Hormon wzrostu

Trening kulturystyczny i kulturystyka naturalna

Wytyczne odnośnie splitu cz. 3

Zdolność aktywacji motorycznej

Jest to parametr bardzo istotny, ale też na obecnym etapie nauki dość niewymierny. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że większość z nas nie ma wcale dostępu do specjalistycznego medycznego sprzętu pomiarowego,omawianie tej sprawy jest błądzeniem w mroku bez nadziei na najsłabszy promyk światła.
Łatwo napisać, że chodzi tu o zdolność do maksymalnego zmobilizowania swojego organizmu do wysiłku. Cóż to jednak w praktyce znaczy? Jak to zmierzyć i jak wyliczyć? Samopoczucie i tzw. wyczucie pracy mięśni nic nam nie powie. Zapewne zdarzyło Wam się podnieść coś ciężkiego lub wykonać jakiś gwałtowny ruch, który wydawał się dość „niewinny”, a tymczasem na drugi dzień obudziliście się z silnym bólem mięśni. Niestety poziom tego, co powszechnie określa się mianem zakwaszenia też o niczym w tym wypadku nie przesądza.
Nie chcę tu za bardzo gmatwać i omawiać dogłębnie aspektu zakwasów. Dość stwierdzić, że tak częste stwierdzenia, iż świadczą one o nieprzystosowaniu do wysiłku i mijają, gdy dłużej się regularnie trenuje, jest kompletną bzdurą. Jeżeli ćwiczymy coraz intensywniej i ciężej oraz zmieniamy ćwiczenia i metody, to i po dwudziestu latach treningów zakwasy będą się pojawiały. Nie mają ich tylko ci, którzy rutynowym działaniem zablokowali postępy. Organizm się przyzwyczaił, co oznacza, że brak mu bodźców do dalszego rozwoju. Jeśli przez lata robi się dokładnie to samo i tym samym ciężarem, to wiadomo, że zakwasów nie będzie. Nie jest to jednak żaden powód do dumy. To jedna strona medalu.
Druga zaś jest taka, że jedni mają większą skłonność do powstawania zakwasów a inni mniejszą. Niektóre mięśnie bardziej bolą na drugi dzień albo nawet przez kilka dni, a inne mniej. Tak więc zakwasy nie są żadnym miernikiem aktywacji danego mięśnia.
Nie mając żadnych pewników musimy coś założyć. Zakładamy więc, że im dłużej się ćwiczy, tym zdolność aktywacji motorycznej jest większa. Przyjmuje się, że osoba rozpoczynająca treningi może wykorzystać ok. 30% swojego potencjału. Mistrzowie sportu zawodowego – 70%. Są to dane, mówiąc oględnie, bardzo przybliżone. Trudno je nawet nazwać statystycznymi. Skoro dajmy na to człowiek nietrenujący może w martwym ciągu podnieść z ziemi 60kg, a w chwili zagrożenia przerzucić samochód (przypadki udokumentowane), to trudno tu rozprawiać o jakichś precyzyjnych wyliczeniach. Podobnych wyczynów dokonywały nieraz kobiety ratujące swoje dzieci. Każcie tym samym paniom podnieść 50kg na treningu!
Nasz organizm to sprytna bestia. Cały jego spryt chowa się w układzie nerwowym, z centralą w mózgu. Doświadczony zawodnik nie robi nic innego na treningach, jak stara się tę bestię oszukać i przechytrzyć. Z jednej strony organizm pragnący jedynie przetrwać i chronić swój wypracowany stan równowagi. Musi przecież bronić „głupich” mięśni, ścięgien i stawów, by się nie przepracowały i nie uległy uszkodzeniu. Pozostawia im więc spory margines. My chcemy dźwigać więcej i więcej, a tym samy zmniejszyć ów margines. Po pewnym czasie zagrożony organizm nadbudowuje nieco więcej mięśni. „przekonuje się” też, że może sobie pozwolić na nieco większy wysiłek i wysyła z mózgu do nerwów silniejsze impulsy. Tyle tej poetyckiej personalizacji. Obecnie psychologia sportu jest poważną gałęzią nauki. Próbuje się za wszelką cenę przesunąć granicę mobilizacji sił psycho-motorycznych.
No dobrze, ale jak to się ma do zwykłej praktyki treningu amatorskiego? Trzeba eksperymentować. Skoro wiemy, że im dłuższy staż, tym prawdopodobniej zdolności mobilizacyjne większe, to zapewne będziemy zmuszeni co kilka lat zwiększać przedział czasowy dla każdej grupy mięśniowej. Oczywiście nie można tego robić w nieskończoność. Tak jak wcześniej napisałem, górną granicą jest 14 dni. Dłuższe przerwy, pomijając czas na regenerację, nie mają sensu. Jednak do takiej rozpiętości dojdą tylko niektórzy. Dla większości pozostanie wymiar 7 dni, a osoby z naprawdę długim stażem mogą pomyśleć o 8-12 dniach. Trzeba też wziąć pod uwagę to co wcześniej zostało napisane o możliwościach regeneracji.
W celu ustalenia optymalnego czasu musimy sporo eksperymentować. Rzecz jasna im więcej dni, tym też podział treningu będzie bardziej rozbity. Warto dodać jeden dzień więcej lub np. rozbić trening nóg na dwa dni i obserwować przez miesiąc reakcje organizmu. Wbrew przyjętym opiniom, dla kulturysty naturalnego najlepszy jest trening dzielony, w którym niemal każdą grupę mięśniową ćwiczy się oddzielnie, sesje treningowe są krótkie, a przerwy dla poszczególnych grup wydłużone. To daje realną możliwość zwiększonej aktywacji układu nerwowego i mięśni bez ryzyka przetrenowania i bez potrzeby sięgania po sterydy anaboliczne.

No related posts.

Related posts brought to you by Yet Another Related Posts Plugin.

Friday, August 27th, 2010 Metody treningu

No comments yet.

Leave a comment