemny) powoduje zwiększenie potencji i poprawę reakcji seksualnych u zwierząt, jak i u mężczyzn. Dzieje się tak za sprawą substancji o nazwie protodioscyna, która bardzo przypomina ludzkie DHEA. Czym jest DHEA? Jest hormonem sterydowym produkowanym z testosteronu. Poziom DHEA wprost przekłada się na szybkość starzenia naszego organizmu. Im więcej tego hormonu, tym jesteśmy biologicznie młodsi i silniejsi. Wysoki poziom DHEA pomaga także w zwalczaniu wielu chorób.
Co najbardziej interesujące hormon ten ma silne działanie anaboliczne! Dostarczona z zewnątrz protodioscyna będzie działała tak samo jak DHEA. Obalamy więc mit o podwyższonym testosteronie, ale wskazujemy na rzeczywiste korzyści płynące z suplementacji Tribulusem.
Zaś pełna gama aminokwasów powinna ogólnie podwyższyć wydzielanie najważniejszych hormonów anabolicznych, jak: testosteron, IGF-1 czy wreszcie legendarny hormon wzrostu HGH.
Dla kogo jest to suplement? Na pewno nie dla młodzieży. Raczej dla mężczyzn nieco starszych takich, którzy przekroczyli wiek 25 lat. Im ktoś starszy tym bardziej powinien odczuć dobroczynny wpływ tej kompozycji. Zwłaszcza w sferze seksualnej, ale też na treningach. W tym drugim wypadku szczególnie polecana będzie suplementacja Amino Acid’s Complex w okresie wyjątkowo ciężkich treningów gęstościowych lub budowania siły maksymalnej.
Acetyl L-Carnitine
Acetylo L-Karnityna lub jak coraz częściej piszę się u nas z angielska – Acetyl L-Carnitne, to suplement dość szczególny i w zasadzie niedoceniany. ALC nie jest tym samym co zwykła L-Karnityna. Jest to bowiem preparat wzbogacony o grupę acetylową. To zmienia strukturę związku jakim jest sam aminokwas karnityna i poprawia jego bioprzyswajalność.
Jest poniekąd prawdą, że L-Karnityna przydaje się w czasie redukowania nadmiaru tkanki tłuszczowej, ale jak w przypadku wielu innych preparatów nie należy oczekiwać od niej magicznego działania. Potrzebne jest podejście bardziej zrównoważone oparte o właściwą dietę i trening. Rola karnityny w tym wypadku sprowadza się do poprawy gospodarki lipidowej oraz przetwarzania białek i węglowodanów.
Większość producentów suplementów oferuje L-Karnitynę i tylko nieliczni wprowadzają jej wzbogaconą wersję – ALC. Czy warto wspomagać się AlC zamiast L-Karnityną? Jeśli naszym celem jest tylko i wyłącznie redukcja tkanki tłuszczowej odpowiedź brzmi – nie! W tej materii nic więcej nie osiągniemy,
Korzyści płynące z ALC są inne. W opisach tego preparatu przeczytacie, że ma on zdolność pokonywania bariery krew-mózg. Co to dokładnie oznacza? Jako substancja odżywiająca i wzmacniająca układ nerwowy przekracza tę immunologiczną barierę, której zadaniem jest chronić mózg przed szkodliwymi substancjami, jakie mogą znajdować się w naszej krwi.
Tak więc ALC to przede wszystkim suplement dla układu nerwowego. Jego właściwości wykorzystuje się szeroko w leczeniu choroby Parkinsona i Alzheimera oraz kilku mniej znanych dolegliwości układu nerwowego. Zapobiega dalszej degradacji neuronów, a często nawet częściowo je odbudowuje. Zwiększa produkcję acetylocholiny – ważnego neuroprzekaźnika, którego chorzy na te choroby zwykle mają niedobory. To powoduje poprawę pamięci i procesów myślowych.
W sporcie ma także spore znaczenie. Przydaje się wszędzie tam, gdzie centralny układ nerowowy poddawany jest dużym przeciążeniom, a więc przede wszystkim w sportach siłowych. Właściwie stosowany Acetyl L-Carnitine może więc zapewnić lepszą wydolność CUN, co wprost przełoży się na osiągnięcia sportowe.
Szukaj na stronie
Partnerzy
Categories
- Akcesoria i sprzęt
- Dieta (bez mitów i ryżu)
- Dzienniki treningowe – od teorii do praktyki
- Endokrynologia stosowana
- Inne dyscypliny sportu
- kontakt
- Książki o treningu siłowym
- Metody treningu
- Opis ćwiczeń
- Przepisy low carb
- Przetrenowanie i kontuzje
- Psychologia sportu
- Recenzje: książki, suplementy, przyrządy
- Redukcja
- Rehabilitacja
- Suplementy
- Trening dla kobiet
- Trening dla początkujących
- Trening niepełnosprawnych
- Trening poszczególnych grup mięśniowych
- Trening zawansowanych
- Uncategorized
- Używki a kulturystyka
Recent Posts
Recent Comments
- Mariolka on Dziennik treningowy: Mariolka
- Piotrek on Dziennik treningowy: Piotrek
- Grzegorz on Dziennik treningowy: Grzegorz
- SirValeq on Dziennik treningowy: Tomek
- Oskar on Dziennik treningowy: Oskar